Było bajecznie.

Kulig się udał, tylko trochę się zgrzałam, bo wcisnęłam się w strój narciarski, a przez większość czasu byłam asekuracją i truchtałam obok sanek.

Zdaje się, że metoda Wima naprawdę działa. Jestem w szoku, że nawet nie miałam zadyszki.
Tak, wiem, że w krio trzeba mieć buty, rekawiczki itd. Tam jest bardzo niska temperatura. W moim przypadku trzeba uważać, by nie za długo przebywać na śniegu, by nie odmrozić sobie paluchów. Jeśli chodzi o resztę ciała, to przy takiej temperaturze jak dziś, to nie jest problem, by wyjść. Ale stopy po chwili zaczynają boleć.
No właśnie, niby latem, gdy jest gorąco, powinno być gorzej wchodzić do lodowatej wody, ale w głowie mamy zakodowane, że latem się schładzamy, a zimą grzejemy. To tak jak z lodami, zdrowiej jest jeść je, gdy jest chłodno, niż gorąco, ale lodziarnie są otwarte tylko latem, bo tylko wtedy są klienci.