Z życia pewnej kamienicy :)
Proszę by każdy nowy wątek rozpoczynał się wierszem. Najlepiej by to był wiersz autora wątku, ewentualnie wiersz na temat sanatorium.
Uwaga! Jeśli wstawiacie czyjąś twórczość, pamiętajcie, że powinniście posiadać zgodę autora lub właściciela praw na publikację. To bardzo ważne.
Proszę też by nie tworzyć tu wątków, które bardziej pasują do działu "Na każdy temat". Niech ten dział będzie wyłącznie związany z twórczością sanatoryjnych poetów
Poza tym obowiązują wszystkie zasady z regulaminu ogólnego pisania postów na forum dostępnego tu viewtopic.php?t=10
- BozenaMat
- Super Kuracjusz

- Posty: 6424
- Na forum od: 24 lip 2018 18:32
- Oddział NFZ: Małopolski
- Staż sanatoryjny: 2
- Podziękował: 7 razy
- Podziękowano: 45 razy
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
- Cygana
- Super Kuracjusz

- Posty: 591
- Na forum od: 18 lut 2018 00:29
- Oddział NFZ: Wielkopolski
- Staż sanatoryjny: 4
- Podziękował: 1 raz
- Podziękowano: 2 razy
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
Miłej niedzieli
- malgorzatas
- Przyjaciel forum

- Posty: 58954
- Na forum od: 16 lis 2013 14:16
- Oddział NFZ: Wielkopolski
- Staż sanatoryjny: 6
- Podziękował: 3 razy
- Podziękowano: 2 razy
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
Jestem potwornie zmęczona...ale zanim się położę lecę po Czesia do Cygany...W drodze prawie 20 godzin...ale co to dla mnie....
Zwiedziłam i zobaczyłam dużo..Berlin zwiedzałam z przewodnikiem a Jarmark Bożonarodzeniowy to czas wolny...
Idę się kimnąć....potem zajrzę...
-
forumowicz
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
Uff...długo mnie nie było. Na tyle długo, że nawet dobra Duszyczka się w kamienicy pojawiła Elokwentna dziewczyna, dodatkowo rozrusza towarzystwo. Chociaż TO towarzystwo specjalnie rozruchu nie potrzebuje, jak lawina błotna, jak kula śniegowa, jak lawa z wulkanu wyleje, zatopi, zasypie i bałaganu narobi.
Kiedyś pozazdrościłam sobie dziewczynom ich pobyt za kratkami. Kto by pomyślał, że nawet nie kombinując mogę narozrabiać i trafić w miejsce zarządzane przez kolegów mundurowych.
A było to tak. Integracja. Różnie się różnym kojarzy. Mnie zwykle z nudnymi prezentacjami i piciem do późna w noc. No bo szczerze co tutaj robić w zimie, na totalnym zadupiu i do tego w browarze. Amatorem piwa w przeciwieństwie do Marianka to ja nie jestem ale z braku laku a właściwie czystej... Szczerze to wiało nuuuuudą, nieudolny podryw w wydaniu kolegi Jarosława, inżyniera od siedmiu boleści zaowocował jedynie wzmożonym przepływem chmielowego płynu.
Piwo nie piwo ale jakieś tam procenty ma. O 23 zarządziłam karaoke ,na co uśpiona nieco zastojem załoga zareagowała entuzjastycznie. Projektor , mikrofon ostały się po nudnych prezentacjach. Przy „We are the champions” postanowiłam zmienić nieco poziom hmmm... postoju i przy pomocy kolegów wdrapałam się na stół. Stół z powyłamywanymi nogami chciało by się rzec cholibka, bo przy wysokim c zachwiał się w posadach ,a ja na 15 cm szpilkach wraz z nim. Równowagi nie dało się utrzymać , co bardziej trzeźwi koledzy (logistyk i księgowy) rzucili się na pomoc. Nieco niefortunnie bo obaj zahaczyli o kabel od projektora i chociaż tym razem jakaś dusza zlitowała się nad moim wielokrotnie obitym tyłkiem bo rypłam na Marcina (to księgowy). Marcin biedulek moich gabarytów nie utrzymał i walnął w Romka (logistyka) ,we trójkę zgodnym rytmem rąbnęliśmy zaś w 2,5 metrową choinkę. Jak nic chlubę właściciela....Choinka spadła na suto zastawiony stół i centralnie walnęła w trójramienny świecznik. Kurczę...fajerwerki przy zajętej ogniem choince to pikuś. Nieco mało ogarnięte z racji pochłoniętych kufelków piwka towarzystwo przez parę sekund uznało to za dodatkową atrakcję wieczoru. Ja wkurzona za brak reakcji rąbnęłam w łeb Marcina mikrofonem (chyba przykleił mi się do ręki). Marcin rąbnął Romka, (bo przecież kobiety, nawet w stanie wskazującym nie wypada). Załoga polała choinkę tym co było w nadmiarze czyli piwkiem....mówię Wam tylko golonki do upieczenia w tym sosie brakowało.
Potem to już nie bardzo pamiętam bo dostałam w głowę świecznikiem nr 2, który akurat kiedy nurkowałam pod stołem szukając szpilki wybrał sobie idealny moment aby spaść ze stołu , na mój kosmaty czerep centralnie. Nie dodam , że taki antyk ważył sobie kilka kilo...
Wieczór był zaje.....Straż i bardziej kumata załoga ugasiła ogień. Finalnie spaliło się dwa stoły , 3 obrusy, stopił świecznik, stłukło 17 talerzy, 9 kufelków, osmaliło ścianę i sufit, (dzięki Bogu podłoga była z betonu!), 6 krzeseł, 3 zestawy kwiatów, mikrofon , rzutnik i odzienia najbliżej siedzących. No i tupecik Janka z jakości...dobrze, ze zdołał zerwać w ostatniej chwili.
Resztę nocy wraz z dwoma kolegami spędziliśmy w żłobku (kto był ten wie, że dzieciaczków tam nie uświadczysz) – lepsze niż lokum zapewnione przez firmę. Podobno będziemy w lokalnej gazecie. Zakaz wstępu na teren mamy dożywotnio. Ja dodatkowo zapewne na wyjazdy integracyjne...
Ale kurka wodna warto było, jedyny wyjazd na którym nie umarłam z nudów.
Gdyby jeszcze tam byli moi kochani mieszkańcy z kamienicy...byloby [cenzura].....x3!
Dzisiaj dogorywam a jutro muszę się zebrać do kupy bo przecież przed nami żywa szopka ala Bagatelka! Będzie się działo...tak jak lubię.
-
forumowicz
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
- ANDY12345
- Super Kuracjusz

- Posty: 19862
- Na forum od: 26 maja 2018 11:42
- Oddział NFZ: Małopolski
- Staż sanatoryjny: 3
- Podziękował: 4 razy
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
Tę Kamienicę też polubiła.
Błąka się biedna między wątkami.
Pisze już prawie ustami.
Rąk jej za mało.
Siega do innych technik nieśmiało
Ciężki dzień za mną . Teściową miałam z wizytacją.
Dobranoc wszystkim!
