27 lat temu.
Jadę do sanatorium do Innego Wrocławia.
Okazuje się być kilkoma pokojami w szpitalu sanatoryjnym.
Siostry ( nie koniecznie miłosierdzia ) od razu traktują nas z buta każąc być jak pacjentkom w łóżku już o godz. 18:00, chwilę potem obchód lekarski.
Koryta nie pamiętam, lecz przenigdy nie był dla mnie problemem.
TV nie ma. Internet jeszcze nie zaistniał.
Był to lipiec, komary cięły jak żywo... Na ścianach pokoju krwawe plamy śmierci ...
Jedyna tancbuda w parku czynna z tańcami w soboty.
Główną rozrywką był wyścig po kolacji z chlebkiem na mostek i karmienie karpi.
Trzej współwięźniowie z pokoju kupli sobie po używanym "jubilacie". Dojazd do najbliższego lasu ponad 15 km.
Spacer po parku - 10 minut na 8 minut na krzyż i 22 minuty dookoła.
Spotykałem głównie kombatantów z sanatorium - bodaj z Weterana - jacyś "bojownicy" z gwardii ludowej ...
Jedyna dziewczyna wpadająca w oko ( z szpitala ) wkrótce uciekła z kochankiem, mąż przyjechawszy w odwiedziny ( domyślił się rychło co ) ruszył z powrotem do domku swoim maluszkiem z takim impetem, że wpadł na budyneczek portierni.
Wyjechałem - skracając pobyt o dwa dni.
...
Lata upłynęły - spotkałem się z fajnymi fotografiami w necie ...
Ciekawych a ciepłych relacji nie za bardzo.
A mnie ? - Ubyło włosów a przybyło 27 lat w kalendarzu.
...
Mam takie skojarzenia, że przenigdy ...
...
PS - w czasie a raczej po ukończeniu edycji tego postu zorientowałem się, że Admin zamknął wątek "najgorsze sanatoria".
I dobrze.
Antyreklama nie jest widziana mile.
Lecz wspomnień nie da się zdusić...
To nie sanatorium było winne, tylko okoliczności towarzyszące.
Z zabiegów pamiętam walkę o basen, trochę większy niż 8 x 12 m ...
Gdzie to było ?


