Pogadali sobie, pochwalili się kto , jaki ma samochód

, a odpowiedzi o Limbie nie było.......
Byłam tam. To było moje drugie sanatorium. Sama Piwniczna, to maleństwo. Warunki mieszkaniowe możliwe. Wszystkie pokoje . lub zdecydowana większość, to pokoje dwuosobowe. Zabiegi na miejscu, kawiarenka z tańcami też. Cudowny pan , który był naszym przewodnikiem. Dużo pokazał, jeszcze więcej przekazał informacji. Były wycieczki bliższe i dalsze. Zagraniczne też. Fakt, ze miejscowość maleńka i nie ma tam zbytnio co popołudniami robić ( szczególnie w miesiące jesienne, kiedy wcześnie zapada zmrok) rekompensowało wspaniałe towarzystwo. Może nie wszyscy uwierzą, ale na moim turnusie przynajmniej polowa, to byli ludzie pracujący jeszcze , a więc całkiem "młodzi". Tańce organizowaliśmy sobie sami w porozumieniu z osoba prowadzącą kawiarenkę. Bawiliśmy się po prostu przy naszej muzyce mechanicznej (prywatne CD) Grupa zapalonych wspinaczy górskich, miała co robić, zapewniam. Miejsc do spacerów nie brakowało. Na jedzenie nikt nie narzekał, a i z zabiegów też byliśmy zadowoleni. Czysto, uprzejmie i ok. Pozdrawiam i życzę dobrej kuracji w Piwnicznej
