O turnusie w verano mogę coś napisać. O pokojach nie będę pisała, bo pisałam w wątku oceniającym verano, ale wtedy byłam w innym pakiecie. Pojechałam z ciekawości, chciałam spróbować diety makrobiotycznej albo warzywnej ( bo o takich piszą na stronie), ale okazało się , że serwują dietę 1200 kalorii. Być może z racji pory roku - była to zima, więc i warzyw mniejszy wybór, a bynajmniej dobrych warzyw. Być może z racji małej liczebności turnusu-było kilka osób. Turnus od niedzieli wieczorem do sobotniego ranka. Pełnych dni jest 5. Harmonogram prawie zgodny z tym, co na stronie.Pierwszego dnia spotkanie z dietetykiem -bardzo konkretna babka. Rano gimnastyka na plaży albo gimnastyka jako rozgrzewka i spacer z kijkami. Zaplanowany niby na 35 minut, ale wydłużaliśmy sobie ten poranny rozruch o kwadrans i szło się prosto na śniadanko. Po śniadanku różnie - codziennie sala gimnastyczna -rowerki, mała siłownia jak kto lubi, prawie codziennie slendery, czyli takie łóżka do ćwiczeń, fantastyczna gimnastyka w basenie, szczególnie wtedy, gdy prowadzi ją kierownik fizjoterapii, 2 razy kijki z instruktorem, niby w grupie raźniej, ale niektórzy chodzili wcześniej sami, żeby nie tracić czasu. 2 razy również wieczorny basen, ale w formie rekreacyjnej plus jacuzzi. Co do menu to wszystko serwowane do stolika, żeby nie kusiło, choć zdarzyła się jedna tak nieudana kolacja, że nasza silna wola okazała się zbyt słaba i skorzystałyśmy z bufetu

. W diecie bardzo dużo warzyw w różnych postaciach, coś surowego i gotowanego. Śniadanko zaczyna się od wody z sokiem cytrynowym, są też świeżo wyciskane soki warzywno-owocowe, herbatka zielona, owocowa albo mięta. przykładowe śniadanko ano - 2 rodzaje salat, kawałeczek malutki pasztetu sojowego (chyba), oliwki, pomidor, papryka i kromka chleba z otrąb - z samych otrąb. No właśnie nie podają pieczywa żadnego z mąki, a i to otrębowe nie jest codziennie (panie same je wypiekają). Zdarzało się też musli na mleku sojowym albo kasza jaglana. do śniadanka podawano też jakiś owoc na przekąskę. Obiad to zupa i drugie albo samo drugie, zupki zawsze czyste, warzywne.Na obiad np. pieczona ryba i dużo warzyw - na parze i surówka. kompot bez cukru oczywiście i deser w postaci pieczonego jabłka lub grapefruita. Kolacja - różnie, często warzywa w różnych postaciach. W diecie jest niewiele nabiału, czasami łyżeczka twarożku lub plasterek białego sera. Do obiadu dostaje się sok z kiszonej kapusty i uwaga. Jeśli planujemy wyście, nie spożywamy go przed ( szczególnie w pierwszym dniu) albo wierzymy w szybkość swoich nóg. Moje koleżanki od stolika wiedzą, o czym mówię.

Do kolacji dają też sok pomidorowy albo warzywny na wszelki wypadek, który nazywa się wieczornym ssaniem w żołądku.Mimo ograniczonego jedzenia na tej diecie nie chodzi się głodnym. Nie dokupiłam nic, choć pokus jest w Kołobrzegu wiele. Dieta, ruch - super połączenie. Żeby jeszcze w domu człowiek miał tyle chęci i motywacji. Podsumowując, jestem jak najbardziej zadowolona z pobytu, choć w okresie letnim pewnie bym nie pojechała, turnus jest wtedy prawie o połowę droższy. Myślę, że ciut za drogi, cena wiosenno- jesienno- zimowa jest jeszcze do przeżycia. Sie rozpisałam

)