Starosty nie było, bo po co mam starosta ? Dla Jadzi i Józka sprawa była prosta.
Urządzić ognisko ! Towarzyskie życie ! By wszystkim czas tutaj płynął należycie.
Zatem najpierw do NETTO skierować swe członki, zakupić co trzeba: kiełbasę z golonki,
szaszłyki, karkóweczkę, keczup, pomidory no i przede wszystkim węgla ze dwa wory.
Nad grillem stoi Józek, choć upał na dworze, obraca mięsiwem, nikt mu nie pomoże.
Jagoda zaś z butelki nalewa obficie, by umysł nam rozjaśnić i umilić życie.
Nie było to łatwe, dobrze o tym wiemy więc choć rymem marnym podziękować chcemy.
I życzyć by zabiegi rolę odegrały: krzyże były prostw, stawy mniej bolały.
By móc z sukcesem brać na bary życie i zawsze w przyszłości czuć się znakomicie.
A jeśli "zusorzecznik" jeszcze raz przyfarci, chętnie Was spotkamy - boście tego warci.
A wiersz ten ułożyła nasza przesympatyczna koleżana z Torunia - żeglarka Marylka




