[ obrazek zewnętrzny ]
Dzień Trzech Króli jest wielkim świętem Objawienia Boga światu, po grecku zwanym Epifaneją,
ustanowionym i obchodzonym już w III wieku na pamiątkę hołdu, jaki Trzej Królowie - Trzej Mędrcy ze Wschodu,
z Indii, Persji i Arabii: Kacper, Melchior i Baltazar - złożyli Dzieciątku Jezus.

Pierwsi chrześcijanie w tym właśnie dniu świętowali Boże Narodzenie i tradycję tę zachowują dotychczas
chrześcijanie obrządku wschodniego, wyznawcy Prawosławia i greko - katolicy.

Dopiero w końcu IV wieku do liturgii Kościoła Powszechnego wprowadzone zostały dwie odrębne uroczystości:
Boże Narodzenie 25 grudnia i święto Trzech Króli - Objawienia Pańskiego - 6 stycznia.
Zamyka ono cykl uroczystości religijnych - cykl świąteczny Bożego Narodzenia.

W dawnej Polsce ze świętem tym wiązały się różne zwyczaje domowe. Dzień Trzech Króli, szczodry i święty,
był ostatnim spośród dwunastu szczodrych dni i wieczorów, był więc dniem poczęstunków, odwiedzin,
wręczania sobie drobnych darów. Do domów przychodzili różni kolędnicy, a wśród nich chłopcy przebrani za Trzech Króli,
w złotych, tekturowych koronach i niekiedy w szatach liturgicznych, starych i podniszczonych kapach i ornatach,
wypożyczonych z zakrystii kościelnej. Tak jak inni kolędnicy, składali gospodarzom życzenia i wypraszali datki.

Na pamiątkę cennych darów: mirry, kadzidła i złota, które Trzej Królowie, przed wiekami, ofiarowali Dzieciątku Jezus,
w dniu ich święta królowie polscy obdarzali swych dworzan. Za dobre sprawowanie prezenty otrzymywała czeladź dworska.
Upominki wymieniali pomiędzy sobą krewni z zamożnych rodzin. We wszystkich zaś domach, i na wsi i w mieście,
rozdawano dzieciom czerwone jabłka oraz orzechy, które miały im zapewnić rumieńce zdrowia i mocne zęby.
Nikomu w tym dniu nie szczędzono jedzenia i jałmużny. Wszystkich przybywających do domu kolędników suto ugaszczano
i rozdawano im szczodrakowe bułki.