Z życia pewnej kamienicy :)

W tym miejscu możecie prezentować swoją twórczość niekoniecznie związaną z pobytem w sanatorium choć i taka mile widziana.
Regulamin forum
Proszę by każdy nowy wątek rozpoczynał się wierszem. Najlepiej by to był wiersz autora wątku, ewentualnie wiersz na temat sanatorium.
Uwaga! Jeśli wstawiacie czyjąś twórczość, pamiętajcie, że powinniście posiadać zgodę autora lub właściciela praw na publikację. To bardzo ważne.
Proszę też by nie tworzyć tu wątków, które bardziej pasują do działu "Na każdy temat". Niech ten dział będzie wyłącznie związany z twórczością sanatoryjnych poetów :)
Poza tym obowiązują wszystkie zasady z regulaminu ogólnego pisania postów na forum dostępnego tu viewtopic.php?t=10
Awatar użytkownika
malgorzatas
Przyjaciel forum
Przyjaciel forum
Posty: 58948
Na forum od: 16 lis 2013 14:16
Oddział NFZ: Wielkopolski
Staż sanatoryjny: 6
Podziękował: 1 raz
Podziękowano: 2 razy

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

Post autor: malgorzatas »

To ja jutro udam się po stosowny formularz i poproszę Administrację o przyjęcie mnie na "" gościa" mogę pełnić jakąś funkcję..byle nie poetki bo głowa nie ta... :lol:

Mogę być sekretarką lub pielęgniarką...po wypadkach jakie się zdarzają w kamienicy każda pomoc jest potrzebna ;) :lol:
Awatar użytkownika
Cygana
Super Kuracjusz
Super Kuracjusz
Posty: 588
Na forum od: 18 lut 2018 00:29
Oddział NFZ: Wielkopolski
Staż sanatoryjny: 4
Podziękował: 1 raz
Podziękowano: 2 razy

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

Post autor: Cygana »

Dzień dobry wszystkim mieszkańcom kamienicy i odwiedzającym :D Pierwsze kroki po otwarciu oczek i jeszcze tanecznym krokiem kukam do kamienicy;a widzę że się zadziało jak ja balowałam. :lol: :lol: oj Florcia i Boźenka cudnie piszecie :serce: :kwiat: pyszczek smieje mi się od ucha do ucha Pozdrawiam :kwiat:
Awatar użytkownika
BozenaMat
Super Kuracjusz
Super Kuracjusz
Posty: 6394
Na forum od: 24 lip 2018 18:32
Oddział NFZ: Małopolski
Staż sanatoryjny: 2
Podziękował: 6 razy
Podziękowano: 29 razy

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

Post autor: BozenaMat »

O to to Małgosiu........... pomoc sąsiedzka mile widziana :D
A teraz czekając na dalszy ciąg przygód Florci i Jureczka............ coś Andrzejkowo :D
Witamy, witamy Cygano :kwiat:

Andrzejkowe wróżby

Czas pędzi jak ten tłum do Biedronki w Czarny Piątek, by łapnąć co popadnie i później opchnąć na bazarze. Dopiero co Marianek rozkoszował się pobytem w Sanatorium (wątpliwa to rozkosz była, ale zawsze to coś), dopiero co mieliśmy atrakcje z malowaniem mieszkania Florci, kuriozalną wizytę w szpitalu, gdzie to połowa kamienicy o mało nie wylądowała w psychiatryku, a już Andrzejki nas zastały.

W tym roku Andrzejki minęły bardzo spokojnie (nie licząc wizyty dzielnicowego, ale o tym będzie później). Żadne mieszkanie nie spłonęło, a tak było rok temu (deczko przesadziłam, bo spłonął tylko garnek, ale straż być była), gdy Pawełek (Ten z ostatniego piętra), świętujący Andrzejki z nowo poznaną cud pięknością, nastawił wosk do stopienia, zapomniał o nim w ferworze umizgów i dopiero straż pożarna waląc w drzwi z krzykiem… co się pali, skąd ten dym… otrzeźwiła naszego kochasia. Dym snuł się po całej klatce schodowej, a Pawełek pewno myślał, że Mu oczy bielmem miłości zaszły, a nie dymem z palącego się gara. Ale żeby luba nic nie zauważyła? Pewno i Ją amok jakiś naszedł. Ale jak naszedł, to szybko się ulotnił (jako ten dym z mieszkania), bo już na drugi dzień Pawełek z nami poszedł na ślizgawkę. A tak… zrobił się mróz i mieliśmy piękne lodowisko koło kamienicy. Ktoś zapomniał zakręcić wodę przy garażach, w nocy mróz dokonał dzieła i… ślizgawka jak się patrzy. Mieliśmy używanie 3 dni… póki się nie ociepliło i wszystko diabli wzięli. Nawet przyroda kładzie nam kłody pod nogi i nie daje nacieszyć się sportem. Wiatr zawsze bidnemu wieje w oczęta.

Tak więc w tym roku Andrzejki przebiegły spokojnie. Wprawdzie Boguś, co to od jakiegoś czasu pomieszkuje u Marianka, naraził się srodze gospodarzowi (czyli Mariankowi), ale był to incydent na tle różnych ekscesów w kamienicy mało znaczący. Oczywiście mało znaczący dla Bogusia, bo Marianek przez 3 dni darł ryja i o mało nie wyrzucił Bogusia na bruk, ale zdołaliśmy jakoś udobruchać chłopinę. Przeważył argument, że Boguś na święta nie może zmienić lokum na karne uzdrowisko (jak potocznie mawia się w kamienicy na Zakład Karny we Wronkach). Święta w zakładzie? Chcąc nie chcąc Marianek wymięknął i przebaczył Bogusiowi niecny czyn, choć boczyć się na Bogusia boczył aż do świąt. Dopiero w Wigilijny wieczór, gdy (ponoć to szczera prawda) Rademenes (dla nie wtajemniczonych wyjaśnię, że to kot Marianka) przemówił do Niego swym głosem… Marianek odpuścił. A czymże tak Boguś rozwścieczył Marianka?

Otóż prastarym andrzejkowym zwyczajem chłopiny postanowili sobie powróżyć. Jak tradycja to tradycja… lanie wosku musi być. Zdobycie wosku nie nastręczało problemów, wiadomo przecie, że co jak co, ale w kościele tego kruszcu jest ci dostatek. A kto w kamienicy ma dobre układy z tą instytucją? No przecież nasza Jadzieńka, a Marianek będąc Jej ulubieńcem mógł prosić, o co tylko by nie chciał. Ubłagał więc kobiecinę, by wyzbierała wszelkie ogarki świec, by mogli spełnić tradycją uświęcone wróżby. Jadzieńka stanęła na wysokości zadania, baaa… powiem więcej. Kobiecina wykazała się nader gorliwością. Prócz ogarków znalazły się całe, sporych rozmiarów świece, a nawet jedna gromnica. Pewnie została po tej burzy, co to jesienią przeszła przez Szczecin, a Jadzieńka zakupiła, by przy jaśniejącym blasku świecy odprawiać swe modły w intencji całej naszej kamienicy i by (jak to Ona mawia), jasny grom z nieba nas nie poraził. Grom z nieba nie spadł, kamienica burzy się oparła, my także… gromnica zaś leżała gdzieś w przepastnej szafie Jadzieńki, by wreszcie znaleźć zacniejsze przeznaczenie. I tak to Panowie świece zdobyli, w kuchni Marianka jakiś rondel się znalazł, następnym, nieodzownym rekwizytem był klucz, przez który to trzeba było lać wosk. Problem nie lada, bo odkąd w naszej kamienicy wymienili zamki w drzwiach… a właśnie, nie mówiłam o tym, ale czas jakiś temu Jasieniek (ten od Bigbeni) poskarżył się w administracji, że nie może wyjść z domu, bo nie zostawi chałupy na pastwę losu. Jakieś dzieciaki (no bo kto jak nie one) powkładały w zamki jakieś żelastwo i nijak szło włożyć klucza. Co też nasi Panowie nie robili… wydłubywali czym popadnie… podpalali zapalniczkami, tak jakby żelastwo miało się stopić, jako ten wosk… Marianek to nawet pożyczył od kumpli (tych, co to razem puszki zbierają) palnik acetylenowo tlenowy, ale jak widzieliśmy poczynania Marianka, tośmy Mu ten palnik wspólnymi siłami z rąk wydarli. Tak wymachiwał tym ustrojstwem, że pewno pół kamienicy by spalił, nim by trafił w drzwi, o zamku nie wspomnę. Tak więc zamków nie dało się doprowadzić do stanu używalności… i to nie tylko Jasieńka taki zamek był, prawie połowa drzwi była tylko atrapą. Znaczy się stały, ale zamknąć ich nijak było. Administracja się szarpnęła, akurat było przed wyborami, to zarząd chcąc się pokazać z tej lepszej strony, powymieniał zamki we wszystkich drzwiach. Ale by nie było za dobrze, to zamiast tradycyjnych zamków, z kluczem, co to miałby wszelakie zastosowanie (ot choćby do wróżb andrzejkowych), założyli zameczki yale. Kluczyk to taki, że jak go do torebki ciepniesz, szukasz pół dnia… dziurki to on w sobie żadnej nie ma (no bo ten otworek jak główka od szpilki, to się nie liczy), lać wosku przez niego się nie da. Co też robić. Marianek myślał i myślał (jak ten pomysłowy Dobromir), wreszcie skrzyknął chłopów z kamienicy i odziawszy się w robocze stroje (Jasieniek to nawet kufajkę skądś wytrzasnął), poleźli na składowisko złomu. I zaczęło się. Połowa chłopa dostała zakaz wstępu do mieszkania, jak to przytachali przydatny (wedle Ich) złom. Jasieniek 2 dni koczował u mamusi na drugim końcu miasta, jak Go Bigbenka wywaliła, gdy wracając od kumci ujrzała na środku salonu wielkich gabarytów sagan. Po co on Jasieńkowi, to nie wiem… ale muszę przyznać, że saganik osobowość miał. Gdzieniegdzie wgnieciony i… ech, to mnie zafascynowało. Miał gwizdek, a jak gwizdał? Godzinę się bawiłam (ja stara dziewoja) gotując wodę. Wreszcie uciszył mnie sam dzielnicowy, wezwany przez Zosieńkę, która to od paru dni miała wnuczka pod swą pieczą. Gwizdek miał moc, oj miał. Zagłuszał nawet radyjko Jadzieńki… więc wnusio za nic do snu ukołysać się nie dał. Dzielnicowy przyszedł, zagroził mi aresztem i co było robić? Zabawa z czajniczkiem się skończyła. A szkoda. Sagan długo miejsca u Jasieńka nie zagrzał, musiał opuścić salonik i wrócić na złomowe salony. Marianek z Bogusiem też co nie co przytachali z tego wypadu na złomowisko… ale że Marianek pomieszkiwał bez niewiasty, co by Mu kołki na głowie ciosała, to złom upchnąl w spiżarce licząc, że kiedyś będzie przydatny.
Klucz też znaleźli, a jakże by nie. Był piękny, aż mi oczka się zaświeciły, pasowałby mi do tych desek, com je na ścianie powiesiła (kiedy to trenowałam rzuty do tarczy). Ale mając na uwadze większe dobro (wróżby andrzejkowe), odpuściłam i tym sposobem chłopaki do Andrzejek byli przygotowani.

Nastał wreszcie wieczór. Marianek z Bogusiem zaopatrzywszy się dodatkowo w potrzebne wiktuały (ze 3 sześciopaki, kilo kaszanki, tudzież śledziki i 2 bochenki chleba), rozpoczęli świętowanie. Wosk się topił, panowie topili smutki (a bo to kto ich nie ma) wlewając w siebie napój chmielowy… wreszcie nadeszła najważniejsza chwila wieczoru. Marianek łapnął klucz, Boguś gar z woskiem i…. jak to chłop. Skąd bidulek mógł wiedzieć, że gar stojący na gazie będzie miał temperaturę deczko większą niż temperatura ciała? Jak szybko łapnął gar, tak szybko go z wrzaskiem z łapek wypuścił. Do wrzasku Bogusia dołączył jazgot Rademenesa, który pętając się pod nogami imprezowiczów napatoczył się w miejsce, gdzie rozbryzgał się wosk. Piękne, lśniące futerko kota pokryło się plackami zasychającego wosku, kot latał po mieszkaniu jakby się pieprzu najadł, Marianek trzepnął Bogusia z taką siłą, że Ten przeleciał przez pół kuchni, nim padł na podłogę.

Tak więc wróżby nie doszły do skutku, Boguś naraził się Mariankowi i o mało nie wylądował w zakładzie uzdrowiskowym, a my 3 dni uspakajaliśmy Marianka, co by wybaczył Bogusiowi zamach na Rademenesa. Wybaczyć wybaczył, ale przez tydzień leciała najpiękniejsza wiązanka łaciny, gdy to Marianek wyskubywał zaschnięty wosk z futerka kota. A Rademenes aż do wiosny przemykał chyłkiem pod murem kamienicy, by go żeńska część kociego rodu nie wyśmiewała… tak miał przerzedzone i wyliniałe futerko. Wprawdzie Jadzieńka wydziergała szydełkiem Rademenesowi piękny kubraczek, ale Marianek powiedział, że Jego kot godność ma i w damskich fatałaszkach chodził nie będzie. I bądź tu człeku uczynny? Coś mi się wydaje, że Marianek stracił w oczach naszej uczynnej Jadzieńki.

A ja spędziłam Andrzejki bardzo miło i nader spokojnie (tak mi się wydaje, bo obudziłam się w swoim łóżku… a że nie sama, to już insza inszość). Otóż Florcia …. będąca w niedyspozycji i z pokiereszowaną nogą, postanowiła zwalić mi się do mieszkania. Po części rozumiem… łatwiej przecie zejść niż wdrapać się po schodach. A że ja mieszkam pod Florcią, to… kicając na dół jako tako udało się Florci do mnie dotrzeć. Poza tym byłam winna Florci za tę noc, co tom u Niej w fotelu przekimała. Trza było się jakosik odwdzięczyć… Andrzejki stykły w sam raz. Przygotowane byłyśmy, a jakże… wprawdzie lanie wosku odpuściłyśmy… po licho wiedzieć co nas czeka, jak i tak w naszej kamienicy wszystko działo się na hura. Nikt nie znał dnia ani godziny kiedy jakiś grom z jasnego nieba spadnie… czy jakaś inna egipska plaga. Byliśmy do tego przyzwyczajeni….. więc wróżby sobie odpuściłyśmy, za to nastawiłyśmy się na duchowe przeżycia. Znaczy się miałyśmy zamiar lewitować po spożyciu tego, co udało mi się ostatnio przytachać do domu. Trochę tego niewiele było, ale jak to mawiają co drugi głupi to ma szczęście. Chyba obie z Florcią byłyśmy te drugie… bo los się do nas uśmiechnął. Otóż ni stąd ni zowąd pojawiła się Bożenka (ta znajoma od kijek, co to była obserwatorką Mariankowych wyczynów w Sanatorium) wraz z jakąś swoją koleżanką Gosią (też fascynatką kijek i jak się później okazało bardzo wesołą babką, co to wpasowała się w nasze – jakby nie było zwariowane towarzystwo). A że jak to kobiety…. wiemy jak się zachować idąc w gości, to obie Panie targając sporych rozmiarów siatę z Lidla, wspomogły nasze marne zasoby andrzejkowych wiktuałów.
I tak siedząc sobie w czwórkę… jak to kobity… paplały, drineczki pociągały, krakersiki zajadały, nawet bigosik się znalazł, com to go miała zamrożonego na czarną godzinę, ale przecie noc była, czarno……. to pasowało wszamać.

Tak sobie teraz myślę… co ja na tych Andrzejkach wyczyniałam? Za nic nie mogę sobie przypomnieć. Chyba te 4 mohito, inne kolorowe drineczki mieszane z czym popadło, tudzież nasza polska szlachetna wyborowa z… licho już tam wie z czym…….. sponiewierało mnie łokrutnie. Rano obudziłam się mając na nogach jedną szpileczkę w kolorze burgunda (swoją) – druga zaś była wściekle pomarańczowa. Po mojej prawej stronie, przytulając się do mej piersi, spała cicho pochrapując Gosia, z lewej zaś Florcia, a Bożenka skulona w nogach łóżka popiskiwała jakoś tak dziwacznie… ale głos dawała, znaczy się żyje.
Hymmmm… ciekawe, bardzo ciekawe. Chyba zapytam Florci, co to się działo. Może Ona była w lepszym stanie – oczywiście Florcia, a nie szpileczka i pamięta, jak to nam noc minęła. Ale jak dzielnicowy nie interweniował, to chyba dopuszczalnej normy hałasu tudzież ekscesów nie przekroczyłyśmy……

Aha… pewno co poniektórzy się zastanawiają, dlaczego to same świętowałyśmy? Wszystko przez te nasze – znaczy się Florci i moje - samarytańskie zapędy. Otóż jak wiecie Jureczek malując pokoiczek Florci, został z deczka kontuzjowany. W takim stanie przewożenie Go do naszej kamienicy, tudzież pojenie napojami kłócącymi się z tym wszystkim, czym Go w szpitalu naszprycowali …. zdecydowanie odpadało. A że my takie dobre dusze i choć Florcia pogoniła Jureczka w diabły, to jednak resztki litości w tej przemiłej osóbce się tliły więc gdy zjawił się ANDY, by te nasze Andrzejki, a raczej swoje, bo to przecie jak nic Andrzeja święto celebrować… wydelegowałyśmy Go do Jureczka, zaopatrzywszy pierwej w sześciopaczek. Może i Jureczek był na lekkim haju od tych wszystkich medykamentów, ale mała puszeczka chmielu jeszcze nikomu nie zaszkodziła. ANDY co prawda bronił się rękami i nogami, że On nie pójdzie, że chce z nami … ale czy to możliwe wygrać z dwiema harpiami…?? By uniknąć nierównej walki z nami, rzekł tylko:
- siła złego na jednego
I pomaszerował… wcale nie dziarskim krokiem. I chwała nam za pomysł wysłania ANDY’ego do Jureczka. Po Andrzejkowej imprezie miał kto lecieć do sklepu po kefirek, by dopomóc czterem, z lekka sponiewieranym niewiastom ………….. :D

Coś mi się wydaje, że dostaniemy spory rabat na ten kefirek, bo ostatnio stałyśmy się niemalże jedynymi klientkami owego towaru…… :D :D Odkąd zacieśniłam znajomość z Florcią… sprzedaż tego nabiału podskoczyła jak sprzedaż wejściówek na ten nowy program Sanatorium miłości. Już nawet zastanawiają się czy akcje tej fabryczki nabiału spode Łomży nie wystawić na Wall Street …………:D
Awatar użytkownika
malgorzatas
Przyjaciel forum
Przyjaciel forum
Posty: 58948
Na forum od: 16 lis 2013 14:16
Oddział NFZ: Wielkopolski
Staż sanatoryjny: 6
Podziękował: 1 raz
Podziękowano: 2 razy

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

Post autor: malgorzatas »

:lol: :lol: :lol: :lol:
Bożenko :kwiat: :kwiat: :kwiat:
Awatar użytkownika
ANDY12345
Super Kuracjusz
Super Kuracjusz
Posty: 19782
Na forum od: 26 maja 2018 11:42
Oddział NFZ: Małopolski
Staż sanatoryjny: 3
Podziękował: 4 razy

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

Post autor: ANDY12345 »

Zawsze możemy dobudować pięterko, albo zaadaptować strych :D
Awatar użytkownika
BozenaMat
Super Kuracjusz
Super Kuracjusz
Posty: 6394
Na forum od: 24 lip 2018 18:32
Oddział NFZ: Małopolski
Staż sanatoryjny: 2
Podziękował: 6 razy
Podziękowano: 29 razy

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

Post autor: BozenaMat »

No i jest piwnica................. :D Aaaaaaaaaaaaaaa........ i osiedlowe garaże, ale od nich to trochę trzeba przejść. Nie ma to jak na miejscu :D
Awatar użytkownika
malgorzatas
Przyjaciel forum
Przyjaciel forum
Posty: 58948
Na forum od: 16 lis 2013 14:16
Oddział NFZ: Wielkopolski
Staż sanatoryjny: 6
Podziękował: 1 raz
Podziękowano: 2 razy

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

Post autor: malgorzatas »

W piwnicy są myszy......to ja poproszę o przydział tego "strychu "... :D
Awatar użytkownika
BozenaMat
Super Kuracjusz
Super Kuracjusz
Posty: 6394
Na forum od: 24 lip 2018 18:32
Oddział NFZ: Małopolski
Staż sanatoryjny: 2
Podziękował: 6 razy
Podziękowano: 29 razy

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

Post autor: BozenaMat »

Jak nic na wiosnę trza ruszyć z rozbudową :lol: ........... to ja życzę miłego dnia........... i czas na małą drzemeczkę :D
Awatar użytkownika
ANDY12345
Super Kuracjusz
Super Kuracjusz
Posty: 19782
Na forum od: 26 maja 2018 11:42
Oddział NFZ: Małopolski
Staż sanatoryjny: 3
Podziękował: 4 razy

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

Post autor: ANDY12345 »

I ktoś mówił o zastoju :D , jak nic zaraz znajdzie deweloper i pobliski plac zabuduje. Musimy tylko wynegocjować dobrą cenę, bo będzie nas stać na parę m2 i będziemy żyć jak w komunie, po 10 w mieszkaniu :lol:
forumowicz

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

Post autor: forumowicz »

Bożenko...wymiatasz. Co ja tu teraz bidna wymyślę wieczorkiem...Najfajniejsze jest to, że nie dosyć, że widzę oczami wyobraźni NASZĄ kamienicę, to nawet postaci w szczegółach...lubię tak. A teraz zapodaję obiadek potem kawka i resztki serniczka według przepisu Princusi. Na ten czas co przed nami jak to mówi nasz proboszcz przesyłam wszystkim buziaki. Dzisiaj Świdnica słoneczna i opanowana przez pozytywną energię.
ODPOWIEDZ