Przed dwoma dniami wróciłam ze Świnoujścia, mieszkałam w Złotym Kłosie. To był mój pierwszy wyjazd na leczenie uzdrowiskowe. Nie wystraszyłam się opinii i wybrałam to miejsce ze zwrotów. Warunki bytowe były wystarczające, jestem naprawdę zadowolona z pobytu. Mieszkałam sama w pokoju z dużym balkonem, bo nie wszyscy przyjechali i było parę wolnych miejsc. Posiłki smaczne, obsługa uprzejma, ośrodek położony bardzo blisko Zakładu Przyrodoleczniczego "Rusałka", w którym miałam wszystkie zabiegi. Nie mam też żadnych zastrzeżeń do pracy fizjoterapeutów, bo zabiegi odbywały się punktualnie i w dobrej atmosferze. Gorzej z planowaniem tych zabiegów, bo czasem ich liczba nijak miała się do zaleceń związanych z efektem terapeutycznym, np. 6 zabiegów laserem, ale po 3 na jedno kolano

Do tego kuracja wodą mineralną kupowaną w Szczawnicy
Zdarzało się, że zamiast użycia naturalnej solanki sypano do wanien ze zwykłą wodą sól. Odbywała się gimnastyka w 12 osobowych grupach, w ostatnim tygodniu (po wykryciu zakażenia w Admirale) zaproponowano noszenie masek podczas ćwiczeń, ale zrezygnowałam wtedy z udziału. Zaostrzone zostały wtedy też zasady bezpieczeństwa - zwracano uwagę kuracjuszom, którzy np. nie zmierzyli temperatury przy wejściu do Rusałki lub nie mieli maseczki.
Spędziłam bardzo dobre trzy tygodnie, korzystałam z wypożyczalni rowerów, ale nie tej mieszczącej się w budynku Złotego Kłosa, tylko położonej trochę dalej (Słowackiego 20) w pobliżu poczty - polecam dobre, wygodne i zadbane rowery. Jeździłam na 7 biegowych miejskich i dawały radę przy 20-30 kilometrowych wycieczkach, dalej nie jeździłam, ale pewnie też byłoby ok.