Dobrej nocy
Z życia pewnej kamienicy :)
Proszę by każdy nowy wątek rozpoczynał się wierszem. Najlepiej by to był wiersz autora wątku, ewentualnie wiersz na temat sanatorium.
Uwaga! Jeśli wstawiacie czyjąś twórczość, pamiętajcie, że powinniście posiadać zgodę autora lub właściciela praw na publikację. To bardzo ważne.
Proszę też by nie tworzyć tu wątków, które bardziej pasują do działu "Na każdy temat". Niech ten dział będzie wyłącznie związany z twórczością sanatoryjnych poetów
Poza tym obowiązują wszystkie zasady z regulaminu ogólnego pisania postów na forum dostępnego tu viewtopic.php?t=10
- BozenaMat
- Super Kuracjusz

- Posty: 6424
- Na forum od: 24 lip 2018 18:32
- Oddział NFZ: Małopolski
- Staż sanatoryjny: 2
- Podziękował: 7 razy
- Podziękowano: 45 razy
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
Dobrej nocy
- BozenaMat
- Super Kuracjusz

- Posty: 6424
- Na forum od: 24 lip 2018 18:32
- Oddział NFZ: Małopolski
- Staż sanatoryjny: 2
- Podziękował: 7 razy
- Podziękowano: 45 razy
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
I znów zima nas zaskoczyła, a raczej zaskoczyła te wszystkie służby porządkowe… co to powinny zapewnić nam jako taki dojazd do pracy, sklepów, dojście w te miejsca… gdzie chce się dojść. Ogólnie wiadomo… ja wiem, liczni moi znajomi wiedzą….. wiedzą to już nawet te dzieciaki w przedszkolach, że jak Mikołaj przybywa… znaczy się zima już za rogiem i trza być przygotowanym na jej atak. I nie ma uproś… żadna wiosna, lato… nadchodzi zima i już. Ale do tych tępych głów tych wszystkich służb nic nie dociera. Co roku ta sama śpiewka…. Mikołajki minęły, Boże Narodzenie minęło, Sylwester tylko śmignął i… dziś wręcz apokalipsa… totalny chaos na całym naszym osiedlu. Jeszcze bym zrozumiała, gdyby nasypało tony tego białego draństwa, zawiało 3 metrowe zaspy….. ale marne 20 cm i wszystko i wszyscy w rozsypce??
Zaczęło się od Gosi. Jakoś tak się utarło, że jako pierwsza w kamienicy otwiera swe śliczne ślepka i pędzi po drożdżóweczki… tudzież inne nader przydatne w tych naszych nieszczęściach wiktuały… (chodzi tu oczywiście o ten nasz nieodzowny w różnych nieszczęściach kefirek)… Dziś jak zwykle okutana w tę różową czapeczkę zamaszystym kroczkiem popędziła na dół… łap za drzwi i… o mało nosa nie rozwaliła… pęd pchał Gosię na drzwi, które miały się otworzyć….. ale ani drgnęły. Ki czort?.... zabarykadowane? Ale niby po co? Bimber Marianka wyszedł….. została marna jedna buteleczka, co to ją Jadzieńka schowała, by mieć na „czarną gadzinę”…….. ani chybi babinie coś się całkiem pomyrdało…… Bo po pierwsze czarny to tylko Ali i wcale za gadzinę nie robi… w porządku chłop z Niego i nawet ostatnio coraz częściej zaczął się udzielać w Bagatelce. Wprawdzie trzeba Mu czarno na białym i w dodatku wielkimi literami napisać co i jak… ale jak już załapie to i owszem. Pomoc z Alego nawet całkiem znośna. A po drugie jak już…. to jak dla mnie chyba chodzi o tę czarną godzinę, gdy to już u nikogo żadnego grosza nie znajdzie, by choćby na marny chmielik wysupłać.
Tak więc poza bimberkiem Marianka, to co tu by z kamienicy zaiwanić?? Od lat kamienica swe wierzeje miewała otwarte i nawet puszek po chmieliku żule nie zaiwaniły. Honorowe chłopy som na naszym osiedlu. A tu masz….. Gosia stęka, napiera… drzwi ledwie centymetr drgnęły. Wreszcie jak nie wrzaśnie… „do cholerki otwierać się”……… Że niby to takie nowe „sezamie otwórz się”? Jednak to chyba nie to zaklęcie, bo drzwi nie posłuchały……. Za to z rumorem otworzyły się drzwi do mieszkania Alego i wylazł jakiś stwór….. okutany w koc, jakieś futro z karakułów czy innego gryzonia… w czapce uszatce i do Gosi, co by zamknęła jadaczkę (jednak trzeba Alego zacząć uczyć po polskiemu, bo to co On nabywa, to urąga dobremu wychowaniu)…….. Gosię tak zamurowało, że jeno wydusiła… „drzwi zabarykadowane”.
Nie wiem co też Ali zrozumiał, bo jak nie gruchnie w te drzwi… taran przy nim to się nawet nie umywa…… No i poleciały se drzwi. … pięknym ślizgiem aż na środek ulicy……. a Ali na tych drzwiach jak na bobslejach……. Szczęście, że to ranek i jeszcze ruch samochodowy był znikomy, bo jak nic… było by czołowe zderzenie. A tak to tylko otrzepał się ze śniegu, wziął Gosię pod ramię… (że niby będzie jako ta pomocna dłoń) i razem pomaszerowali po te drożdżóweczki. Wprawdzie dość chwiejnym krokiem… a raczej tanecznym…. bo ślisko niemożebnie było i nogi się Im jakoś tak rozjeżdżały… ale niech ćwiczą…….. Może się Ich zgłosi do jazdy figurowej na lodzie.
Po Gosi na dół zleciała Florcia. Trochę zadziwiona przystanęła w drzwiach… a raczej w miejscu, gdzie owe drzwi powinny być, ale chyba bardzo się spieszyła… brak drzwi o ile Ją zaintrygował, to nie na tyle by marnować drogocenny poranny czas na dociekanie gdzież one są…. pognała więc z miotełką do autka, co by je odśnieżyć. Ileż werwy w tej dziewczynie było… śnieg tylko fruwał na wszystkie strony… i po chwili oczom Florci ukazał się pikny, czerwony samochodzik. Hymmmm…. Florcia zamarła… patrzy, patrzy…… co jak co, ale czerwień to nie Jej kolor…. Ranek i owszem… śpiąca trochę jest… ale co jak co, kolory jeszcze rozróżnia….. I jak nie ciepnie miotełką z wściekłością… jak nie wrzaśnie……. „ja pinkolę… to nie moje auto”.
No i pech chciał, że wybrałam se akurat ten moment, by zejść na dół i zobaczyć czy iść na nóziach do pracy czy też lepiej odpalić furę i pojechać. Ledwiem wystawiła głowę przez drzwi… coś mi nie pasowało z nimi, tak jakby ich nie było….. ale z rana to ja myślenie mam z deczka przytępione… a tu coś leci na mnie. Cholerka….. jak nic wrona pikuje w te moje zmierzwione kłaki i pewnikiem chce se gniazdo uwić na moim łbie. Niedoczekanie… może i ranek, może i śpiącam… ale unik wyszedł mi perfecto… i miotełka rzucona przez Florcię gruchnęła w okno naszego dozorcy. Posypało się szkło… my zamarłyśmy, by po chwili w te pędy czmychnąć do mieszkania Gieni. I dalej że ziorać przez okno, co też będzie się działo.
Dozorca jakoś mało rychliwie… ale wylazł z mieszkania. Najpierw to przez 10 minut lamentował nad drzwiami do kamienicy. Od lamentów przeszedł do złorzeczenia… później poleciała pikna wiązanka słówek nie nadających się do druku… wreszcie chłopina polazł na ulicę, gdzie leżały drzwi, jakoś je przytachał i postawił pod murem Bagatelki. Później otaksował odśnieżone czerwone autko i jak nie wrzaśnie… „Pawełek… ja Ci nogi z dupska powyrywam… jakżeś se odśnieżył auto, to po kiego walisz miotłą w moje okno?”
No i dobrze… Florcia odetchnęła z ulgą. Niecny czyn ujdzie Jej płazem. Już miałyśmy się rozejść, gdy oczom naszym ukazał się przedziwny widok. No czegoś takiego to jak żyw… nie widziałam.
Otóż człapie sobie Gosia… a raczej idzie takim ślizgiem, bo cały chodnik w lodzie… a przy Niej na czworakach zaiwania Ali. Ręce ma wsunięte w jakieś bambosze… i co stąpnie, to ręce na bok Mu się rozjeżdżają… nogi też…… i pac na pysk. Po chwili się gramoli… następny krok i… pac na pysk. I tak się Gienia z Alim krok po kroku posuwa… krok… pac… krok… pac.
No i co się okazało? Gosia na tym lodzie jako tako równowagę utrzymywała, ale z Alim to było gorzej. Co krok to się przewracał… pociągając Gosię za sobą… aż wreszcie dziewczyna miała dość tego pomocnego ramienia. Wzięła od Józika z targu bambosze, założyła Alemu na ręce i kazała Mu iść na czworakach. Przynajmniej jak gruchnie na pychol… zbyt wielkiej szkody sobie nie zrobi.
Odległość zdecydowanie mniejsza niż jakby szedł na dwóch odnóżach.
No i sami powiedzcie. Jak to jest??… Wiadomo, że po jesieni ani chybi nadciągnie zima… a tu masz…. znów nas zaskoczyła… śnieg namieszał… ślizgawica doprowadziła do tego, że człek miast na 2 łapach, to wlecze się na czterech… w dodatku mróz przymroził drzwi i trzeba było je wyważyć….. a biedna Florcia pół godziny machała miotełką i nie swój samochód odśnieżyła.......
Ciekawa jestem ile te drzwi będą tak stały oparte o Bagatelkę…… do następnej zimy?? A może podczas roztopów wykorzystamy je jako amfibię??............
- Cygana
- Super Kuracjusz

- Posty: 591
- Na forum od: 18 lut 2018 00:29
- Oddział NFZ: Wielkopolski
- Staż sanatoryjny: 4
- Podziękował: 1 raz
- Podziękowano: 2 razy
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
O tej piosence pomyślałam, zaraz sobie zanuciłam,ale mi wstyd że tak pomyliłam wykonawcęBozenaMat pisze: 04 sty 2019 23:27 Nie Cygano............ to Klaus Mitffoch..... zespół założony przez Lecha Janerkę. "Jezu jak się cieszę" to chyba najbardziej znany utwór tego zespołu.
Dobrej nocy![]()
- malgorzatas
- Przyjaciel forum

- Posty: 58956
- Na forum od: 16 lis 2013 14:16
- Oddział NFZ: Wielkopolski
- Staż sanatoryjny: 6
- Podziękował: 3 razy
- Podziękowano: 2 razy
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
Tekstu jeszcze nie czytałam bo lecę dla Was po bułki i mleczko...
Zapraszam na kawę. ...
Wpadnę do Was później. ...
U mnie po śniegu nie ma już śladu. ..pada,pada i pada całą noc
Oczywiście deszcz.....
- malgorzatas
- Przyjaciel forum

- Posty: 58956
- Na forum od: 16 lis 2013 14:16
- Oddział NFZ: Wielkopolski
- Staż sanatoryjny: 6
- Podziękował: 3 razy
- Podziękowano: 2 razy
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
Bożence duże brawa...za wstawiony tekst...dziewczyno jesteś WIELKA
Cygano
Dzisiaj pierwsza sobota karnawału to w Bagatelce znowu będzie zabawa
Witaj Geniu

A to dla Bożenki
- Cygana
- Super Kuracjusz

- Posty: 591
- Na forum od: 18 lut 2018 00:29
- Oddział NFZ: Wielkopolski
- Staż sanatoryjny: 4
- Podziękował: 1 raz
- Podziękowano: 2 razy
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
Oj postarała się Bozenka
Gosiu chętnie kawkę wypije
zdarzenie z Alim przypomniało mi jak kiedyś wracając z pracy a było niemiłosiernie ślisko -skarpetki z butów założyłam na buty i jakoś szczęśliwie dotarłam do domu,a przy tym ubaw niesamowity,dzięki
Bozenka
Miłego dnia .....
- ANDY12345
- Super Kuracjusz

- Posty: 19867
- Na forum od: 26 maja 2018 11:42
- Oddział NFZ: Małopolski
- Staż sanatoryjny: 3
- Podziękował: 4 razy
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
miłego dnia życzę i białego śniegu
- BozenaMat
- Super Kuracjusz

- Posty: 6424
- Na forum od: 24 lip 2018 18:32
- Oddział NFZ: Małopolski
- Staż sanatoryjny: 2
- Podziękował: 7 razy
- Podziękowano: 45 razy
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
No ale objechałam......... dziecko odstawione...... można teraz w spokoju wypić kawkę
Cieszę się, że tekścik się spodobał........ dziękuję za brawa
