Zima, straszna zawierucha. Mały zmarznięty wróbelek idzie przed siebie i rozgląda się gdzie by tu się rozgrzać. Szedł koń, nie zobaczył wróbelka i narobił na niego. Wróbelkowi zrobiło się cieplutko, ma miejsce do spania, zaczął sobie śpiewać. Jest mu dobrze, śpiewa z radości coraz głośniej Jego głośny śpiew usłyszał przechodzący tamtędy kocur. Podszedł do wróbelka, wygrzebał go z g*w*a, otrzepał i zjadł.
Morał I
Nie każdy jest Twoim wrogiem kto na Ciebie nas*a,
Morał II
Nie śpiewaj gdy jest Ci dobrze,
Morał III
Nie każdy jest Twoim przyjacielem, kto Cię z gów*a wyciągnie.




