Kleinehexe pisze: 21 mar 2023 22:51
No w sumie ta Pani była taką jakby miejscową Hexe
To teraz ja coś opiszę coś co wyjaśni mój nick, a jednocześnie jest bardzo aktualną, bo dzisiejszą sprawą.
Tak, Hexe to z niemieckiego czarownica, jędza, wiedźma. Dlaczego tak? Bo nie raz mówiono, że jestem wiedźmą. Nie tylko ze względu na jędzowaty charakterek

, a dlatego, że mam szczególną zdolność "wykrakania " niestety złych, nieprzyjemnych sytuacji. (Na temat tego dlaczego akurat złych mam swoją teorię, ale to może kiedyś wyjaśnię). Przedrostek "kleine" tyczy się mojego dość niskiego wzrostu, jak też tego, że moje "magiczne" zdolności są mikre.
Nie raz słyszałam od kierowcy, przed podróżą samochodem słowa: "Nawet nie myśl". Oczywiście chodziło o to, by nie ściągać myślami negatywnych zdarzeń. Dlatego też nauczyłam się myśleć pozytywnie i często o tym mówię, bo wiem, że mi to służy i może tak samo służyć innym. Przede wszystkim muszę uważać, żeby nikomu źle nie życzyć (choć czasem trudno się powstrzymać

) i nawet w żartach nie mówić, że coś złego się może wydarzyć (nasz umysł na żartach się nie zna). Moim zdaniem każdy ma takie możliwości, tzn. umie ściągać myślami dobre i złe sytuacje. Na razie tego wątku też nie będę rozwijać, może kiedyś ten temat jeszcze wypłynie.
Na potwierdzenie tego zjawiska opiszę sytuację z ostatnich dni. Jakiś tydzień temu, w dyskusji z koleżanką w pracy (nie będę wchodzić w szczegóły, bo za długo by było), dodam, że dość emocjonalnej (silne emocje mają przy tych zjawiskach znaczenie), wypowiedziałam takie słowa: "Jeśli będziesz się nastawiać, będziesz się lękać i myśleć o tym, że ktoś Cię okradnie, to tak się stanie". Możecie nie uwierzyć , ale dzisiaj miała włamanie do domu, została okradziona.
Może to przypadek, niefortunny zbieg okoliczności, ale ja w przypadki nie wierzę. Mam teraz wyrzuty, że się zapomniałam.

Na swoje usprawiedliwienie dodam, że jej tego nie życzyłam. Chciałam tylko pomóc, by swoim negatywnym podejściem do życia nie przyciągała złego, ale chyba tylko wzmocniłam energetycznie zdarzenie.

Dla mnie to lekcja i potwierdzenie wniosku, do którego ostatnio doszłam, a mianowicie: nie mogę, nawet w dobrej intencji, nikogo przekonywać to swojej prawdy. Każdy ma prawo żyć swoją prawdą i powinniśmy to uszanować, a służyć radą tylko wtedy, gdy ktoś o to poprosi. Niech każdy żyje jak chce i nawet jeśli kompletnie się z tym nie zgadzam, to jedyne co mogę zrobić, to to uszanować i zaakceptować. Postaram się tego trzymać.