Re: Pilne ! Opinia o Sanatorium Jesienna Rezydencja w Nałęczowie
: 26 mar 2018 10:41
To już nie jest odpowiedź na "pilne", bo dawno po ptokach, ale ponieważ spędziłam w Jesiennej Rezydencji tydzień, mam taką potrzebę, żeby coś na ten temat napisać, może komuś się przyda. Tym bardziej, że Uzdrowisko Nałęczów oferuje na grouponie pobyt rehabilitacyjny, więc ktoś - tak jak my z koleżanką - pewnie bije się z myślami czy warto.
Niezależnie od tego co było napisane powyżej, według nas bardzo warto i z pewnością pojedziemy tam jeszcze. Nie wiem jak byłoby z pobytem trzytygodniowym w Nałęczowie, może to byłoby za długo, trudno mi powiedzieć, jednak miasteczko wydało mi się o wiele ciekawsze niż Busko, gdzie spędziłam 4 tygodnie i już naprawdę nie wiedziałam gdzie chodzić.
Ale Jesienna Rezydencja - oczywiście, nazwa nie ma wiele wspólnego z budynkiem - nie wiadomo czemu jesienna ta rezydencja, budynek przypomina raczej wielką nowoczesną stodołę i jest chyba jednym z najbrzydszych budynków w Nałęczowie (choć w otoczeniu drzew latem z pewnością wygląda lepiej). Jednak prócz wyglądu zewnętrznego nie mam więcej zastrzeżeń. Mieszkałyśmy w dwupoziomowym niemalże mieszkaniu, z aneksem kuchennym, toaletą na dole i łazienką na górze, garderobą, balkonem no i oczywiście, sypialnią na górze na antresoli. Była to trójka, z kanapą na dole i dwoma łóżkami na górze, my dopłaciłyśmy w sumie 200 zł za pobyt, żeby nam nikogo nie dokwaterowano (nie wiem co by było gdybyśmy nie dopłaciły...). Mieszkałyśmy na drugim piętrze, jest winda, oczywiście prócz przewiezienia walizek chodziłyśmy po schodach.
Wiadomo, do wszystkiego można się przyczepić, a raczej może zwrócić uwagę na pewne braki, które dość łatwo można byłoby naprawić: w dużej garderobie zmieściłoby się więcej półek, dłuższa szafa, jakaś długa półka na rzeczy, bo większość tego pomieszczenia była pusta. W łazience przydałyby się półeczki, krzesło. W kuchence masa miejsca ale szafka powieszona w najbardziej dziwnym miejscu, gdzie przeszkadzała. Ktoś nie pomyślał. Na oknie w sypialni bardzo brakowało zasłonki, budziłyśmy się razem ze słonkiem.
Wchodząc do naszego pokoju - mieszkanka bardzo potrzebowałam wycieraczki do butów, aż szkoda było wchodzić brudnymi butami na wykładzinę. No i jeszcze jakaś szczotka ze zmiotką by się przydały. Ale to wszystko tak naprawdę drobiazgi. Nam się nasze mieszkanko bardzo podobało i czułyśmy się w nim niemal komfortowo.
W tym samym budynku na dole jest gabinet pielęgniarki i lekarski. Na posiłki chodzi się na drugą stronę ulicy do Fortunata, tu też jest recepcja gdzie załatwia się wszystko, no i tu miałyśmy też ćwiczenia gimnastyczne. Wygodniej byłoby, szczególnie w chłodnej porze roku, jeść w tym samym budynku, no ale nie przesadzajmy, przejście przez malutką uliczkę do drugiego budynku dosłownie na przeciwko to nie jest problem. Co prawda trzeba się było ubierać, no ale co to za problem...
W porównaniu z poprzednimi moimi pobytami w sanatoriach (Busko i Inowrocław) tutaj mogę bardzo pochwalić ilość warzyw i owoców przy każdym posiłku. Choć oczywiście, byłyśmy "komercyjne" (groupon), nie zaglądałyśmy w talerze kuracjuszom na normalnych turnusach NFZ, ale tak na oko ich stoły niewiele się różniły od naszego. (cdn)
Niezależnie od tego co było napisane powyżej, według nas bardzo warto i z pewnością pojedziemy tam jeszcze. Nie wiem jak byłoby z pobytem trzytygodniowym w Nałęczowie, może to byłoby za długo, trudno mi powiedzieć, jednak miasteczko wydało mi się o wiele ciekawsze niż Busko, gdzie spędziłam 4 tygodnie i już naprawdę nie wiedziałam gdzie chodzić.
Ale Jesienna Rezydencja - oczywiście, nazwa nie ma wiele wspólnego z budynkiem - nie wiadomo czemu jesienna ta rezydencja, budynek przypomina raczej wielką nowoczesną stodołę i jest chyba jednym z najbrzydszych budynków w Nałęczowie (choć w otoczeniu drzew latem z pewnością wygląda lepiej). Jednak prócz wyglądu zewnętrznego nie mam więcej zastrzeżeń. Mieszkałyśmy w dwupoziomowym niemalże mieszkaniu, z aneksem kuchennym, toaletą na dole i łazienką na górze, garderobą, balkonem no i oczywiście, sypialnią na górze na antresoli. Była to trójka, z kanapą na dole i dwoma łóżkami na górze, my dopłaciłyśmy w sumie 200 zł za pobyt, żeby nam nikogo nie dokwaterowano (nie wiem co by było gdybyśmy nie dopłaciły...). Mieszkałyśmy na drugim piętrze, jest winda, oczywiście prócz przewiezienia walizek chodziłyśmy po schodach.
Wiadomo, do wszystkiego można się przyczepić, a raczej może zwrócić uwagę na pewne braki, które dość łatwo można byłoby naprawić: w dużej garderobie zmieściłoby się więcej półek, dłuższa szafa, jakaś długa półka na rzeczy, bo większość tego pomieszczenia była pusta. W łazience przydałyby się półeczki, krzesło. W kuchence masa miejsca ale szafka powieszona w najbardziej dziwnym miejscu, gdzie przeszkadzała. Ktoś nie pomyślał. Na oknie w sypialni bardzo brakowało zasłonki, budziłyśmy się razem ze słonkiem.
Wchodząc do naszego pokoju - mieszkanka bardzo potrzebowałam wycieraczki do butów, aż szkoda było wchodzić brudnymi butami na wykładzinę. No i jeszcze jakaś szczotka ze zmiotką by się przydały. Ale to wszystko tak naprawdę drobiazgi. Nam się nasze mieszkanko bardzo podobało i czułyśmy się w nim niemal komfortowo.
W tym samym budynku na dole jest gabinet pielęgniarki i lekarski. Na posiłki chodzi się na drugą stronę ulicy do Fortunata, tu też jest recepcja gdzie załatwia się wszystko, no i tu miałyśmy też ćwiczenia gimnastyczne. Wygodniej byłoby, szczególnie w chłodnej porze roku, jeść w tym samym budynku, no ale nie przesadzajmy, przejście przez malutką uliczkę do drugiego budynku dosłownie na przeciwko to nie jest problem. Co prawda trzeba się było ubierać, no ale co to za problem...
W porównaniu z poprzednimi moimi pobytami w sanatoriach (Busko i Inowrocław) tutaj mogę bardzo pochwalić ilość warzyw i owoców przy każdym posiłku. Choć oczywiście, byłyśmy "komercyjne" (groupon), nie zaglądałyśmy w talerze kuracjuszom na normalnych turnusach NFZ, ale tak na oko ich stoły niewiele się różniły od naszego. (cdn)