Sanatorium 'MUSZYNA'
Sanatorium 'MUSZYNA'
Re: Sanatorium 'MUSZYNA'
Co do samego usytuowania ośrodka; przepięknie, na wzgórzu, cisza... Niestety, dla ludzi chorych daleko do miasteczka, no i "pod górkę" z powrotem. Prawda jest jednak taka, że nawet najbardziej chorzy potrafili dojść do najbliższej lodziarni, sklepiku z owocami i warzywami, kiosku z gazetami, no i kto lubił to i na piwo. Czyli każdemu wedle potrzeb. Szkoda jednak, że ośrodek nie posiada busika którym można by było podwozić kuracjuszy (oczywiście za drobną odpłatnością) do miasteczka, np.dwa razy w ciągu dnia o określonych godzinach, w niedzielę do kościoła (strasznie daleko!) itp. Nie przypuszczam, że Panowie Prezesi nie wiedzą o możliwości dofinansowania z PFRON? Więcej dobrej woli z ich strony i popatrzenie na potrzeby ludzi chorych. Szczególnie dał mi się we znaki brak kiosku z gazetami, podstawowymi środkami czystości, napojami (tutejszymi wodami) itp. Zaraz ktoś mnie zakrzyczy, że przecież jest kawiarnia Lepiej spuśćmy na nią zasłonę milczenia... Ciastek brak! (bo nie mówię tu o tych chipsach i innych suchych w torebkach), kawa - lepiej zamilczeć; nie brakowało jedynie różnorakich trunków, no ale godziny otwarcia też jakieś takie "dzikie" (16.30 - 21.30).
Tak jak już zaznaczyłam szczególnie dawał się we znaki brak... tutejszych wód leczniczych. Kierowanie pacjentów do pijalni w odległości ok.1 km od ośrodka jest nieporozumieniem, nie wszyscy potrafili tam dojść. Oczywiście, można tu powiedzieć, że to niedaleko, że mógł przynieść sąsiad, że można było raz na dwa dni, że to taki obowiązkowy spacerek, itd... No ale ja mimo wszystko chciałabym się napić tu, na miejscu, co dzień świeżej wody leczniczej. A może by ją tak przywozić codziennie w baniaku 20-litrowym i postawić w holu abyśmy pili ile chcieli?
Co do samych zabiegów nie mam żadnych zastrzeżeń, wręcz odwrotnie. Wszystkie Panie serwujące nam zabiegi przemiłe i przeuprzejme (szczególne pozdrowienia dla Pani Dorotki; wnioskuję do Dyrekcji o gratyfikację za sympatyczne podejście do pacjenta). Panie na sali ćwiczeń biegające do każdego pacjenta, pomagające, cierpliwe... Każdy mógł się "wyćwiczyć" ile chciał. No, niestety, niektórzy nie chcieli zbyt długo, ale to ich strata. Można też było podreperować swoją tężyznę na tych różnorakich rowerkach, atlasach itp.
Jedzenie wyśmienite! Niestety, malkontenci narzekali, ale tym nigdy, nikt i nigdzie nie dogodzi. Na śniadanie zawsze dodatkowo była mleczna zupa, którą "wcinali" wszyscy, a Panie nie żałowały dolewek. Porcje wystarczające (jeśli "stolikowi" zabrakło zupy w wazie chodził po dolewkę i widziałam, że zawsze ją otrzymywał. U nas zawsze zbywało). Wiele różnorakich surówek, sałatek, serków, ryb no i cały czas wędlina. Na zmianę podawano również jabłka, mandarynki, winogrona, banany, kiwi, soczki owocowe... Jeżeli jednak komuś było "mało" mógł dokupić sobie w okolicznych sklepach; duży wybór i tanio.
Pacjenci jak pacjenci; niektórzy biorący sobie do serca wszelkie zakazy, nakazy, pouczenia [a tych nie szczędziła nam Pani manager (dyrektor?; nie wiem) już w pierwszy dzień], a inni totalnie je "olewający". Jednak dla większości, ludzi raczej rozsądnych, to "przywitanie" nas było żenujące. Z tego wszystkiego zapamiętałam jedynie za co i w jakiej wysokości grożą nam kary, co nam wolno a czego nie itd... Kto nadużywał różnych używek to i tak ... nadużywał, nie widziałam żeby miał za to jakąś karę, a dla mnie, nie pijącej zupełnie, nie palącej nigdy ... kac pozostał. Chyba rozumiemy o co chodzi?
Rozrywki (nazwijmy je) kulturalne; przeróżne. Bardzo dużo różnorakich wyjazdowych wycieczek (dalszych i bliższych) w przystępnych cenach. Można było pojeździć sobie do woli (nawet na Słowację i Węgry). Niestety, i znów nie pomyślano o pacjentach... chorych. Nie wszyscy mogli dużo chodzić, a nie zauważyłam ani jednej wycieczki, która byłaby dla nich. Co do ogniska; no dobrze, że była z nami przemiła Pani N., która na drugi dzień trochę zrekompensowała nam nieudany występ tutejszego grajka. Nawet do chałtury należy się przygotować. Ognisko samo w sobie było w ok.
Aha, jest jeszcze biblioteka, a raczej komórka, którą obsługuje personel kawiarni, czyli tylko w godzinach jej otwarcia."Bestsellery" jeszcze z mieszczącego się tam kiedyś domu wypoczynkowego, no i widziałam mnóstwo... harlekinów.
I to by było na tyle; jeśli o czymś zapomniałam, to dopiszę. A może uczynią to inni kuracjusze?
Re: Sanatorium 'MUSZYNA'
Re: Sanatorium 'MUSZYNA'
- syrenka
- Przyjaciel forum

- Posty: 1051
- Na forum od: 29 paź 2009 17:53
- Oddział NFZ: Mazowiecki
- Staż sanatoryjny: 15
- Podziękowano: 1 raz
Re: Sanatorium 'MUSZYNA'
Re: Sanatorium 'MUSZYNA'
Mam jeszcze pytania odnośnie samych pokoi. Czy jest w nich węzeł sanitarny i czy jest internet? Czytałam też gdzieś, że w pokojach nie ma czajników tylko jest jeden wspólny na korytarzu czy to prawda?


