Czy w Toruniu, czy w Gdańsku,
Ksiądz żył dotąd po pańsku,
Chodząc sobie w sutannie ze stułą.
Życie przez to miał klawe,
Aż tu nagle konklawe
W jednej chwili to wszystko popsuło.
Człowiek lekką miał pracę,
Zbierał forsę na tacę,
Miał co wieczór na flachę,
Podróżował Maybachem.
Raz ministrant się trafił, raz mniszka,
Aż tu diabli nadali Franciszka.
Zaskakuje świat newsem,
Jeździ metrem i busem,
Nie chce złotych pierścieni
I przepychu nie ceni,
Osobiście za hotel zapłacił.
Każe wszystkich traktować jak braci.
Strach pomyśleć co dalej!
Dotąd wszystkie skandale
Można było pod dywan zamiatać.
Teraz nie da się tego tak matać.
Co z fortuną ogromną?
Wierni luksus wypomną!
Tak zaskoczyć człowieka!
Jakaż przyszłość nas czeka?
Z tym Franciszkiem to boskie skaranie!
Może dla opamiętania dać lanie?
Stąd pytanie niegłupie:
Jak żyć, księże biskupie
