A mój pupil wczoraj skończył dwa lata a dziś rozpoczyna trzeci roczek...

Waży 28 kg, jest uśmiechnięty i ma zasady... a nawet potrafi strzelić focha
Jest też posłuszny... Jak mu powiem: idziesz do mnie albo nie... to On przyjdzie... albo nie...
Nie został nigdy na sznurku przed sklepem czy restauracją, w samochodzie na parkingu ani też sam gdy jego pan udawał się na posiłek...
Spostrzeżenie Margot są niestety odzwierciedleniem powszechnych praktyk...
Media okazjonalnie zajmują się psim losem przy okazji napotkania ledwie żywego zwierzaka zamkniętego w aucie...
Ja się pochwalę przy okazji urodzin mojego Charlie...
Jest ze mną zawsze, nawet podczas niektórych podróż służbowych. Nie próbowałem jeszcze zainstalować "kumpla" w sanatorium... ale może spróbuję, nadarza się sposobność niebawem...
Zawsze zamieszkuję w hotelu lub pensjonacie, gdzie piesek jest również gościem. Zawsze szukam knajpki, gdzie mogę coś zjeść, wypić piwko a mój przyjaciel dostanie miskę z wodą (często z inicjatywy obsługi lokalu) a czasem nawet pół kilo golonki lub kość z kawałem mięcha...

(uwielbia właśnie golonkę po bawarsku i steki z kostką...)

Nie wiem skąd zna te smaki...
U Czechów i Słowaków wejście z pieskiem do gospody, knajpki czy też innego miejsca publicznego nie stanowi problemu, u nas jest trochę gorzej pod tym względem. Jak wybierzemy się na grzańca (np. w Zubercu jak ostatnio podczas ferii zimowych) to po kwadransie bawią się z nim cała obsługa i połowa gości...
Ma jedną wadę...
Nie pije...

, nie lubi dżemu...
...więc dziś po południu toast ze jego psi los wzniosę sam i sam wypiję
