Rozumiem doskonale Wasze rozgoryczenie. Choć mam zaliczone zaledwie dwa wyjazdy, już przy pierwszym zorientowałam się co i jak, zwłaszcza naocznie
Byłam mocno zdegustowana, gdy trzydziestoparoletni mężczyzna, który rzekomo przyjechał podreperować chory kręgosłup, co drugi dzień, a czasem i przez kilka pod rząd, gdy przygrzało słonko ( a był to Kołobrzeg), po śniadaniu leciał tylko po podpisy do zabiegowych, a potem " w długą". Czasem
pojawił się na obiedzie. Widać było i czuć, że miał duży problem z alkoholem. Przez 4- to tygodniowy turnus sanatorium traktował jak hotel z bardzo dobrą bazą noclegową, jedzeniem i warunkami socjalnymi. Wiem, że ten pobyt miał załatwiony, przez kogoś z rodziny w NFZ i jak sam się chwalił, takie wyjazdy już zaliczał od paru lat z oczekiwaniem lekko ponad rok na turnusy. A byli w tym obiekcie kuracjusze potrzebujący rehabilitacji czy leczenia, którzy czekali jeszcze wtedy nawet do 32-36 miesięcy !
Jak każdy z nas chciałabym mieć komfort pobytu.
Dobrze wiem jak wygląda takie funkcjonowanie w pokojach wieloosobowych. Przerabiałam to w internatach, akademikach przez kilka lat, na wyjazdach szkoleniowych, czy na szpitalnych pobytach terapeutycznych przez nawet 4-6 tygodni. I bywało różnie, łącznie z "charakterkami".
Nasze żale, dyskusje, czy potyczki na nic się zdadzą, a jedynie mogą zrobić niepotrzebny kwas.
Jak się sami przekonujemy w służbie zdrowia jest tylko gorzej, więc najlepiej oczekiwać mniej, wtedy i rozczarowanie będzie mniejsze
Ktokolwiek jeżeli ma tylko możliwość - korzysta aby sobie poprawić.A " co nie jest zabronione - jest dozwolone" . Zwłaszcza, że niedoszła reforma sanatoryjna ( jak na razie) jest tylko wspomnieniem.
Więc jeśli tylko możliwe próbujmy negocjować z NFZ - tem, korzystajmy z tzw. zwrotów i życzmy sobie mnóstwo szczęścia w tym aspekcie i super wspomnień z pobytów.

N