Dzień dobry........ miłego dnia i wielu fajnych wrażeń w Bagatelce
Z życia pewnej kamienicy :)
Proszę by każdy nowy wątek rozpoczynał się wierszem. Najlepiej by to był wiersz autora wątku, ewentualnie wiersz na temat sanatorium.
Uwaga! Jeśli wstawiacie czyjąś twórczość, pamiętajcie, że powinniście posiadać zgodę autora lub właściciela praw na publikację. To bardzo ważne.
Proszę też by nie tworzyć tu wątków, które bardziej pasują do działu "Na każdy temat". Niech ten dział będzie wyłącznie związany z twórczością sanatoryjnych poetów
Poza tym obowiązują wszystkie zasady z regulaminu ogólnego pisania postów na forum dostępnego tu viewtopic.php?t=10
- BozenaMat
- Super Kuracjusz

- Posty: 6398
- Na forum od: 24 lip 2018 18:32
- Oddział NFZ: Małopolski
- Staż sanatoryjny: 2
- Podziękował: 6 razy
- Podziękowano: 34 razy
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
Dzień dobry........ miłego dnia i wielu fajnych wrażeń w Bagatelce
- ANDY12345
- Super Kuracjusz

- Posty: 19805
- Na forum od: 26 maja 2018 11:42
- Oddział NFZ: Małopolski
- Staż sanatoryjny: 3
- Podziękował: 4 razy
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
Trzeba było drugą stroną igły naszywać
- BozenaMat
- Super Kuracjusz

- Posty: 6398
- Na forum od: 24 lip 2018 18:32
- Oddział NFZ: Małopolski
- Staż sanatoryjny: 2
- Podziękował: 6 razy
- Podziękowano: 34 razy
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
Po aferze z kapustą kontuzjowana Florcia od jakiegoś czasu pomieszkiwała u mnie. Jak lubiłam mieszkać sama, bo to człek robi co chce, chce łazić w powyciąganym dresie, to se łazi… chce nałożyć maseczkę na pychol, to se nałoży i łazi jako ten Shrek… to teraz spodobało mi się mieszkanie we dwie. Kobitka ma poczucie humoru, czasem to dostaję czkawki ze śmiechu, a i wieczory spędzone na pogawędce śmigają tak, że ledwie zaczniemy, a już północ bije. Raz to nas pianie kura zastało … to szczera prawda, bo Zosieńka kupiła na niedzielny obiad koguta i 2 dni go trzymała na balkonie, nim ślubny go zaszlachtował… A było to wtedy, gdy Florcia opowiadała historyjki ze swojej pracy. Było tego niemało… co też tej dziewczynie się przytrafiało… ja przy Niej to oaza spokoju. I tak se gadamy, każda w swoim powyciąganym dresiku… o kolorach nie wspomnę, bo obie z jakimś maniackim zamiłowaniem mamy upodobanie do wściekłych różo fioletów. Każda bez makijażu, a bo to warto tracić czas na pacykowanie się, jak nigdzie się nie łazi? Poza tym kogo mam czarować piknymi oczętami za firanką rzęs?
Wprawdzie wczoraj była wielka wyprawa po ten spadek Marianka, ale primo… w Bagatelce wszyscy wszystkich znają, widzieli mnie w jeszcze gorszym stanie, to bez tapety tysz mogą… sekundo… tak żeśmy pognali po ten spadek, że nawet czasu na makijaż nie było. Ledwie trampki założyłam, co by w bamboszach nie lecieć. I chwała, żem te trampki spod fotela wyciągnęła, bo to i wygodne do marszu i trzyma się nogi jak ten rzep psiego ogona. I jak się okazało wybór obuwia był jako ten strzał Robin Hooda w sam środek jabłuszka, co to stało se na głowie bidnego i drżącego ze strachu Szkarłatnego Willa. Przedzierając się przez te wertepy prowadzące do stodoły ze skarbem, nie zostawiłam w błotku bucików… jak co poniektórzy. Już to wiedzę…… jak przyszłe pokolenia wykopią sandałki Florci pożyczone od Jureczka (bo to tylko takie udało się Jej na ten gips założyć)… czółenka Cygany (ech, pikne były… aże miałam ochotę się wrócić i je z bagna wyciągnąć… tak mi się podobały, ale skarb był ważniejszy… za nic bym nie przegapiła chwili ujrzenia go w całej okazałości)… czy zielone kaloszki Jadzieńki, co to je straciła, gdy wdepła w kretowisko i jeno tylko głośne chliiiiiiiiiiiiiip obwieściło, że cholewy zostały w ziemi. Dalej pobiegła boso, ale już Jej było wsio rybka… gołym tyłkiem świeciła, to i gołymi piętami mogła w niego uderzać. Opętani amokiem Mariankowego spadku (tak jakby to nasz własny był) mogliśmy lecieć odziani i w słomę jako te chochoły… i tak by to uszło naszej uwadze.
Tak więc przygoda była, o czym wiecie już od Florci……teraz w zaciszu kamienicy każdy się rozkoszuje tymi suwenirami – porożem tudzież łbami, co to dostał od Marianka (oj poczciwy chłopina, no masz pani… spadkiem się podzielił)… który razem z Bogusiem wymyśla jakby tu biznes rozkręcić, co by dobro sprzętu się nie zmarniło…. No bo nie idzie, no nie idzie, by całą tę otrzymaną w spadku aparaturę nadal rdza żarła…. ale co to ja chciałam? Aha… i tak sobie pomieszkiwałyśmy, aż przyłazi Marianek z jakimś jegomościem. Facet niczego sobie… jak nic amant dla Florci czy mojej skromnej osoby. Nic z tych rzeczy… se kobity pomarzcie. Nie dla psa kiełbasa, a dla kota spyrka… Nie wiem która z nas była kotem, a która psem… obie się oblizałyśmy widząc kumpla Marianka i sobie tylko na faceta poziorałyśmy i to wcale nie dyskretnie. A co? Patrzeć można, zakazu nie było.
Okazało się, że Marianek wręcz katusze przechodził, że tak przy tej kapuście załatwił Florcię. Spać nie mógł, spożycie chmielu spadło wręcz do zera, włosy Mu zaczęły siwieć… spadł 2 kilo… objawy, jakby chłopina się we Florci zakochała. Ale wiedziałam, że po wielkiej aczkolwiek krótkotrwałej miłości do Iwonki, przygodzie miłosnej w Sanatorium… Marianek kategorycznie całej populacji rodu niewieściego mówił NIE. Złożył nawet w tej intencji… by Amor omijał Go szerokim łukiem …. datek, do tej kościelnej skarbony, co to ją kiedyś z Bogusiem obrobili. Nawet spadek nie poprawił zdechłego humorku Marianka.
Nie neguję, Marianek był poczciwym chłopiną. Moczymorda jakich mało, ale o wielkim (jak Jego całe ciałko) sercu. Nie zdarzyło, się, by jakaś niewiasta przechodząc koło Marianka nie została odciążona z tych ciężkich siat, co to targała z supermarketu czy bazarku. Baaaaaaa… Marianek nawet odstawiał ciężary do samego mieszkania… a że przy okazji łapał się na darmowy poczęstunek, bagatelka… to mało istotna sprawa. I tak zawsze miało się tę jedną chochelkę strawy więcej, to nikomu dodatkowy biesiadnik nie przeszkadzał. Poza tym jeżeli wyszła jakaś akcja, potrzebna była sąsiedzka pomoc…. Marianek bywał pierwszy. To nic, że pierwszym pytaniem było:… „będzie chmielik”…. ważne, że za Nim w te pędy, do pomocy ruszała cała kamienica. Miał chłop charyzmę.
Tak więc ten chłopina o wielkim sercu wpadł na pomysł. Jak wiecie wszelakie prace prowadzone przez mieszkańców naszej kamienicy kończyły się jak nie jakimś wypadkiem, to przynajmniej uszczerbkiem na zdrowiu……….. postanowił więc skrzyknąć kumpli od złomu, opchnąć co nieco z tych rupieci, co to je w spiżarce chomikował i za uciułany grosz wynająć prawdziwego fachmana od remontów.
Fachmana znaleźć nie było łatwo… bo albo to był fachman jak z koziej dupy trąba, albo zaś cenił się tak, że trza by było rok złom zbierać, by go opłacić. Ale Marianek jak już coś postanowił, szybko nie odpuścił. Okazja sama się napatoczyła, a raczej majster się napatoczył. Otóż do Bogusia przyjechał kumpel z celi. Akurat opuścił mury zacnego zakładu i jadąc w swe rodzinne strony… jak On jechał z Wronek przez Szczecin do Zakopanego, to ja nie wiem… ale ponoć było Mu po drodze. Zakopane …. To jak nic górol… a górole od pradziada słynęli z robotności. Takie to robotne, że za pracą to nawet za wodę się pchali, zasiedlając dzikie Chicago. Tak więc majster zamknął się w mieszkaniu Florci, znów nas ciekawość zżerała, co też tam się dzieje, jak ten remont, ale nas za próg nie wpuszczał. Dla większego bezpieczeństwa, byśmy jakimś podstępem nie wtargnęły do mieszkania… to Marianek przytachał pode drzwi Florci rozklekotany fotel i sześciopaczek i wartę trzymał cały tydzień. Ja to nawet miałam myśl, by wejść na stryszek i na linie się spuścić, co by przez okno pofilować na te remonty w mieszkaniu sąsiadeczki, ale Florcia mi dała w czerep… dobrze, że ręką, a nie kulami, które straciła, bo jak nic szwy by mi poszły… i wrzasnęła:
- pogięło Cię stara klempo? Mało Ci szwy… gnat chcesz przetracić?
No to odpuściłam…… jak to mawiają… zdrowie ważniejsze niż babska ciekawość.
I tak remont trwał, przez uchylone drzwi fachman odbierał wiktuały, co by siłę na ów remont mieć… chmielik a i owszem… zażyczył sobie, ale tak w rozsądnych ilościach… po farby sam latał… i tylko wkurzał nas tym disco polo, co to dniami i nocami z mieszkania Florci leciało. Disco polo jeszcze nic… ale fachman chyba ćwiczył do Eurowizji czy innego konkursu, bo jak radio milkło… fachman barytonem zawodził……. „Biały miś, biały miś, dla dziewczyny”………. Ale nic to… remont ważniejszy niż nasze bębenki czy gust, co do rodzaju muzyki… a poza tym skutecznie zagłuszał radyjko Jadzieńki… to Mu odpuściliśmy. I tak siedziałyśmy sobie z Florcią u mnie na kanapie, zajadałyśmy te pyszności, co to nam dziewczyny podrzucały… a podrzucały tego niemało. Gosia to nawet bladym świtem gnała po drożdżóweczki, aż po dwóch dniach to miałyśmy wyrzuty sumienia, że kobitka tak się trudzi. Ale że siadywała z nami, też se te drożdżóweczki zajadała, dostarczała nam wieści z całego osiedla… to te wyrzuty jakoś tak ginęły przytłoczone kulinarnymi doznaniami.
I nastał ten wielki dzień. Fachman zapukał… a jakże… kulturę to chłopina miał… i z dumnie podniesioną głową… z tą dumą to jakoś tak licho wyszło, bo jak tu dumę okazać, gdy gęba upaćkana w farbie, ferszelunek tym bardziej… no ale dumnie rzekł:
- skończone, mogą panie ocenić.
W try miga poderwałyśmy się z tej kanapy… w zapomnienie poszły wszelkie łakocie…. Florcia nawet migiem kicała w tym gipsie (kule przepadły jak leźliśmy po ten Mariankowy spadek)… i pognałyśmy do Jej mieszkania.
I grom z jasnego nieba nas poraził.. tego się nie spodziewałyśmy. No cud w naszej kamienicy… hit stulecia.
Mieszkanko jak z tego programu Dowbor – „Nasz nowy dom”. Czyściutkie, wymalowane na pastelowe kolorki, nowe łóżeczko przykryte puchatą kapą… stoliczek jak marzenie… na nim w wazonie bukiecik herbacianych róż…. lampa w rogu z kremowym abażurkiem… książki w biblioteczce Florci poukładane alfabetycznie… no jednak cud się stał. W ferworze nie zwróciłyśmy uwagi, że fachmanowi coś się popinkoliło. Jako że i łazienkę Florcia miała z deczka zdewastowaną… to i ona poszła pod młotek… a raczej pod sprytne rączki fachmana. Wyremontował i ją, a jakże… tu coś dokręcił, tam pochował rury, ale zamiast podpiąć zimną wodę do WC… podpiął gorącą. A że w Bagatelce mieliśmy ciepłą wodę z miejskiej sieci, czasem to nawet ukrop leciał… Florcia będzie miała darmową saunę jak se siądzie na kibelku i spuści wodę. Jak nic darmowe gorące inhalacje dolnej części ciała.
Jak to te nasze chłopy zorganizowały, to wolałyśmy nie pytać. Co oczy nie widzą… lepiej nie wiedzieć. Florcia aże ucałowała najpierw mnie… później fachmana… na końcu pokicała do Marianka i uścisnęła chłopinę. Ale odchodząc i tak warknęła…
- trzymaj Rademenesa z dala od mojej psinki………..
- ANDY12345
- Super Kuracjusz

- Posty: 19805
- Na forum od: 26 maja 2018 11:42
- Oddział NFZ: Małopolski
- Staż sanatoryjny: 3
- Podziękował: 4 razy
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
- Załączniki
-
- IMG_20181129_133456.jpg (29.6 KiB) Przejrzano 157 razy
-
- IMG_20181129_153157.jpg (28.61 KiB) Przejrzano 157 razy
-
- IMG_20181129_135858.jpg (38.52 KiB) Przejrzano 157 razy
-
forumowicz
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
Andrzejku jeżeli to Twoje dłonie zrobiły to cienkie, fantastyczne ciasto szacun. Cudowny widok. Ja z mężem zabierzemy się w przyszłym tygodniu.
Gosiu nie dosyć, że częściowy złodziej pomysłów to jeszcze małpa wredna jestem. Bez Bożenki czapeczki i innego fantu by nie było. Cała ja...
Kochani z bólem serca znikam na krótko. Jeszcze obiad dla rodzinkivi spakować się na wyjazd. Może będzie on kanwą kolejnej opowieści...i tu o pomoc proszę..jaki to zawód może wykonywać Florka? I nic z pająkami please.buziaki
- ANDY12345
- Super Kuracjusz

- Posty: 19805
- Na forum od: 26 maja 2018 11:42
- Oddział NFZ: Małopolski
- Staż sanatoryjny: 3
- Podziękował: 4 razy
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
Tak to w naszym fachu, jak coś się spieprzy to trzeba to skleić
