Wierszyki na wesoło.

W tym miejscu możecie prezentować swoją twórczość niekoniecznie związaną z pobytem w sanatorium choć i taka mile widziana.
Regulamin forum
Proszę by każdy nowy wątek rozpoczynał się wierszem. Najlepiej by to był wiersz autora wątku, ewentualnie wiersz na temat sanatorium.
Uwaga! Jeśli wstawiacie czyjąś twórczość, pamiętajcie, że powinniście posiadać zgodę autora lub właściciela praw na publikację. To bardzo ważne.
Proszę też by nie tworzyć tu wątków, które bardziej pasują do działu "Na każdy temat". Niech ten dział będzie wyłącznie związany z twórczością sanatoryjnych poetów :)
Poza tym obowiązują wszystkie zasady z regulaminu ogólnego pisania postów na forum dostępnego tu viewtopic.php?t=10
Awatar użytkownika
teresa63
Przyjaciel forum
Przyjaciel forum
Posty: 3246
Na forum od: 31 lip 2014 18:49
Oddział NFZ: Podlaski
Staż sanatoryjny: 4

Re: Wierszyki na wesoło.

Post autor: teresa63 »

super wierszyk o Protofilipie :lol:
Awatar użytkownika
Suzen
Przyjaciel forum
Przyjaciel forum
Posty: 3521
Na forum od: 26 kwie 2014 07:56
Podziękował: 65 razy

Re: Wierszyki na wesoło.

Post autor: Suzen »

Raz u księdza kapucyna,
tak spowiada się chłopczyna:
- Całowałeś?
- Całowałem, proszę księdza.
- Przecież to rozpusta, całowałeś dziewczę w usta?!
- Trochę niżej, proszę księdza.
- Jak ja żyję, całowałeś dziewczę w szyję?
- Trochę niżej, proszę księdza.
- Co za gust, całowałeś dziewczę w biust?
- Trochę niżej, proszę księdza.
- No to weźmy wszystko w kupę, całowałeś dziewczę w ****
- Niechaj będę potępiony, całowałem z drugiej strony!

;)
Awatar użytkownika
Dzia_dek
Przyjaciel forum
Przyjaciel forum
Posty: 3613
Na forum od: 26 cze 2013 07:55
Podziękował: 52 razy
Podziękowano: 91 razy

Re: Wierszyki na wesoło.

Post autor: Dzia_dek »

Poranek wczesny, jadę pospiesznym, wprost do Warszawy, załatwiać sprawy.
Pociąg o czasie, ja w drugiej klasie, wagon się kiwa, pije trzy piwa.
Łódź Niciarniana, w pęcherzu zmiana. Pęcherz nie sługa, a podróż długa.
Ruszam z tej stacji do ubikacji, kto zna koleje wie, jak się leje.
To co trzęsie się w Los Angelesie, formę osiąga w polskich pociągach.
Wyciągam łapę, podnoszę klapę; biada mi biada, klapa opada.
Rzednie mi mina trza klapę trzymać, łokieć, kolano trzymam skubaną.
Celuje w szparkę, puszczam Niagarkę, tryska kaskada, klapa opada.
Fatum złowieszcze - wszak wciąż szc*ę jeszcze. Organizm płynną spełnia powinność.
Najgorsze to, że, przestać nie może. Toczę z nim boje jak Priam o Troje,
Chce się powstrzymać - ratunku ni ma. Pociąg się giba, a piwo spływa.
Lecę na ścianę z mokrym organem, lecąc na druga zrasz