Ja już po zakupach... w osiedlowym markecie wpuszczają tylko po parę osób... kolejki nie ma. Przed wejściem ochroniarz psika na łapki... jak się wózek oddaje to przeciera rączkę płynem do dezynfekcji. Starają się jak mogą, by minimalizować rozprzestrzenianie się wirusa. Towar jest, nie powiem... choć trochę krucho z mięsem było, ale może dlatego, że byłam bladym świtem i nie zdążyli dowieźć. Rzeczywiście ceny szybują..... filet z kurczaka 29 zł za kilo
Nic to... jakoś trzeba z tym przeżyć





