A ja to zdjęcie odczytuję w ten sposób:elvis pisze:
Elvis na turnusie, ale jakże zmartwiony, że turnus mija a on niczyj, taki biedny piesek, który chciałby aby jakaś Pani jego przygarnęła.

A ja to zdjęcie odczytuję w ten sposób:elvis pisze:

Ależ ja Tobie współczuję. Takie zwierze, co to patrzy na turnusie na dwoje dojrzałych ludzi, którzy idą alejką uśmiechnięci i rozmawiają a Elvis, biedny piesek drepce za nimi aby chociaż posłuchać o czym oni rozmawiają, z czego się śmieją. Jak podsłucha to może i on się pośmieje.elvis pisze:Mąż tu,żona tam,zadaje pytanie, jaki to małżeństwa stan? Stan przedzawałowy,bo czynią co chcą obie połowy.Takie 5 min dla 50latka dancingi,kawka ciasteczko,herbatka,rączka na kolanie,a potem do łóżka śniadanieNo i tak się kręci,kolejny wyjazd co raz bardziej nęci. Tupiemy nóżkami w sanatoryjnej kolejce,liczby,miesiące przez życie dzielimy,byle nie zima bo to miesiące, tak zwane miny
Morał sanatoryjny jest taki,że niektórzy zachowują się jak zwierzaki. Ja do nich nie należę bo jam grzeczne zwierzę



No, no super hobby ma Twój mężuś. Nie ciągnij jego za sobą, nie każ odwiedzać tak pochłoniętego mężusia. Jak wrócisz troszkę zmęczona sanatoryjnymi zabiegami to mężuś Kawkę Ci zaparzy a potem ustawi przed Tobą swoje dzieła. Jak ja Ci zazdroszczę... oczywiście mężusia, który ma tak cudowne hobby. Ja tam bym jego nigdy nigdzie nie ciągała. Niech składa... a co tam. Lepsze to niż wędkowanie chociaż... kto wie, kto wiemargot pisze:Darku jeśli w roku Pańskim 2014 Krynica to tylko ze mną - mam na myśli ...Babcię Twojego Wnusia .........a Ty przyjedziesz w odwiedziny , chyba nie będziesz taki jak mój mężuś i nie będziesz pochłonięty swoim hobby czyli sklejaniem modeli samochodów i motocykli w skali 1:6 a VW ,, Garbus" 1:16 i najnowsze dziecko Mercedes Sl Cabrio 1:16




Och jak cudnie. Jak ja bym tak chciała. Wiesz, gdy ja wyjeżdżałam do Ciechocinka w 2010 to też planowałam z mężem, że on do mnie przyjedzie, ale to były plany. Potem gdy byłam w sanatorium dzwoniłam do męża każdego dnia, aż w końcu on do mnie powiedział mniej więcej tak: "Kochanie nie dzwoń do mnie każdego dnia. Korzystaj z zabiegów wszelakich, ciesz się wolnością". Posmutniałam i na kilka dni odłożyłam telefon. Po tych kilku dniach on do mnie zadzwonił i znów telefony nasze grzały się bo rozmowy trwały długo, a nawet jeszcze dłużej. Zapraszałam jego ale on mówił, że nie przyjedzie no bo kto zaopiekuje się jego chorą mamą (mama chora na alzheimera. Mieszka tuż obok naszego domu, więc rozumiesz). Pogodziłam się z tym. Gdy 3 dni przed zakończeniem turnusu zadzwoniłam po śniadaniu do niego i zapytałam co robi, odpowiedział że kosi trawnik. Zdziwiłam się, bo głos był jakby z pomieszczenia, poza tym sana suczka która mieszka w zagrodzie nie szczekała. Zapytałam ponownie gdzie jest i co robi? Potwierdził to co poprzednio. Pożegnaliśmy się i rozłączyliśmy. Coś mnie niepokoiło, od razu pomyślałam, że jakichś kolegów sobie na wódeczkę sprowadził bo chata wolna. Zadzwoniłam do syna, który powiedział mi, że wczoraj widział się z ojcem a ten powiedział jemu, że jest bardzo zajęty, że nawet do mamy nie miał kiedy pojechać. Pomyślałam - szkoda mi jego, tak pracuje w ogrodzie, opiekuje się chorą mamą podczas gdy ja tutaj odpoczywam, relaksuję... etcmargot pisze:Haniu mój mężuś przyjeżdża po mnie informując z dokładnością co do 5 minut ( tak było ostatnio i nie tylko, oczywiście jesteśmy w kontakcie w Jego drodze tak mniej więcej co pół godziny ) to ja czekam na Niego z Jego ulubioną kawusią , a w drodze powrotnej jemy pyszny obiadek i cieszymy się razem z powrotu czekając na mój kolejny wyjazd rehabilitacyjny![]()
![]()
