Rok 1996, styczeń, mróz dochodzący do 25 stopni w dzień i 30 w nocy. Sanatorium Ruch dzisiaj Pollex w Ciechocinku. Miałam 27 lat i byłam najmłodszą kuracjuszką, następny najmłodszy kuracjusz miał latek 48 i był dokładnie w wieku mojej mamy wówczas. I ów Pan stwierdził,że my jako najmłodsi jesteśmy sobie przeznaczeni na tym turnusie.

Koleżanka w pokoju miała lat 56 i była super babeczką , choć na początku byłam po prostu i wstrząśnięta i zmieszana.

Miałam na tym turnusie i imieniny i urodziny, a do dzisiaj mam prezent od mojego Towarzystwa Wzajemnej Adoracji -album na zdjęcia, a od Kazia, owego najmłodszego kuracjusza kasetę z Czterema Porami Vivaldiego oraz mnóstwo zdjęć. Stworzyliśmy super paczkę z jeszcze dwojgiem kuracjuszy. Nigdy tyle nie grałam w karty, bierki, chińczyka i kości.

A że był to karnawał i na dodatek Ciechocinek to i tańców było wiele. I mimo,że później poznałam kuracjuszy w swoim wieku z innego sanatorium, to pozostałam wierna temu z Ruchu.
