Dzień dobry Pogaduchy

Andy u mnie za oknem też z jesieni nic nie zostało, bo zimę mam za oknem
Pamiętam jak tylko pierwszy śnieg spadł to od razu wychodziliśmy na dwór lepić bałwana

i zawsze zabieraliśmy miotłę

, którą dozorczyni zamiatała chodniki. Oczy robiliśmy z węgla, który po kryjomu wynosiliśmy z domu, żeby nie oberwać nie mówiliśmy nic rodzicom, bo było zupełnie inaczej niż teraz.
Przez okna pilnowaliśmy tego bałwana, żeby nikt go nam nie zniszczył i nie zabrał szczotki i węglikowych oczu
Czasami do wieczora już śladu oprócz miotły i dwóch węgielków po bałwanie nie bylo. Zostawała tylko po części mokra plama, bo temperatura się zmieniła, ale tradycji robienia bałwana nigdy nie zaniedbaliśmy.
Miłej niedzieli życzę


