Czapeczkę mogę założyć nie ma sprawy, a z zarostem to kiepsko bo musiałem zgolić do zabiegu
Z życia pewnej kamienicy :)
Proszę by każdy nowy wątek rozpoczynał się wierszem. Najlepiej by to był wiersz autora wątku, ewentualnie wiersz na temat sanatorium.
Uwaga! Jeśli wstawiacie czyjąś twórczość, pamiętajcie, że powinniście posiadać zgodę autora lub właściciela praw na publikację. To bardzo ważne.
Proszę też by nie tworzyć tu wątków, które bardziej pasują do działu "Na każdy temat". Niech ten dział będzie wyłącznie związany z twórczością sanatoryjnych poetów
Poza tym obowiązują wszystkie zasady z regulaminu ogólnego pisania postów na forum dostępnego tu viewtopic.php?t=10
- ANDY12345
- Super Kuracjusz

- Posty: 19801
- Na forum od: 26 maja 2018 11:42
- Oddział NFZ: Małopolski
- Staż sanatoryjny: 3
- Podziękował: 4 razy
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
Czapeczkę mogę założyć nie ma sprawy, a z zarostem to kiepsko bo musiałem zgolić do zabiegu
-
forumowicz
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
Dopiero po rozruchowym kielonku, czknął a na blado-zielonym obliczu pojawiły się kolorki.
Niestety nasza ciekawość nie została jak dotąd zaspokojona , owszem Marianek kojarzył jakiś tam polecony , jakiś papirek podpisał ale , że w tej samej chwiluni Boguś z gorąca prawie kaszanką i browarkiem do chaty się wtoczył no to chyba cholibka rozumiemy, że są rzeczy ważne i ważniejsze. A tak w ogóle to on nie kojarzy gdzie to nieszczęsne pismo położył.
Co za miągwa! Rad nie rad całym podminowanym stadem udaliśmy się do lokum Marianka coby koperty poszukać. Szukaliśmy do 4 rano. Znajdując rzeczy zgoła nierealne do znalezienia w domostwie starego kawalera z nałogiem. Jak ...gorset damski, 35 puszek śledzi w tomacie z lat 80, zestaw zniczy nagrobnych (bez nakrętek) i ze 4 wiązanki z napisem „ostatnie pożegnanie”, dwie ogromne nieco nadkruszone muszle nieznanego ślimaka morskiego, płetwy (sztuk 5 w tym 2 dziecięce), butelkę dla niemowląt oraz plastikowy , wściekle różowy serwis dla lalek. Nieszczęsne pismo leżało na dnie saganka co w nim warzyli przecier woskowy. Dobrze, że najbardziej przytomna z nas Gosia owo pismo przechwyciła bo gdyby się dostało w ten stosik wyciągniętych rączek byłoby kiepsko. Gosia ma zaczepiste poczucie humoru. Z pietyzmem, powoli spytała czy może Marianek posiada nożyk do korespondencji bo jeszcze niechcący coś przerwie...powieka z nerwów tak mi drgała, że aż się przeniosło na lewą rękę. Równy wrzask wszystkich rozwiązał sytuację nożyka. Nawet Czesiowi udzielił się nastrój bo normalnie zaczął się jąkać (chociaż całkiem wyraźnie usłyszeliśmy „Czesio uwielbia jajeczniczkę”) Ale się wstrzelił tym tekstem..
Ale do rzeczy pismo zostało otwarte...w takiej ciszy, że słychać było spadające z Mariankowych włosów krople potu.
Faktycznie MIELIŚMY w kamienicy spadek! No bo to, że z uwagi na nietuzinkowe powiązania katastrofalne jak również wparcie moralne Marianka i obrócenie lokum do góry nogami to spadek był poniekąd NASZ. Nasz kamienicowo wspólny.
Otóż Marianek miał wujcia. Wujcio nie był typowym rubasznym wujciem z wąsami, który podrzucał siostrzeńca (Marianka znaczy się) kiedy pojawiał się na obiadku u mamusi naszego spadkobiercy. Wujcio był do końca swoich dni zagorzałym hipisem, ciągle na haju, włosy miał krótkie ale nie opierał się specjalnie głoszeniu wszem i wobec potrzeby miłości i wszechświatowego pokoju. Tenże wujcio podczas pewnej operacji mamusi Marianka (nie wiem czy zostało to ogłoszone ale tatuś Marianka zdematerializował się wraz z mamusinymi pierścionkami jeszcze przez narodzinami maluszka i tak jakoś jak się rozpłynął to się odnalazł już nigdy , stąd może nadmierna opiekuńczość mamusi nad biedną półsierotą płci męskiej) no i wujcio opiekował się Mariankiem przez miesiąc w 79...jakoś tak mu chyba zapadł mu w pamięć skoro ten spadek...
No ale do rzeczy... wujcio przekazał Mariankowi cytuję „ugór o powierzchni 10 hektarów oraz leżące na nim zabudowanie półgospodarcze”. No żesz...ciekawość nasza bynajmniej nie została zaspokojona. Do świtu zostało niewiele , kimnęliśmy się nieco i obstalowaliśmy Mariankowi bodygarta w postaci Gieni coby do prawnika podeszli i na oględziny ugoru, tudzież zabudowania się udali. Dobrze, że w tym maglu znaleźliśmy gajer (co prawda w kolorze zielonym i nieco przyciasny) i wodę toaletową Brutal , po odpastowaniu obuwia i nałożeniu żelu na włosy (umyć nie było kiedy) Marianek jak malowany z Gieniusią udali się na ulicę Rozbrat 34 aby sprawę wyjaśnić.
-
forumowicz
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
Przecież nie mogliśmy nieboraka samego w podróż życia puścić (no w jednej podrózży w sanatorium już był co prawda). Januszek skrzyknął znajomego i po godzince pod kamienicę ….tutaj się na chwilę zawieszę bo nasza kamienica ma name! Pomysłów było co niemiara - od naszej kochanej subtelnej Małgosi padły propozycje Zjawiskowej lub Tęczowej , Viky moja wybawczyni , babka z klasą ale i z przytupem miała nieco spadek formy emocjonalnej bo pomyślała o Kamienicy pod 7 nieszczęściami (to my , to my!) albo Kamienica 7 boleści (to wszyscy poturbowani i połamani to ja to ja!). Ale najbardziej płodnym okazał się Andrzejek (rozwalił system koncertowo): "Niespodzianka", "Zwrotnik Zwierzyniecki" (hmmmm...) , "Humoreska", "Dusza Posejdona", "Złota Rybki", "Bagatelka", "Pod Trzema Balkonami", "Dwie Bramy", "Bursztynowa Plaża". "Nowelka", "ETIUDA", o i jeszcze "Eurydyka" . Co za gość. Tak mi jakoś ta Bagatelka przypadła do gustu i mamy to. Januszek przy pomocy brata szwagra machnął zdjęcie od frontu i kurczę mamy to! Pani Jadzieńka ma nawet powiększony obraz w złotej ramie. Dama z łasiczką czy innym łosiem się chowa. No i Małgonia o nas pomyślała (o całej psio-kocio-papuziej menażerii jeżeli chodzi o żarełko też) i tak mamy na Mikołaja piękne rameczki ze zdjątkiem Bagatelki. Rozanieliło mnie to...
Dobra ale póki co po godzince pod kamienicę podjechał rozklekotany pojazd marki żuk na który jak jak wykopki załadowaliśmy się wszyscy (plus zapas napojów bo cholera wie na jakie zadupie jedziemy i chleb z wątrobianką – kaszanka już była wyszła). Żuczek z terkotem jechał po tych naszych kocich łbach wioząc nas do nowego przeznaczenia Marianka.
Nieco przycichliśmy bo i nocka zawalona i napoje jakoś tak wyszły tuż po wyjeździe z naszego pięknego miasta.
Tylko Marianek sztywny jakby kij połknął , trzeźwy jak nie przymierzając ksiądz w trumnie, wpatrzony w dal kilometry drogi ogarniał.
Po dwóch godzinach dojechaliśmy na miejsce. Oczywistym nie obyło się bez sensacji żołądkowych , ale na wsi, na pace ...daliśmy radę bez zarzygania kumplowi Januszka jego bryki.
Ugór był piękny...to znaczy ugór jak ugór pod lasem...ni to łąka ni to pozostałości pola minowego.
Ale był. W rogu tegoż ugoru stała stodoła....nie za duża nie za mała za to niewątpliwie przekoszona w jedną stronę jak wieża w słynnym włoskim mieście.
Wygrzebaliśmy się z paki , Jadzieńka przy okazji zostawiła pół spódnicy na gwoździu z podłogi ale znaleźliśmy worek po ziemniakach od biedy tyłek osłoniła. (może się mylę ale jakoś tak nie przeszkadzało naszej amatorce profesjonalnego biznesmena z Torunia gołym tyłkiem w reformach przed chłopakami świecić).
Droga przez ugór to istne pole minowe, moja kula już po metrze wpadła z kretowisko a ja tylko dzięki przytomności Marianka (facet przeszedł metamorfozę życia) nie rąbnęłam facjatą w błoto. A błotka było aż miło. Ufajdani po pachy, trzymając się za ręce tworząc niemal tyralierę, po kilkunastu minutach stanęliśmy pod ogromnymi drzwiami do stodoły. Marianek w stanie prawie omdlenia z namaszczeniem wyjął klucz i otworzył wielgachną kłódkę. Wspólnymi siłami odemknęliśmy wrota i skarby wujcia ukazały nam się w całej okazałości...
-
forumowicz
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
- BozenaMat
- Super Kuracjusz

- Posty: 6394
- Na forum od: 24 lip 2018 18:32
- Oddział NFZ: Małopolski
- Staż sanatoryjny: 2
- Podziękował: 6 razy
- Podziękowano: 30 razy
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
No dajesz dziewczyno więcej takich tekstów....... właśnie przed chwilą odczytałam wyprawę po spadek i co chwila tak parskałam śmiechem, że mąż zadzwonił do córy, czy czasem robiąc mi z ząbkiem nie nafaszerowała mnie głupim Jasiem
Dawno tak się nie poplułam........ szczególnie jak Jadzieńka pół tej spódnicy na gwoździu zostawiła..........
Florcia
To jeszcze zdradź czy mąż słuchając Twoich opowiadanek....... też rechocze z cicha??
A co do stodoły?........... hymmmmmm.....
- malgorzatas
- Przyjaciel forum

- Posty: 58948
- Na forum od: 16 lis 2013 14:16
- Oddział NFZ: Wielkopolski
- Staż sanatoryjny: 6
- Podziękował: 1 raz
- Podziękowano: 2 razy
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
Ja tak jak Viky...włączam program "czekanie"....
A może myszy buszowały w workach z marchewką i sianie...
- ANDY12345
- Super Kuracjusz

- Posty: 19801
- Na forum od: 26 maja 2018 11:42
- Oddział NFZ: Małopolski
- Staż sanatoryjny: 3
- Podziękował: 4 razy
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
-
forumowicz
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
- BozenaMat
- Super Kuracjusz

- Posty: 6394
- Na forum od: 24 lip 2018 18:32
- Oddział NFZ: Małopolski
- Staż sanatoryjny: 2
- Podziękował: 6 razy
- Podziękowano: 30 razy
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
Bez słodzenia......... pisz pisz........ naprawdę czyta się super
I dobrej nocy lokatorom życzę.......... i niech Bagatelki do rana nikt z dymem nie puści.... pilnować mi tu Marianka i Bogusia, by żadne durne pomysły Im do głowy nie przyszły
- malgorzatas
- Przyjaciel forum

- Posty: 58948
- Na forum od: 16 lis 2013 14:16
- Oddział NFZ: Wielkopolski
- Staż sanatoryjny: 6
- Podziękował: 1 raz
- Podziękowano: 2 razy
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
Też życzę spokojnej nocy...Dobranoc Bagatelko....
