Z życia pewnej kamienicy :)

W tym miejscu możecie prezentować swoją twórczość niekoniecznie związaną z pobytem w sanatorium choć i taka mile widziana.
Regulamin forum
Proszę by każdy nowy wątek rozpoczynał się wierszem. Najlepiej by to był wiersz autora wątku, ewentualnie wiersz na temat sanatorium.
Uwaga! Jeśli wstawiacie czyjąś twórczość, pamiętajcie, że powinniście posiadać zgodę autora lub właściciela praw na publikację. To bardzo ważne.
Proszę też by nie tworzyć tu wątków, które bardziej pasują do działu "Na każdy temat". Niech ten dział będzie wyłącznie związany z twórczością sanatoryjnych poetów :)
Poza tym obowiązują wszystkie zasady z regulaminu ogólnego pisania postów na forum dostępnego tu viewtopic.php?t=10
Awatar użytkownika
ANDY12345
Super Kuracjusz
Super Kuracjusz
Posty: 19864
Na forum od: 26 maja 2018 11:42
Oddział NFZ: Małopolski
Staż sanatoryjny: 3
Podziękował: 4 razy

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

Post autor: ANDY12345 »

Morał z tej historii taki miej też oczy w d... :lol:
A tak poważnie myślmy też o sprawach doczesnych :twisted:
Awatar użytkownika
malgorzatas
Przyjaciel forum
Przyjaciel forum
Posty: 58954
Na forum od: 16 lis 2013 14:16
Oddział NFZ: Wielkopolski
Staż sanatoryjny: 6
Podziękował: 3 razy
Podziękowano: 2 razy

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

Post autor: malgorzatas »

Wpadnę do Was potem..teraz czas obiadu...po tych pocztówkach burczy mi w brzuchu...dzisiaj szare kluchy.... :)
Awatar użytkownika
ANDY12345
Super Kuracjusz
Super Kuracjusz
Posty: 19864
Na forum od: 26 maja 2018 11:42
Oddział NFZ: Małopolski
Staż sanatoryjny: 3
Podziękował: 4 razy

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

Post autor: ANDY12345 »

To je pomaluj wystarczy że dzień szary, chociaż u mnie słonko od czasu do czasu zaświeci :D
Duszyczka
Super Kuracjusz
Super Kuracjusz
Posty: 6243
Na forum od: 28 paź 2018 19:17
Podziękowano: 8 razy

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

Post autor: Duszyczka »

Małgosiu...super historia... :lol: :lol: :lol: A mówią że w lesie tylko wilka można złapać .
Ten jeż to miał pecha biedaczyna... :( ;) :lol: Myślał że to ksieżyc w pełni i wyszedł na żer.... :lol:
Awatar użytkownika
BozenaMat
Super Kuracjusz
Super Kuracjusz
Posty: 6424
Na forum od: 24 lip 2018 18:32
Oddział NFZ: Małopolski
Staż sanatoryjny: 2
Podziękował: 7 razy
Podziękowano: 45 razy

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

Post autor: BozenaMat »

malgorzatas pisze: 10 gru 2018 12:58 Przyjaciółki się Jadzinką zaopiekowali ..do samego Berlina igły jej wyciągali.... :)
I chyba miały radochę, jak się patrzy :lol:
forumowicz

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

Post autor: forumowicz »

Dobry wieczór. Ja tylko na chwileczkę :) dopiero od ranka do domku zawitałam. Sił brak na cokolwiek oprócz życzeń wyjątkowo spokojnej nocki. Bez jeży (a raczej jeżozwierzy bo to słodziaki kolce gubią).
Chciałabym bym mieć ostatnio odrobinkę więcej czasu a jednocześnie juz nigdy nie powielić trudnego okresu bez pracy.
Ugotowałam na jutro pyszną pomidorową - zapraszam.
ps. Bożenko pamiętam muszę tylko usiąść i przesłać małe co nie nieco. ;*
ps. 2 Tak sobie myślę MY Mieszkańcy Bagatelki to ....Bagatelczanie?! :) Brzmi dumnie. Rankiem przed wyjazdem zaproszę na aromatyczną kawę.
Awatar użytkownika
BozenaMat
Super Kuracjusz
Super Kuracjusz
Posty: 6424
Na forum od: 24 lip 2018 18:32
Oddział NFZ: Małopolski
Staż sanatoryjny: 2
Podziękował: 7 razy
Podziękowano: 45 razy

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

Post autor: BozenaMat »

A Ty Florciu znów gdzieś ruszasz? Ależ Pędziwiatr z Ciebie...... :)
A pomidorówkę to chętnie..... jedna z ulubionych moich zup.... mniam...... :roll:

I chyba na dziś nie będzie tekstu o żywej szopce? To ja może wstawię coś....... :D taką małą uroczystość w Bagatelce...... nie zakłóci przygotowań do tej szopki :D
Awatar użytkownika
malgorzatas
Przyjaciel forum
Przyjaciel forum
Posty: 58954
Na forum od: 16 lis 2013 14:16
Oddział NFZ: Wielkopolski
Staż sanatoryjny: 6
Podziękował: 3 razy
Podziękowano: 2 razy

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

Post autor: malgorzatas »

Ja rano kupię coś do kawy...ale dzisiaj to glowa daje mi popalić :shock: mam nadzieję ze sprzedam jutro komuś tą przypadłość ;)
Awatar użytkownika
BozenaMat
Super Kuracjusz
Super Kuracjusz
Posty: 6424
Na forum od: 24 lip 2018 18:32
Oddział NFZ: Małopolski
Staż sanatoryjny: 2
Podziękował: 7 razy
Podziękowano: 45 razy

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

Post autor: BozenaMat »

Bagatelka

Jak to w naszej kamienicy sensacja goni sensację, tak jakby się w berka bawiły. Dopiero co wyjazd Marianka do Sanatorium, sensacja ze spadkiem Marianka…. remont mieszkania Florci… spotkanie Gieni z Alim… niewinne aresztowanie niewiast z kamienicy….. wyjazd integracyjny Florci…. a teraz wydarzenie nie lada… wręcz hit stulecia. Zjechała nawet telewizja, program nakręcili i jak nic będzie nasza kamienica na lokalnym kanale TV, a może i na cały kraj to puszczą. Dziennikarze to tak pstrykali fotki, żem prawie oślepła od tych fleszy, ale nic to… oko miałam zrobione na medal… razem z całym żeńskim ludem z kamienicy polazłyśmy do kosmetyczki, co by nas upiększyła… fryz też se strzeliłyśmy, a co? Nawet Marianek poleciał z nami, co by przylizać te sterczące resztki na głowie.
Jeno Alemu przykazaliśmy, co by pyska zza firanki nie wychylał, bo po pierwsze dzień, to czarna morda będzie widoczna jak raca w środku ciemnej nocy… a po drugie zjadą się paparazzi, to jak nic trza fizjonomię chować, co by macocha się nie zwiedziała, gdzie pomieszkuje obiekt jej westchnień.
I tak…. po makijażu i upiększeniach kiecunie żeśmy pozakładały… ja to nawet wyciągnęłam tę, com to onegdaj zakupiła, jak szykował się ślub Marianka z Iwonką. Wtedy kiecunia zaszczytu zaprezentowania się na mym grzbiecie nie dostąpiła, to choć teraz niech swą rolę spełni. Wyszykowani jak na przyjazd prezydenta…. i to nie naszego, ale z jakiegoś egzotycznego państewka… reprezentowaliśmy się nader głodnie….. tfuj tfuj…. godnie miało być. No może to godnie na wyrost… ale był szyk i elegancja. Wprawdzie Marianek musiał pożyczyć garniak od dzielnicowego (garnitur Marianka poległ całkowicie podczas wyprawy po spadek, ale i tak już był w paru miejscach nadryziony przez mole, to go nie było szkoda)…. który na tę uroczystość w kamienicy (oczywiście dzielnicowy a nie garniak) przyszedł w mundurze odprasowanym na glanc i ze wszystkimi medalami… całe dwa dodam… Gabaryty dzielnicowego z deczka odbiegały od Mariankowych, ale się trochę guziki przeszyło i stykło… na wciągniętym brzuchu dało się garniak zapiąć.

A wszystko z powodu nadania nazwy……….. naszej kamienicy. Wydarzenie niecodzienne, wręcz ewenement w dziejach Szczecina, to i cała uroczystość przybiegła z pompą i ze wszystkimi honorami. Zjawił się burmistrz….. socjeta całego osiedla, baaa. .. był nawet radny i wikary… Wikary widać zapomniał już jak Mu kumple Marianka gębulę obiły, albo proboszcz nadal nas omija w obawie, co też może Go spotkać i teraz wszelkie kontakty z nami scedowali na wikarego.… młode to jeszcze… prędzej z ludem się dogada, a i w razie czego spłynie wsio po Nim jak woda po kaczce.
Goście z godnością przysiedli na tych stołeczkach, co to chłopaki z mieszkań pozabierali… chybotliwe były, ale jakoś nikt nie pospadał……. założyli nogę na nogę i zaczęły się przemówienia. Nie będę ich przytaczała, bo po pierwsze… tak byłam całym tym wydarzeniem zaaferowana, że pamiętam tylko: „żyjcie w zagrodzie”… (później się okazało, że to było żyjcie w zgodzie)… W sumie ta zagroda mnie wcale nie zdziwiła, a bo to ta nasza kamienica nie była taką zagrodą? Całą menażerię żeśmy mieli… koty, psy, papugę, a nawet był i chomik, świnka morska i rybki w akwarium. Wprawdzie osła i krowy nie mieliśmy… choć tak Bogiem a prawdą… połowa chłopa to osły… a i jedna niewiasta nie przymierzając to jak krowa… Przepraszam cały ród niewieści… ale nasza Kasiula, ta co to koło Jadzieńki mieszka… to od rana już słychać jak Ją mężuś tak pieszczotliwie zowie….. Ty krowo. To jak nic zagroda więc wydawało mi się, że przemówienie w sam raz. … a po drugie…. cały czas byłam zajęta poprawianiem kiecuni, bo chyba od lata cósik mi tu i ówdzie przybyło i to rozcięcie, com to miała na udzie… jakosik dziwnie się rozchylało.
Zresztą burmistrz jakoś tak szybko tę przemowę skończył. Co zaczął, to nasza kochana papuga Mu w słowo:
- zamknij się stary łosiu…. Won stąd… złodziej, złodziej.
I tak w kółko. Burmistrz cały w pąsach wreszcie siadł i nawet na nikogo już nie spojrzał. Radny wstał, co by też parę słów powiedzieć, ale chyba się wystraszył, co też ta papuga na Niego ma i co wywlecze więc klapnął z powrotem na stołeczek. Wikary nie bacząc na nikogo rzekł tylko: - błogosławię temu domowi… sądząc, że co jak co, ale sługi Bożego to papuga nie sponiewiera. Oj ty naiwności ludzka… trzeba by było naszej kochanej papugi nie znać. A jakże… wtrąciła swoje trzy grosze i skrzecząc darła się:
- co masz pod sukienką, co masz pod sukienką… pokaż… pokaż. Daj stóweczkę, daj stóweczkę.

I tym sposobem część oficjalną mieliśmy bardzo szybko za sobą. Wreszcie nastał czas ochrzcić naszą kamienicę. Przygotowani byliśmy jako ta prymuska do matury… czy nie przymierzając abiturient uniwerku idący na swoją pierwszą rozmowę o pracę. Szampan był… sama Gosia go zakupiła i przez 2 dni pilnowała, co by Marianek (celem kosztowania czy się do spożycia nadaje) nie wychłeptał…. wstęga do przecięcia była, a jakże. Kilometry czerwonych wstążek żeśmy kupili… Gienia z Cyganą to je 2 dni zszywały, co by całą kamienicę obwiązała…. Chłopaki później godzinę latali wokół kamienicy, by ją piknie oblec, a Gienia drugą godzinę fikuśną kokardkę wiązała. Jadzieńka z prześcieradła i 2 szalików, co je córce cichcem podebrała uszyła 2 pikne flagi…. Na ten czas zmieniła repertuar i miast wyśpiewywanych godzinek leciało:……. „a mury runą, runą, runą”……. aleśmy Ją uciszyli, bo cholerka… to zły omen… z murów przerzuciła się na „nie rzucim ziemi”… co zaakceptowaliśmy. Gosia mozolnie wycinała literki do napisu Bagatelka, później je przyklejała na wielgachną wstęgę. Z tym przyklejaniem to było siedem światów i pół hameryki… Boguś latał po całej kamienicy i nigdzie nie znalazł kleju, co by te literki przytwierdzić do transparentu. Klej się zrobiło z mąki i wody…. Jakoś te literki się trzymały. Z samego rana kamienica okręcona wstęgą, przybrana we flagi i transparent czekała na tę doniosła chwilę….. kiedy to zostanie zwodowana… tfujjjjj… nazwana.

Florcia jako ta, co wpadła na pomysł nadania nazwy kamienicy została Matką Chrzestną, z tapirem na głowie, z makijażem od naszej kosmetyczki, w sukience takiej, że nawet mnie dech zaparło, przemowę w drżącej dłoni dzierżyła. Coś tam powiedziała (przez te trzeszczące głośniki to nic nie słyszałam)… ale chyba składnie, bo brawa były…. Nawet papuga Jej nie przerwała… jakby wiedziała, że swego się nie bije i własnego gniazda nie kala. Mądra bestyjka z tej papugi… chyba muszę jej kupić pieprzu.. uwielbia go.
Co do Matki Chrzestnej to nie obyło się bez przepychanek, a jakże. Jadzieńka wyskoczyła, że jako mieszkanka z najdłuższym stażem, to Ona powinna być tą Matką… (raczej babką)… o mało do rękoczynów nie doszło, ale Jureczek (Ten to zawsze ma przednie pomysły) pogodził te dwie panie wymyślając, że kamienica sporych rozmiarów, to i dwie Matki Chrzestne się należą. Kobity się jakoś pogodziły, tylko trza było 2 szampany kupić, co by obie trzasnęły nimi o kamienicę. Trzasnęły aż zdrowo… szkło poleciało tak, że stojący najbliżej kamienicy burmistrz dostał rykoszetem w piszczel, ale chyba uszczerbku za wielkiego nie poniósł… bo krew nie tryskała. Tylko żal nam było Marianka, bo chłopina aż się popłakał z powodu zmarnowanego trunku. O mało nie klęknął, co by lizać cieknący po ścianie Bagatelki szampan, aleśmy Go na szczęście przytrzymali, co by tak podniosłej uroczystości nie zakłócił. Ale cały tydzień mamrotał:
- tyle trunku, tyle szlachetnego trunku poszło się bujać.


CDN................. :D
Awatar użytkownika
BozenaMat
Super Kuracjusz
Super Kuracjusz
Posty: 6424
Na forum od: 24 lip 2018 18:32
Oddział NFZ: Małopolski
Staż sanatoryjny: 2
Podziękował: 7 razy
Podziękowano: 45 razy

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

Post autor: BozenaMat »

Dobrze, że przed cała imprezą zrobiliśmy fotkę Bagatelki, bo później, to by było wielkie halo. Jak coś się rypnie, to tylko u nas. Chłopaki w ferworze przygotowań coś niestarannie przytwierdzili flagi i jedna z nich wisiała smętnie, ledwie co trzymając się barierki. Na koniec i tak spadła na łeb gapiów.
Transparent nie wytrzymał podmuchów wiatru i żałośnie zwisał nad naszymi głowami, a chałupniczo zrobiony klej nie zdał egzaminu i pieczołowicie przyklejane przez Gosię literki szybowały se nad nami jako te gołębie.
Po przecięciu wstęgi leżała libioda, aż ją niewiasty z całego osiedla zabrały i pocięły na kokardki dla dziatwy z przedszkoli. Przez tydzień dziewuszki chodziły w kucykach z czerwonymi kokardkami, aż mając tego dość pozawiązywały te kokardki okolicznym kotom na ogonach. Co to było za widowisko…. Koty ganiały za swoimi ogonami… myszy miały używanie, bo w biały dzień mogły spokojnie hasać po śmietnikach… aż dzielnicowy interweniował, kazał nam (ciekawe dlaczego nam, jak to nie my te kokardki pozawiązywaliśmy) doprowadzić ród koci do porządku. Chłopaki machnęli ręką… nie będą z kotami się chandryczyć… zwierzaki jakoś same sobie poradziły. Ale pół nocy na osiedlu był jazgot jak z piekła rodem. Ale jednak nasz Rademenes lepiej sobie poczynia… oj ten to dopiero daje czadu.

I właśnie taką fotkę kamienicy zamieścili w szczecińskiej gazecie… obraz nędzy, nieszczęścia i rozpaczy…. jakby innych nie mieli…. tak jakby nam na złość zrobić chcieli. Ale jak nic widzę tu rękę kumoszki naszej Jadzieńki… oj maczał palce ten babsztyl, jak nic maczał. Pozazdrościła Jadzieńce zaszczytnej funkcji Matki Chrzestnej i się zemściła…… ale nic to. W gazecie być byliśmy… mamy na to dowód, a że fotka jest jaka jest…… trudno. Mamy swoją, cośmy ją przed uroczystościami zrobili, piknie w rameczkę oprawioną i wisi przy wejściu do Bagatelki… tam obok skrzynek na listy. Sławni jesteśmy na całe miasto……. gdzie tam miasto… huczy o nas cały kraj, a i wieść się za ocean zaniosła, bo Zosieńka zięciowi, co to wyjechał po tę hamerykańską mamonę… posłała.
I teraz Marianek pchając swój wózeczek naładowany złomem drze się jak stare gacie sołtysa podśpiewując, aż Go słychać w Tworkach:
„Bagatelka da się lubić,
Bagatelka da się lubić,
Tu szczęście można znaleźć,
Tutaj serce można zgubić.”


PS. Właśnie dowiedziałam się od Pani Basi, tej co to pracuje w Ratuszu, że burmistrz zamierza wszcząć śledztwo w sprawie, jak to On rzekł… niecnego incydentu na naszym osiedlu. Ponoć w czasie tej całej uroczystości, co to nasza kamienica otrzymała zaszczytne imię Bagatelka, jakiś wyleniały, z plackami pozbawionej sierści skóry kocur (jak nic Rademenes) obsikał radnemu nogawkę tego Jego wypasionego garniaka od Armaniego. Wcale się Rademenesowi nie dziwię… trza tępić wszelakie trendy z zachodu… a dbać o lokalny patriotyzm. Ponadto wracając z całej uroczystości jakiś kundel, okrutnie paskudny (czyżby Rolmopsik) szarpnął Mu za nogawkę i tylko strzępy poleciały od kostki po same kolano. Radny ma za swoje… jakby tak se kupił nasz patriotyczny garniturek z Vistuli za 2 tysiaczki, a nie paradował w Armanim za 10 tysiaków (też mi mecyje… jest się czym chwalić), to zwierzaczki by go nie tknęły.
I tak teraz sobie myślę… chyba ruszę tyłek i się udam do sklepiczku, co by nabyć kaszankę, śledziki, ziarno i nagrodzić ten patriotyczny zwierzyniec. Zwierzaczki nam się popisały…….. jak nic nagroda się należy……. Bravo czworonogi… dwunogi też… bo przecież papuga też się dzielnie spisała ………. :D
Ale tak na wszelki wypadek przez tydzień Rolmopsa i Rademenesa nie wypuścimy z mieszkania… licho wie co radny wymyśli. Jeszcze nie daj Boże hycla najmie? O co to… to nie……… staniemy murem za naszym zwierzyńcem :D


Obrazek
Zdjęcie Bagatelki, co to wisi na klatce schodowej
Obrazek
Bagatelka w gazecie
ODPOWIEDZ