O drugiej w nocy wchodzi mąż do domu chwiejnym krokiem.
– No, nareszcie wróciłeś łajzo!!! – przywitała go żona.
– Jakie tam… „wróciłeś”! – przyszedłem… tylko po gitarę.
Ale kiedy około szóstej rano wrócił cichutko na paluszkach z butami w ręku, by nie budzić żony,… w przedpokoju żona w papilotach na głowie powitała go z wałkiem w ręku. – Gdzie byłeś łajzo?!
– Jak to gdzie???… nie widzisz butów?... U szewca byłem!
– A ty co, stara?... teraz ciasto wałkujesz??? – zripostował małżonek.
Miarka się już przebrała i żona postawiła ultimatum:
– Wybieraj!!! – Albo ja, albo… wódka!
– A… ile tej wódki miałoby być ???



