Z życia pewnej kamienicy :)
Proszę by każdy nowy wątek rozpoczynał się wierszem. Najlepiej by to był wiersz autora wątku, ewentualnie wiersz na temat sanatorium.
Uwaga! Jeśli wstawiacie czyjąś twórczość, pamiętajcie, że powinniście posiadać zgodę autora lub właściciela praw na publikację. To bardzo ważne.
Proszę też by nie tworzyć tu wątków, które bardziej pasują do działu "Na każdy temat". Niech ten dział będzie wyłącznie związany z twórczością sanatoryjnych poetów
Poza tym obowiązują wszystkie zasady z regulaminu ogólnego pisania postów na forum dostępnego tu viewtopic.php?t=10
- malgorzatas
- Przyjaciel forum

- Posty: 58952
- Na forum od: 16 lis 2013 14:16
- Oddział NFZ: Wielkopolski
- Staż sanatoryjny: 6
- Podziękował: 1 raz
- Podziękowano: 2 razy
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
Czasu mało ale biegnę po bułeczki z tą nową torebeczka co dostałam wczoraj od Mikołaja, zostawię wszystko na parterze....
Pozdrawiam wszystkich....Gośka i Czesiek
- ANDY12345
- Super Kuracjusz

- Posty: 19857
- Na forum od: 26 maja 2018 11:42
- Oddział NFZ: Małopolski
- Staż sanatoryjny: 3
- Podziękował: 4 razy
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
Pogoda byle jaka, ale trzeba kości rozprostować
- GIENIA
- Przyjaciel forum

- Posty: 22268
- Na forum od: 18 maja 2016 10:12
- Oddział NFZ: Małopolski
- Staż sanatoryjny: 16
- Podziękował: 272 razy
- Podziękowano: 139 razy
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
Ale żeby Czesław popijał
Miłego dnia kochani współlokatorzy
- BozenaMat
- Super Kuracjusz

- Posty: 6423
- Na forum od: 24 lip 2018 18:32
- Oddział NFZ: Małopolski
- Staż sanatoryjny: 2
- Podziękował: 7 razy
- Podziękowano: 45 razy
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
Życie jest pikne psze pana........... jak to mawia Jadzieńka
Widzę, że ze śniadanka jeszcze cósik zostało, to łapnę, nim Marianek się zjawi i wszystko pożre. Choć On dziś chyba będzie się leczył, o tej balandze z Mikołajem
- BozenaMat
- Super Kuracjusz

- Posty: 6423
- Na forum od: 24 lip 2018 18:32
- Oddział NFZ: Małopolski
- Staż sanatoryjny: 2
- Podziękował: 7 razy
- Podziękowano: 45 razy
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
Co poniektórzy w naszej kamienicy dostali już przedświątecznego amoku. Ja nawet rozumiem, tradycja rzecz święta, ale by aż tak? Jeszcze przed Wigilią wyzionąć ducha i tyle mieć ze świąt?
Do świąt wprawdzie jeszcze sporo czasu, ale znając pecha naszej kamienicy, czas było coś zadziałać. A święta idą żwawym krokiem, wizyta Mikołaja mi to uzmysłowiła. Wzięłam więc sprawę w swoje ręce. Nie może tak być, że święta każdy spędzi na swojej kanapie, ledwie co dysząc i to wcale nie z przejedzenia się tymi smakołykami, co to każdy przygotował w takiej ilości, jakby miała nastąpić apokalipsa, ale od tego przedświątecznego tyrania. Miałam pomysł, z którym podzieliłam się z Jureczkiem. Wprawdzie Jureczek już nie mieszkał w naszej kamienicy, ale był nader częstym gościem u nas, co rusz pomieszkiwał u Marianka (gdy Boguś opuszczał zacne lokum, by u innych zagrzać miejsce)… a ostatnio odkąd Florcia przestała być samotniczką i dołączyła do naszej paczki, częstotliwość spotkania Jureczka w kamienicy wręcz się podwoiła… a nawet zaczęliśmy Go widywać jak stałego mieszkańca … czyli codziennie. Wprawdzie czas jakiś kurował się, gdy miał maleńki wypadeczek przy malowaniu mieszkanka Florci wiec zaniedbał wizyty, później trochę tak chyłkiem przemykał się do nas, bo coś Florcia jakoś tak mało przychylnie na Niego patrzyła… ale wizyt nie zaprzestał.
Tak więc Jureczek – jak to On – patrzył na mnie tymi swoimi błękitnymi ślipkami, nic nie mówił, aż wreszcie przyklasnął i wziął sprawę w swoje ręce.
Otóż wspólnie wpadliśmy na pomysł, by wszelkie prace, rozdzielić między mieszkańców, tak by nie powielać się. Po co każdy ma latać za choinką, jak można to załatwić hurtowo? I taniej i szybciej. Tak samo z karpiami… wsio rybka czy kupujesz jednego czy całą kopę karpi. Czasu zmitrężysz tyle samo. Pomysł przedni, z wykonaniem poszło trochę gorzej, ale po wielu dyskusjach, przepychankach, co to kto chce robić… doszliśmy do porozumienia. Wprawdzie ten i ów wyłamał się z tego kolektywu, ale niech im. Nie chcą, to nikt nikogo za łeb nie będzie ciągnął. I tak uzbierało nam się pół kamienicy… całkiem pokaźna komuna.
I tak Marianek, mający kumpli tu i ówdzie zdeklarował się, że załatwi choinki… Jasieniek wydelegowany przez Bigbenkę miał zająć się karpiami. Dostał do pomocy Cyganę, co by swym młodym i bystrym okiem oceniła jakoś zakupionych ryb. Jasieniek z deczka ślepawy, to licho wie, co by Mu wtrynili, a tak to Cygana wszystkiego miała dopilnować.
Jadzieńka – mistrzyni cukiernictwa, z pomocą Zosieńki, Gosi, Gieni i jeszcze dwóch zacnych niewiast z naszej kamienicy miała upiec makowce, pierniki tudzież inne łakocie.
Pawełek (ten, co to o mało że nie spalił mieszkania w ubiegłoroczne Andrzejki) po swej przygodzie z dwiema harpiami w stanie błogosławionym, powrócił ze wszystkimi walizami na łono Bagatelki. Okazało się, że tatusiem nie będzie, harpie tylko się na Niego zaczaiły, licząc na naiwność chłopaka. Ale Pawełek nie w ciemię bity….. z niejednego pieca (w naszej kamienicy) chleb jadł…… to i doszedł co i jak. Okazało się, że w czasie poczęcia przebywał akurat u kuzyna za wielką wodą, po przyjeździe fakt, zabawił się z owymi paniami, ale nijak nie wychodziło, by był ojcem. No chyba, że owe panie są muflonami i jako one w ciąży są 5 miesięcy. Tak więc Pawełek wrócił do nas i miał zająć się mięsiwem. Był specem od grilla więc jednogłośnie wybraliśmy Go na szefa kuchni. Miał dobrać sobie pomagierów, co też skwapliwie uczynił.
Pani Honoratka, dotąd stojąca na uboczu, mało udzielająca się w życiu naszej kamienicy zadeklarowała się, że ugotuje bigosik, barszczyk i narobi uszek. Chwała Jej za to. Nikt jakoś do lepienia pierogów się nie kwapił. By Ją trochę odciążyć wydelegowaliśmy do pomocy w lepieniu uszek Bogusia… nawykł do cierpliwej pracy w zakładzie uzdrowiskowym zwanym karnym… da sobie radę i Florcię, co to jeszcze jakoś mało ruchliwa była. Gips już Jej zdjęli… ale przesiadywała u mnie w tym fotelu, co to go Marianek w ramach przeprosin przytachał i coś tam w kajeciku popisywała. Już zacieram rączki, bo jak nic… będzie opowiadanko. Niby mieszkanko miała już odrychtowane… ale zawsze to we dwie raźniej, a i te drożdżóweczki serwowane przez naszą kochaną Gosię robiły swoje. Do lepienia pierogów doszedł też Ali, jako że nadal krył się przed zarazą macochą i nigdzie nie wychodził, to da Mu się ciasto i w zaciszu czterech ścian będzie se pierożki sklejał.
Ja nadal pracowałam w Ośrodku dla niepełnosprawnych dzieci więc scedowano na mnie wykonanie przeróżnych ozdób choinkowych. Praca lekka, ciekawa… więc nie oponowałam. Da się zrobić… ważne, że karpia dostanę, nie będę musiała za nim latać, wybierać i jeszcze lać łzy nad jego marnym żywotem, co to zakończy w Wigilijny wieczór.
Jureczek, który po wypadku u Florci cały miesiąc dochodził do sprawności fizycznej… wreszcie doszedł… dostał za zadanie wymycie klatki schodowej z góry na dół…. włącznie z oknami na tejże klatce. Wprawdzie zaczął się rzucać „dlaczego On”… ale jak Mu Florcia wypaliła, że tydzień szorowała klatkę (w dodatku na kolanach i teraz idąc co rusz słyszy jak Jej coś w tym kolanie trzeszczy i zgrzyta), bo trza było ją doprowadzić do jako takiego stanu, gdy Jureczek ją farbą zbryzgał… to chłopina skulił uszy i mężnie przyjął na klatę mycie schodów i tych okien. Daliśmy Mu do pomocy Andrzejka, niech razem złorzeczą.
Trochę zeszło nam nad ustaleniem tak zwanego wpisowego, co to każdy wpłaci do wspólnej kasy, która będzie nadzorowana przez Bigbenkę i naszego dzielnicowego. Dzielnicowy wprawdzie nie mieszkał w naszej kamienicy, ale jako ta władza na naszym osiedlu miał poważanie i tak ważna sprawa jak finanse powinna być odgórnie nadzorowana. Dzielnicowy na szczęście o incydencie z kapustą zapomniał więc ochoczo przyjął na się obowiązki księgowego i bardzo fachowo podszedł do zadania. Przytachał z komendy wielgachny segregator, przenośny sejf (ten co to skonfiskowali z pewnego warzywniaka, gdy Boguś z kumplem chcieli go rozpruć) i rozsiadł się u mnie w mieszkaniu. Trochę Pan Władza w moim mieszkaniu mnie deprymował, ale cóż. Czego to się nie robi w imię większego dobra. Miałam tylko nadzieję, że nie zacznie okupować nocą mojej kanapy, bo nie nawykłam, by dzielić mieszkanie z płcią przeciwną. Bywałam bardzo roztargniona i czasem zapominałam zabrać do łazienki piżamkę i po kąpieli (rzadko bo rzadko, ale zdarzało mi się)… paradowałam po mieszkaniu w tym seksownym stroju Ewy. No cóż… na wszelki wypadek zaniosę do łazienki szlafroczek, choć Bogiem a prawdą jakoś w tym stroju nie gustowałam.
Po burzliwej naradzie, a raczej przekrzykiwaniu się, a nawet poleciały wyzwiska – ustalono kwotę wpisowego. Dzielnicowy dla każdego z mieszkańców założył osobną kartkę w segregatorze i zaczął łazić za daniną. Oj biedaczysko… nawet nie przypuszczał, jaki Go los czekał. Jako że w tym wypadku nasz dzielnicowy występował jako osoba prywatna, mundur zostawił na komendzie, to i ludzie mało się przejmowali Jego funkcją. Poleciały, oj poleciały wyzwiska.. z jednego mieszkania nawet został wyrzucony i zjechał na czterech literach po schodach… ale po wielkich trudach wywiązał się z powierzonego Mu zadania. Haracz został zebrany. Czas było przystąpić do dzieła.
CDN…………….
I jak myślicie?........... Udały się przygotowania? Wieczorem wstawię tekst ........ zobaczymy, jak sobie mieszkańcy poradzili z owymi zadaniami, które na Nich spadły
- ANDY12345
- Super Kuracjusz

- Posty: 19857
- Na forum od: 26 maja 2018 11:42
- Oddział NFZ: Małopolski
- Staż sanatoryjny: 3
- Podziękował: 4 razy
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
- malgorzatas
- Przyjaciel forum

- Posty: 58952
- Na forum od: 16 lis 2013 14:16
- Oddział NFZ: Wielkopolski
- Staż sanatoryjny: 6
- Podziękował: 1 raz
- Podziękowano: 2 razy
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
Czesiu nadal niedysponowany...dzisiaj odsypia Mikołajki...i dobrze bo ja mogę się skupić nad wyjazdem..czasem tylko mu się wyrwie..."" Wina,wina dajcie""
Andy..zawsze możesz zwalić na pogodę...myj od wewnątrz...powiesz że mgła...
Aha....czapeczkę zabieram zeby było widać jaki kraj reprezentuję...
