Florciu
Z życia pewnej kamienicy :)
Proszę by każdy nowy wątek rozpoczynał się wierszem. Najlepiej by to był wiersz autora wątku, ewentualnie wiersz na temat sanatorium.
Uwaga! Jeśli wstawiacie czyjąś twórczość, pamiętajcie, że powinniście posiadać zgodę autora lub właściciela praw na publikację. To bardzo ważne.
Proszę też by nie tworzyć tu wątków, które bardziej pasują do działu "Na każdy temat". Niech ten dział będzie wyłącznie związany z twórczością sanatoryjnych poetów
Poza tym obowiązują wszystkie zasady z regulaminu ogólnego pisania postów na forum dostępnego tu viewtopic.php?t=10
-
forumowicz
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
Totalna wariacja. Po kilkunastu minutach pieseł trafił do mnie (nogi nawet ta w gipsie trzęsły mi się jak galareta – oczami wyobraźni widziałam nieszczęsnego Rolmopsa w stanie agonalnym z przegryzionym gardłem...dziwne ale nie na odwrót).
Co ja się nieszczęsna nasłuchałam od Marianka....lista do wykluczenia mnie z grona publicznego była długa. Powiedziałam tylko z takim spokojem na jaki było mnie stać, żeby tego wyleniałego sierściucha trzymał z daleka i kuśtykając z wcale nieprzejętym sytuacją Rolsiem wróciłam z dumnie podniesioną głową do domu.
Mówiłam Wam, że zmiany w naszym dzikim domu są ogromne.
Szanowna administracja raczyła oddać zapyziały do tej pory strych. Mamy z nami Małgosię , zajefajnie tym bardziej, że dziewczyna obyta widać a jej papuga to klasa sama w sobie (chyba samiec bo powitał mnie słowami „ Co się gapisz stara ruro?” Cygana (tutaj mogę coś pomerdać bo mam totalny mętlik w głowie kto gdzie z kim, dlaczego i po co – może miałam przy okazji upadku jakiś wstrząs mózgu czy cuś...) zajmie wydzieloną część strychu. Plus pies. Oby mniej charakterny niż to moje nieszczęście . Zresztą może to suczka i nie będzie tak źle ?
No i Gienia. Nareszcie przestrzeń na parterze za kamienicą ma lokatora. Poukładana, konkretna ma takie podejście, że Andrzejek nawet w nocy nabrał werwy aby jej to lokum nieco przysposobić.
Kurczę jak ja tych naszych ludzików uwielbiam! Czasami nie znoszę a potem znowu uwielbiam. Co prawda w stan upojenia wpadam zbyt często i mam dzięki nim mieszkanie jak po katastrofie lotniczej ale mam też wsparcie, omleciki, krokieciki, dobre słowo , rozrywkę ...lepiej kończę bo się rozczulę nadmiernie i znowu tusz mi spłynie. (kurczę przecież tuszu nie mam bo snuję się jak to widmo ostatnio.) Bez makijażu i w powyciąganym dresie. Fioletowym na dodatek.
-
forumowicz
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
- BozenaMat
- Super Kuracjusz

- Posty: 6394
- Na forum od: 24 lip 2018 18:32
- Oddział NFZ: Małopolski
- Staż sanatoryjny: 2
- Podziękował: 6 razy
- Podziękowano: 30 razy
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
No rewelacja... i o to właśnie chodziło... by jak każdy coś dorzuci... ciągnąć te wariackie opowieści.......
To ja tak w try miga skończę filmik i......... później zerknę na zakończenie. Ale już wiem, że się popłaczę
- malgorzatas
- Przyjaciel forum

- Posty: 58948
- Na forum od: 16 lis 2013 14:16
- Oddział NFZ: Wielkopolski
- Staż sanatoryjny: 6
- Podziękował: 1 raz
- Podziękowano: 2 razy
-
forumowicz
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
-
forumowicz
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
- BozenaMat
- Super Kuracjusz

- Posty: 6394
- Na forum od: 24 lip 2018 18:32
- Oddział NFZ: Małopolski
- Staż sanatoryjny: 2
- Podziękował: 6 razy
- Podziękowano: 30 razy
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
Pomyślę przed snem, co to Marianek za spadek dostał......... a teraz jeszcze takie moje spojrzenie na wkroczenie Marianka do kamienicy
Stałam na tym chybotliwym krzesełku, co to Andrzejek usiłował utrzymać w jako takiej stabilności, co bym nie fiknęła, bo co jak co… ale normę szwów to już mam na 3 lata w przód…. starając się utrzymać równowagę, a nie było to łatwe… Andrzejek ziorał na moje w getry obleczone nózięta… daleko im do doskonałości więc nie wiem co Go tak zaabsorbowało, ale nijak szło Mu ten stołeczek utrzymać. W jednej ręce miałam ostatnią girlandę do powieszenia, w zębach trzymałam tasiemkę (Zosieńka ją wysnuła z galotek wnusia, ale była niczego sobie… oczywiście tasiemka… Zosieńka zresztą też, bo te procenty cośmy na poczet spadku spożyli zrobiło swoje), co by nią przytwierdzić ową girlandę nijak było mi warknąć do Andrzejka, by lepiej przyłożył się do trzymania krzesełka. Niepomna na czym stoję… i kto dba o utrzymanie poziomu mojego stania… majtnęłam nózią i Andrzejek dostał (może nie solidnego, ale zawsze jakiegoś) kopa pod żebra. Opamiętałam się co też ja wyczyniam w momencie brania zamachu, ale nózia już poleciała, to dzieło zostało dokonane… Andrzejek wrzasnął, ja ledwie, ledwie zeskoczyłam na posadzkę… ale tak niefortunnie, że pociągnęłam girlandę za sobą, która spadła i oplotła Rademenesa, co to jak zwykle pętał się pod nogami. Zaskowyczał, pierzchnął przed siebie, za nim skoczył Rolmopsik… w sam raz pod nogi nadchodzącego Marianka…….. który zamarł… zrobił krok w tył… następnie znów w przód….. i pewno tańczyłby tak do rana, ale Florcia zawołała……….
- spadek żeś dostał…….. gadaj jaki
Wszystkie głowy… a było ich niemało… skierowały się na Marianka i wyczekiwaliśmy…… Cisza jak makiem zasiał, gdy nagle… ”co się gapisz stara ruro”. To papuga Gosi chciała zacnie powitać wchodzącego, ale znów wyszło jak wyszło… zacność w naszej kamienicy??
Staliśmy tak, patrzyliśmy na Marianka… Marianek na nas…. wreszcie Gienia wpadła na pomysł, jak ratować sytuację. Chwyciła kubeczek, nalała sporą miarkę procentów i podając potykającemu się o własne nogi Mariankowi wrzasnęła:
- natentychmiast gadaj jaki spadek mamy
No dobra........ może być, że mamy
No to zaczyna się zabawa...........
Ja opcjonuję, że kocicę Klakierkę, co by Rademenes miał towarzyszkę życia
-
forumowicz
