Forum Nasze Sanatorium. Opinie o sanatoriach. Forum o sanatoriach. Forum kuracjuszy.
Forum kuracjuszy, wyraź opinie o sanatoriach, poznaj opinie innych kuracjuszy nawiąż znajomość. Planujesz wyjazd do sanatorium, wysyłasz tam dziecko? Sprawdź informacje na temat swojego uzdrowiska. Porozmawiaj na tematy związane z leczeniem w sanatorium.
Forum Nasze Sanatorium. Opinie o sanatoriach. Forum o sanatoriach. Forum kuracjuszy.
Forum kuracjuszy, wyraź opinie o sanatoriach, poznaj opinie innych kuracjuszy nawiąż znajomość. Planujesz wyjazd do sanatorium, wysyłasz tam dziecko? Sprawdź informacje na temat swojego uzdrowiska. Porozmawiaj na tematy związane z leczeniem w sanatorium.
W tym miejscu możecie prezentować swoją twórczość niekoniecznie związaną z pobytem w sanatorium choć i taka mile widziana.
Regulamin forum
Proszę by każdy nowy wątek rozpoczynał się wierszem. Najlepiej by to był wiersz autora wątku, ewentualnie wiersz na temat sanatorium. Uwaga! Jeśli wstawiacie czyjąś twórczość, pamiętajcie, że powinniście posiadać zgodę autora lub właściciela praw na publikację. To bardzo ważne.
Proszę też by nie tworzyć tu wątków, które bardziej pasują do działu "Na każdy temat". Niech ten dział będzie wyłącznie związany z twórczością sanatoryjnych poetów
Poza tym obowiązują wszystkie zasady z regulaminu ogólnego pisania postów na forum dostępnego tu viewtopic.php?t=10
Gosiu...... wykorzystaj na maksa ten ostatni tydzień kuracji. No matko jedyna. Dopiero dziewczyna dzwoniła o zwroty i już będzie wracała
Witajcie
Bożenko ciebie nie dam rady pobić....nawet nie próbuję macie rację dopiero dzwoniłam o zwroty i zostało jeszcze 6 dni...4 z zabiegami...my trochę gonimy bo było za dużo wolnego..zabiegi nawet w sobotę i to po 4 i 5...
a tutaj nic się nie da " załatwić" jest trochę inaczej jak w innych sanatoriach ..ale opiszę wszystko jak wrócę...
Tutaj Bożenko i Geniu byście mi pasiły...3 km to dziewczyny idą ze mną ale na 14 w obie strony nikt nie chce...muszę sama bo się boją w lesie chodzić....a tam tylko dziki nikt więcej to czego się bać
Witajcie I ja na kijki chętna, mogłabym tak iść bez końca Gieniu ja po raz pierwszy przeżyłam rezonans bez uśpienia, dlatego taka dumna...walczę ze słabościami ,często są silniejsze...Gosiu mam nadzieję że miło czas Ci mija i czekam na relację o ośrodku wiadomo jak wrócisz do domu.Coś
mało nas tutaj... Wiadomo wiosna ....Miłych majowych spotkań, świętowania i zagladajcie czasami
Cześć Mieszkańcom i Sąsiadom ....... święta święta i się kończą, pogoda trochę byle jaka i nie za bardzo sprzyjająca dłuższym wypadom. Maj Nas przywitał chłodno , może później będzie lepiej , a na razie zdrówka i pogodnych nastrojów
O jak miło gdy wszyscy zaglądają, coś dawno Florci nie widziałam ,pewnie gdzieś się dobrze bawi ... Szkoda że tak zimno się zrobiło ,spacer zaliczony ale na nic wiecej. ..chęci nie ma,tylko ciepły koc...
Ciepełka Wszystkim życzę
Ostatnio nie tylko pióro mi się stępiło. Chodzę jak ociężały bawół , myślę jak leniwiec, nie ogarniam niczego. Cały kwiecień pomyślałam ot co tam przesilenie wiosenne...teraz to już cholibka sama nie wiem. Jak nic tęsknię za naszymi aferkami, małymi i tymi większymi, za awanturkami, wpadkami, tą barwną codziennością kamienicy. Dawało mi to takiego powera , że młody chomik pędzący w kółku nocami to przy tym pikuś.
No nic....przesilenie przesileniem , marazm marazmem, spadek formy intelektualnej też.
W połowie kwietnia w piątek piąteczek piątunio obudziłam się z przeczuciem nadchodzącej katastrofy. Kataklizmu wręcz. Patrzę za okno. Bezchmurne niebo, ptaszęta śpiewają , świat się budzi do życia. Siedząc na kibelku w transie gadałam do siebie: "Kochasz operę, uwielbiasz operę - przecież zawsze chciałaś iść na zaplecze..." Jasna cholera jak mogliśmy się tak dać zmanipulować tym pomysłem na stroje!
Równo o 9 prowadzeni raźno pędzącą Mańką machającą niby rasowy przewodnik uroczą parasolką w różyczki , niczym skazańcy prowadzeni na rzeź udaliśmy się do szczecińskiej Opery. Od podwórka...
Takiej ciszy to chyba nawet po największej rozpierdusze w kamienicy nie było. No nic słowo się rzekło. Przyjaciółka Maniutki to transatlantyk w damskiej postaci. Ja pierniczę tak kolosalnej i jowialnej kobiety w życiu nie widziałam. Jak mnie przycisnęła to mi się od razu część kręgosłupa pozostającego w przyjaźni z lordozą wyprostowała. Eurofrozyna Kulczyk jestem -wyszeptała teatralnym szeptem.
Zaplecze operowych strojów było iście imponujące. Zasoby kurzu także. Zaczęłam kichać jak nie przymierzając alkoholik na odwyku mający w planie niezłą popijawę. Oczy jak u królika. Widoczność zerowa....potknęłam się o jakąś linkę na podłodze i runęłam na wieszak na którym pyszniły się stroje wybrane dla nas do przymierzenia. Wieszak rypnął za nim drugi trzeci czwarty. "Nic się nie stało kochanie, nic się nie stało" wysapała Pani Eufrozyna
próbując podnieść moje ciało z podłogi. Postawiła mnie w rzędzie koło Bożenki, Andrzeja, Cygany, Gosi, Gieni , Alego i Jadzieńki. (tylko my ofiary losu nie pokazaliśmy pannie młodej słynnego palca jeżeli chodzi o pożal się Boże strój na wesele). Kto pierwszy ? zaświergotała Fruzia. "Mogę być ja" wysapałam próbując wytrzeć kapiący noc pluszowym rękawem w kolorze soczystego karminu. Zaczęło się. A więc...pantalony (ja fanka stringów pierwszy raz takie barchany miałam na sobie), grube biały rajstopy przyczepione do pasa (sic!) jakimiś kurczę gumkami...i już miałam dosyć...no nic jakieś metalowe koło na którym ulokowano mi ciężką jak cholera suknię (tak tą w którą wysmarkałam nos...). Ledwo mi to weszło przez głowę wywołując kolejny napad kaszlu i kichania. Jezusie Nazareński...Fruzia uwijała się jak w ukropie. Po godzinie wszyscy kichając prychając i kaszląc popatrzeliśmy na siebie..Kabaret kabarecik. Na głowie Cygany chwiała się chyba dwumetrowa peruka, Gienia piszczała sopranem bo Fruzia tak jej dopięła gorsecik, że ledwno była w stanie oddech zaczerpnąć, nie powiem Bożence i Gosi chociaż kolorystycznie suknie dobrała, kapelusze z jakimiś ogromnymi piórami ptactwa nieznanego pochodzenia też. Biust prawie wychodził mi na zewnątrz, co podciągnęłam sukienkę to coś mi się w pasie z rajstopami przesuwało. Najgorzej miał Andrzejek...białe rajstopy i buty ze kokardami to nic, w łapy dorwała go makijażystka toteż stał przed nami we frykuśnym błękitnym fraczku, tych rajtuzach, imponującej peruce z loczkami i cały jakiś taki upudrowany...Pani makijażystka chyba sobie wzięła za punkt honoru nałozenie tego białego badziewia na moje lico i niestety ..została opluta i oskmarkana podwójnie. Ja pitolę. Bożenka nasz filar spokoju buchnęła donośnym śmiechem bo oto w drzwiach ukazał się Ali....cały w zieleniach...błyszczących...i białym licu...i czerwonych ustach...tudzież peruce. Cyrk w operze. Usłużna Fruzia podeszła do chłopiny z dużym lustrem . Ali spojrzał, zamarł. Gdzieś z czeluści tych zieleni (podejrzanie w okolicach miejsc intymnych) wyciągnął paczkę Westów (miętowych) zapalniczkę i zapalił. W prześwitujących słonecznych promieniach widać było tony kurzu i pudru. Cisza. Kichnęłam donośnie i na Alego, a tenże, chyba wyrwany z transu , nadal z papieroskiem w zębach klapnął jak długi , papieros jak w zwolnionych tempie potoczył się w stronę chyba najbardziej zramolałych strojów. Zamarliśmy. Cisza... Cisza trwała jeszcze przez chwilę jak papierosek zatrzymał się na trenie jakieś wypasionej sukni. Potem błysk. Potem ...potem to już był sajgon. Ogień buchnął jasnym płomieniem, Andrzej nasz bohater zerwał z czaszki loczki i zaczął peruką walić w suknię. Potem chyba pomyśleliśmy o tym samym bo zwaliliśmy się jeden na drugiego aby uratować powiedzmy szczerze nieciekawą sytuację. Metalowa obręcz która uciskała moje ładki chyba pękła, wylazła przez materiał sukni i wbiła się Gieni w goleń. W pysku miałam pióra z twarzowych kapeluszy dziewczyn. Tfu.
Po paru minutach i użyciu gaśnicy przez Mańkę, która wparadowała w sukni obwieszonej milionem chyba różyczek i kapeluszu z kolejnym milionem (że też mój spanikowany mózg to zarejestrował) ogień zgasł. Dobrze, że fotografa na etacie nie było. Staliśmy jak ofiary wojny nuklearnej. Stroje wpół spalone lub osmalone, Fruzia dysząca jak miech kowalski minutę przed pełnym zawałem. Wszystko w pianie z gaśnicy.
Wieczorem myjąc głowę pomyślałam sobie, że jednak wróciliśmy na tarczy. Co prawda z nafukaną do granic możliwości Mańką, zakazem wstępu do Opery na czas nieokreślony, niemałą kwotą do zapłaty i po paru godzinach uprzątnięcia całego bałaganu, ale wolni od brokatów, turniur, rajtuz, peruk, piór...i bez Jadzieńki, która straciła przytomność i znalazła się dnia następnego.
W sobotę jedziemy z dziewczynami do Gdańska. Na weekend. W planie oczywiście zakupy kiecek i wieczór odstresowujący czyli wódeczka, taniec i śpiew. To lubię. Andrzejek z Andym tak się zestresowali , że po takim przejściu to oni nawet wybór tych kiecek wytrzymają. Byleby potem wódeczka, taniec i śpiew. Jadą z nami
9 maja tuż tuż...będzie dobrze, będzie nudno do bólu i do bólu poprawnie prawda? No bo co się właściwie może takiego stać???
Pozdrawiam Was cieplutko. Wiem, że mnie ostatnio mało, ale jakoś tak mam ochotę zaszyć się i nie wychylać. Spokojnego tygodnia Wam życzę i pamiętajcie za tydzień ....będzie się zapewne działo.
Nic.. zupełnie nic się nie stało ... że ja tak przestrzegający przepisy BHP nie zauważyłem jak Ali zapala papierosa ? no zgroza , chyba się człowiek starzeje ... dobrze ze przynajmniej opera nie poszła z dymem papierosowym bo znowu w gazetach byłoby o Nas głośno. I nie tylko do Opery Szczecińskiej, ale do każdej i pewnie nie tylko w Polsce mielibyśmy zakaz... kategoryczny zakaz
Dzięki Florciu i miłego tygodnia