Sanatorium Neptun w Jantarze 12.04.2013
-
michalina2004
- Aktywny Kuracjusz

- Posty: 33
- Na forum od: 25 lut 2013 12:25
Re: Sanatorium Neptun w Jantarze 12.04.2013
-
michalina2004
- Aktywny Kuracjusz

- Posty: 33
- Na forum od: 25 lut 2013 12:25
Re: Sanatorium Neptun w Jantarze 12.04.2013
Byłam w sanatorium
Oj tak, tak - byłam w sanatorium, każdy powie, że nie ma się czym chwalić, to też ja się wcale nie chwalę, po prostu stwierdzam fakt. Do sanatorium na leczenie jeździ tysiące ludzi i mnie się też udało spędzić ponad trzy tygodnie na zabiegach. Nie będę pisała o tym, że lekarze i cała opieka medyczna w owej placówce okazała się całkiem do rzeczy. Okładano mnie borowiną, parafiną, leczono laserem, prądem, magnetyką, kazano ćwiczyć grupowo i pojedynczo, wysyłano na kryty basen, abym sobie popływała. Ograniczono mi dopływ kalorii, abym nieco straciła na wadze i przy tym zadbano również o zbędne fałdki zapisując masaż suchy i podwodny. Tak więc z dużym poświęceniem zadbano o moje zdrowie, abym po przewlekłej chorobie mogła wrócić do pracy z nowymi siłami i z dobrym samopoczuciem.
Swego czasu nasłuchałam się o tym co dzieje się w takich placówkach, w sanatoriach leczyło się wielu moich znajomych, oraz kilka osób z rodziny.
Kiedy oznajmiłam, że jadę do sanatorium usłyszałam jeszcze więcej. Każdy mi doradzał jak mam się pakować i każdy chciał być bardziej dowcipny od drugiego. Usłyszałam, że mam w walizce układać warstwami: bluzeczka-pół litra, spódniczka-prezerwatywa, spodnie-afrodyzjak, majteczki z koronki-jakieś winko i tak dalej. Dostałam też masę dobrych rad w stylu – nie zapomnij adresu kiedy już pozbędziesz się dresu, stresu i okresu-, lub zabierz ze sobą szpilki, aby oznaczyć drzwi, gdyby współlokatorka zbyt wcześnie wróciła ze spaceru.
Słuchałam tego z dobrotliwym uśmieszkiem, przecież wiedziałam, co zamierzam robić i jak wykorzystać czas,aby naprawdę odpocząć. Zresztą nic nikomu do tego, co będę robiła, jestem panną - no dobra - panną z odzysku, więc cokolwiek zrobię nikogo nie zaboli.
Ośrodek, w którym zamieszkałam, miał do dyspozycji pokoje dwuosobowe z łazienką, wyposażone w lodówkę i telewizor. Przydzielono mi jeden taki pokój razem z bardzo sympatyczną współlokatorką. Bardzo szybko doszłyśmy do porozumienia i już od samego początku wiedziałyśmy, że będzie nam się dobrze razem mieszkało.
Krystyna była mężatką i widać było, że nie interesują ją żadne romanse.
- To świetnie - pomyślałam sobie, nie będzie mnie wyciągała na żadne tańce, na żadne podrywy i do kawiarni. Nie jestem jeszcze gotowa na kolejny związek w moim życiu, potrzebny mi spokój i dobry wypoczynek i tak zamierzam postępować.
Całe przedpołudnia nie było czasu na nic, najpierw śniadanie, potem po kolei zabiegi, obiad i jeszcze dwa zabiegi a od godziny piętnastej, już miałyśmy czas na swoje zajęcia i mogłyśmy robić to co nam odpowiadało.
Zwiedziłyśmy pieszo całą okolicę, poznałyśmy kilka wspaniałych zakątków przyrody, a po kolacji ruszałyśmy na kryty basen, znajdujący się na parterze w ośrodku.
Przez cały ten czas mogłyśmy obserwować zachowania wszystkich kuracjuszy i nie powiem, miałyśmy z tego spory ubaw. Obserwowałyśmy zarówno mężczyzn, jak i kobiety, nie oceniałyśmy, bo i po co, nie o to chodziło, każdy ze swoim życiem robi to co mu się podoba.
Po jakimś czasie zauważyłyśmy, że pojawiło się kilka par, których nie było na początku, spacerowały trzymając się za ręce i czule spoglądały sobie w oczy.
Nie to jednak intrygowało wszystkich z sanatorium, wszystkich nas ciekawił jeden mężczyzna i wcale nie dlatego, że był jakoś wyjątkowo przystojny, bo tak naprawdę był całkiem przeciętnej urody, ale wyróżniał się z tłumu.
Zawsze ubrany w elegancki garnitur i dopasowane do niego buty, koszule i krawaty. My normalni kuracjusze najlepiej czuliśmy się w dresach, sportowych koszulkach i sportowych butach.
Ileż było domysłów co do tego kim jest ów elegancik, mówiono różne dziwne rzeczy
- A wie pani – zaczepił mnie kiedyś sąsiad z pokoju naprzeciwko – ten elegancki pan to jest podstawiony przez ZUS, trzeba na niego uważać, bo może donieść do lekarzy i nie dostanie pani renty.
- Proszę pana , ja wcale nie chcę renty – odpowiedziałam – a poza tym co on może na mnie donieść, przecież nie robię nic złego, to raczej pan ma się czego obawiać, ale nie ze strony tego pana, panu zaszkodzić może nasza pokojówka, jak pokaże lekarzom czym wypełnione są wasze kosze na śmieci
- Oj, ale mi pani docięła – powiedział sąsiad z lekka urażony
- No, niech się pan nie obraża – uśmiechnęłam się do niego – wcale nie chciałam panu dokuczyć, ja po prostu nie mam się czego bać, myślę, że i pan również – dodałam ugodowo
Innym razem w drodze na zabiegi, zaczepiła mnie znajoma z basenu
- Byłam sobie wieczorem potańczyć i przyszedł też ten wystrojony – zaczęła opowiadać – zaraz zrobiło się jakoś sztywno, wszyscy się go boją, a on jak nie zacznie wywijać z tą swoją czarnulką, bo wie pani, że poderwał sobie tą mężatkę z siódemki, nawet pasują do siebie, ale to nic dobrego nie wróży – dodała
- Wróży nie wróży, chcieli sobie potańczyć, jak wielu innych, to niech tańczą, a co z tego wyniknie, czas pokaże – odpowiedziałam i pomaszerowałam na masaż
I tak mijał dzień za dniem, tydzień za tygodniem, aż nadszedł dzień pożegnania. Przyznam szczerze nie bardzo chciało mi się opuszczać miejsce, w którym czułam się dobrze, żal mi było rozstawać się z nowo poznanymi ludźmi i myśl, że to koniec odpoczynku, wracam do pracy też nie napawała mnie wielkim szczęście. Ale przecież najważniejsze jest to, że wracam do zdrowia. Wiem, już nigdy nie będzie tak jak przed chorobą, ale w moim życiu niewiele to zmienia.
Do sanatorium, miała przyjechać po mnie moja przyjaciółka, kiedy zadzwoniła, że już wyjeżdża z domu, wiedziałam, mam dwie godziny aby się spakować, rozliczyć z pokojówką, oddać kartę pacjenta. Kiepsko wyliczyłam czas i kiedy oddawałam klucz do pokoju, zostało mi jeszcze dobre czterdzieści minut do przyjazdu koleżanki.
Usiadłam w fotelu obok drzwi i miałam dobry widok na to co się dzieje w środku i na zewnątrz budynku, było to ciekawe doświadczenie. Byłam świadkiem kilku pożegnań, patrzyłam na łzy okresowych narzeczonych i smutne oczy panów, kiedy panie wsiadały do samochodów swoich mężów, zadziwił mnie jednak „nasz tajemniczy "elegant”.
Był smutny, można powiedzieć załamany, usiadł w fotelu obok mnie i zaczął mówić
- Pojechała, już jej nigdy nie zobaczę –
- Tak – zdołałam wykrztusić
- Była najpiękniejsza w całym sanatorium, myślałem że będzie moja, ale ona ma męża, nie chce od niego odejść, a ja chciałem znaleźć żonę, teraz kiedy odszedłem z zakonu, nie chcę być sam – ciągnął mój rozmówca
Słuchałam, tego bardzo zdziwiona, ale nie mogłam powstrzymać się od pytania
- Przecież wiedział pan, że nie jest wolna, więc dlaczego właśnie ona, a poza tym był pan księdzem, już całkiem tego nie rozumiem.
- Nie tylko pani nie rozumie, ja też nie mogę tego zrozumieć, spędziłem z nią cudowne chwile, była najcudowniejszą, najczulszą kochanką, teraz to boli, to bardzo boli – dodał.
- Nie wiem co mam panu powiedzieć – zaczęłam ostrożnie – chyba można było się tego spodziewać, nie tak łatwo poukładać sobie życie, jeżeli zaczyna się ze złej strony – przykro mi – dodałam.
Pojawiła się moja koleżanka, podałam rękę byłemu księżulkowi, życzyłam mu powodzenia i ruszyłyśmy z przyjaciółką w drogę powrotną do domu.
Swoją drogą, jakie to wszystko dziwne, przez przypadek dowiedziałam się kim naprawdę jest elegancik z sanatorium i chyba wolałabym wersję szpiega ZUS, bo jego „spowiedź ” spowodowała nową falę niecenzurowanych myśli na temat postępowania tych co powinni dawać dobry przykład, a może to tylko mi się tak wydaje.
Wróciłam do domu z nowymi doświadczeniami, dobrymi wspomnieniami. Przede wszystkim z przekonaniem, że w sanatorium jest dokładnie tak jak chcemy, a nie tak jak mówią inni, wybór zawsze należy do nas.
Podpis:
ALicja L 2004
Re: Sanatorium Neptun w Jantarze 12.04.2013
michalina2004 pisze:to jednak inny budynek niż myślałam ten żółty to główny a biały jest tak jak podali w odległości 100 m ale też fajnie czy tam przed domkiem można gdzieś posiedzieć na słoneczku i wypić sobie kawkępłatności kartą bardzo wygodne .Jak wygląda sprawa klucza jeden na apartament czy każdy dostaje swój
Przed domkiem jest jest miejsce oddzielone od sąsiadujących apartamentów pergolą, tak że można spokojnie posiedzieć, a jak będzie słoneczko to można się poopalać. Klucze od pokoju otrzymuje każdy kuracjusz. Przed domkiem od sytrony ulicy jest jedno miejsce parkingowe, pozostałe samochody można zaparkować na parkingu przy pawilonie głównym.
Re: Sanatorium Neptun w Jantarze 12.04.2013
Miałaś rację.To fajne opowiadanie, z przyjemnością je przeczytałam.dziękuję
Bożena
-
michalina2004
- Aktywny Kuracjusz

- Posty: 33
- Na forum od: 25 lut 2013 12:25
Re: Sanatorium Neptun w Jantarze 12.04.2013
Niedziela była mrożna ale słoneczna i nie wytrzymałam zrobiłam sobie wycieczkę do jantara aby oblukać co i jak .Pierwsze co mi się rzuciło w oczy to budynek szpitala neptun duży pomarańczowy , wejście do recepcji mało widoczne w zaułku ,przy parkingu bankomat .Miejscowość wyludniona ruch jak na dworcu tylko w sanatorium .Dojście do morza lekko pod górkę ul brzozową przez las lub morska chodnikiem wzdłuż drogi nie zbyt ruchliwej .Jacku na razie w lesie pełno śniegu i wiosny nie widać .Przy ul morskiej śmieszna pizzeria o dziwo była otwarta choć nie było ogrzewania i drzwi otwarte na oścież wypita kawa, a pan właściciel snuł opowieści o chorobach
Re: Sanatorium Neptun w Jantarze 12.04.2013
- administrator
- Administrator
- Posty: 1544
- Na forum od: 28 lis 2008 22:27
- Oddział NFZ: Mazowiecki
- Staż sanatoryjny: 1
- Podziękowano: 2 razy
Re: Sanatorium Neptun w Jantarze 12.04.2013
http://forum.nasze-sanatorium.pl/viewtopic.php?f=4&t=5366



