Re: Leśnik Drzewiarz Krynica Zdrój
: 15 sie 2019 18:56
Po przeczytaniu wszystkich och-ów i ach-ów dotyczących tego sanatorium trafiłem i ja do niego.
Większość pozytywnych opinii potwierdza się. Ograniczę się do kilku dodatkowych moich (i nie tylko) spostrzeżeń:
Plusy dodatnie:
- wyżywienie na które nie można narzekać, bez względu na to z jakiej chorągwi jest przydział, NFZ, ZUS czy tzw. komercjuszki
. Jadło jest syte. Można sobie zawsze dolać zupy. Te są też dobre. Nie zawsze wszystko daje się przejeść. Narzekać mogą tylko marudy.
- baza zabiegowa na miejscu. Nie ma potrzeby wychodzenia z budynku. Dobrze rozwinięta i zorganizowana. Duży zakres zabiegów. Można zanurzyć się w igloo (kriokomora) i poczuć się przez chwilę jak eskimos
.
- jest dostęp do komputerów. Są trzy stanowiska w pobliżu recepcji i niespecjalnie oblegane, tak, że spokojnie można zasiąść do komputera. Zainstalowane przyjazne w użyciu systemy Windows.
Obok komputerów stoi pianino. Nikt na nim nie grał. Szkoda, chętnie bym posłuchał.
- kawiarnia z możliwością zamówienia soków. Dla zdrowotności. Duży wybór, a i przyzwoite ceny. Apetyczne soki i równie apetyczna osoba, kobieta przygotowująca soki. Za soczki
- na zewnątrz budynku przyrządy do ćwiczeń. W tym miejscu można się opalać kiedy słońce świeci , zagrać w szachy. Są jeszcze tacy?
- pod obiekt podchodzi czasem zwierzyna, jakieś rogate stworzenia z sierścią w „ciapki”. Można choć przez krótki czas pożyć w symbiozie z przyrodą. Zrobić sobie z nimi sweet focie
. Nie wiem tylko czy kopią
- dbałość przez załogantów o czystość wnętrza budynku, i części zewnętrznej. kwiaty na zewnątrz budynku i zieleń.
- załoganci generalnie spoko. Pomocni. Bądźcie dla nich wyrozumiali. Nie mają czasem lekko z taką masą ludzi. Trudno wszystkim dogodzić.
- wycieczki organizowane przez PTTK i Biuro Turystyczne Jaworzyna. Jest tego dużo. Byle kasy starczyło
- bywają na parterze kupcy. Można od nich kupić świecidełka, wachlarze, ciuszki i inne mniej lub bardziej przydatne drobiazgi. Info dla tych co lubią kasiorę wydawać. Tylko pamiętajcie, nie szata zdobi człowieka, a jego wnętrze.
- bardzo dobrze opracowana strona internetowa sanatorium. Mnóstwo fotografii.
Plusy ujemne:
- budynek to moloch, wybudowany za czasów PRL-u, przyjmujący kuracjuszków z ZUS-u, NFZ i komercjuszków. Trudno w takim zintegrować społeczeństwo. Wszystkie molochy poznać można zanim człowiek do sanatorium się stawi. Wystarczy popatrzeć na focie budynków w necie.
Dojście do sanatorium drogą nieco pod górkę. W końcówce drogi bardziej stromo. Spoko,mam nadzieję, że dacie radę. Ja, dałem to wy też dacie.
- jedna winda w pobliżu schodów. Bywa, że często oblegana i do posiłków trzeba zejść po schodach.
- zbyt ciepło w windzie. Jakiś wentylator jest i bzyka, ale on nie chłodzi jeno grzeje
. Być może, że z jego ciągłej pracy to wynika
- wąskie schody w pobliżu windy. Przy mijaniu trzeba niestety przekręcić korpus, aby ułatwić mijanki ludzi. Przydałby się znak drogowy, zwężenie drogi i drugi, pierwszeństwo dla pojazdu nadjeżdżającego z przeciwka (idącego do góry,temu zazwyczaj ciężej się poruszać). A, że znaków nie ma, dokąd ich nie zamontują, to pamiętajcie chłopaki, kobiety mają zawsze pierwszeństwo
.
- brak KO-wca
. Niewielu się w sanatoriach takich uchowało.To wielka szkoda, że nie ma motoru napędowego wszelakich imprez. Przy okazji integrowałby tzw. naród sanatoryjny. Tym samym brak ogłoszeń w trakcie posiłków.
- jadalnia, zbyt duża. Coś na mojego oko, to co najmniej około 200 chłopa (Janosików) i dziewek (Maryn) mieści to miejsce.Nietrudno sobie wyobrazić, że w trakcie posiłków jest jak w ulu. Tylko w trakcie obiadu ZUS-owcy pół godziny wcześniej się stawiają. Spoko, i na to jest sposób. Można na czas posiłków zabrać ze sobą zatyczki do uszu
. Załodze współczuje, ale jakoś dają radę i za to ich podziwiam. Jakość posiłków rekompensuje niedogodność związaną ze znaczną ilością ludzi podczas ich spożywania.
- konieczność zabrania ze sobą okularów. Do bliży i dali. Wszystko trzeba wyczytać z kartek lub tablic bo w tym ośrodku niewiele się mówi. Chyba, że ktoś załogantów zapyta.
- plamy na wykładzinach podłogowych
. Wyglądają nieestetycznie. I to mnie dziwi, że w ośrodku pucuje się wszystko, by było czysto, a o wykładzinach się zapomina. Przecie są środki do czyszczenia bez zdejmowania wykładzin z podłogi. Najlepiej je w ogóle zdjąć. Swoją drogą zastanawiam się dlaczego ci przez których powstały nie przyczynili się do ich zlikwidowania po wylaniu na ten przykład herbaty czy innego napoju.
- brak spotkania z medykiem uświadamiającym o plusach pobytu w Krynicy, o wodach leczniczych, leczeniu, wpływie spożywania napojów „rozrywkowych”
na organizm w trakcie pobytu sanatoryjnego.
- szwankuje planowanie zabiegów. Można usiłować dokonać poprawek.
- czasem możecie popluskać się chwilę dłużej w kąpieli bo „zakręcona”
dziewczyna zapomni nastawić zegar z dzwonkiem. Ale to z korzyścią dla Was. Byle na posiłek zdążyć zanim wystygnie
. No cóż, ludzi jest duuużo, ale też jakoś dają radę.
- czasem zbyt głośna muzyka w kawiarni w godzinach wieczornych. Kawiarnia jest vis a vis korytarza prowadzącego do gabinetów medycznych, pielęgniarek i rehabilitacyjnych. Na oczekiwanie na wizytę u pielęgniarki zabierzcie ze sobą stoppery. Współczuję też pielęgniarkom (fajowe babeczki, to dla nich
),bo muszą tego hałasu słuchać. Tak się zdarzyło, kiedy nie było żadnej potańcówki, wieczorków zapo/rozpo/znawczych, tylko nie wiem czemu tak głośno. Pomieszczenie kawiarni nie jest duże.Ciszej jest kiedy występują zespoły na żywo, czy jest wieczorek taneczny.
- wieczorki z muzyką coś nie wychodziły. Niewielu było chętnych
. Czego to dowodzi? Za duży ośrodek, gdzie trudniej zintegrować ludzi? Pora letnia, gdzie lepiej wyjść na zewnątrz na spacer, czy może my, naród robimy się bardziej zamknięci, niedostępni? Upadek sanatoryjnych obyczajów? Kontrole z ZUS-u
? . Taniec to ruch, a to też terapia.
- zaproszenia do kawiarni na... dyskotekę
. Sorry, ale dyskoteki to bardziej dla młodzieży a nie dla nas dziadziusiów i babć
. Bardziej pasuje ogłoszenie potańcówka, wieczorek taneczny. Może jeszcze inne. Zaproponujcie coś.
Niektóre z powyższych uwag można przypisać i innym sanatoriom. Zjawiska są podobne, coraz powszechniejsze.
Taka przydatna uwaga. Przed wejściem do budynku są strome schody. Po tych schodach niektórzy targają walizki. Niepotrzebnie. Kilka metrów dalej od głównego wejścia, w narożu budynku, są następne drzwi, do których dojście nie zmusza do większego wysiłku, a i wprowadzenie ciężkiej walizki nie stwarza problemu.Idzie się po terenie płaskim,a nie po schodach, nieco po górkę. Jest tabliczka przed stromymi schodami z napisem „Recepcja”, strzałka w prawo i rysunkiem ludka z walizką. Na tę tabliczkę nie zwracają czasem uwagi przyjezdni. Zazwyczaj widzą strome schody i zapominają o rozejrzeniu się, kiedy muszą wytargać po nich walizki. Tabliczka jest na foci na stronie sanatorium.
Krynica-Zdrój
Plusy dodatnie:
Kurort znany od dawna. Deptak, z ładnymi kwiatami, ławkami, fontannami. Miejsca do leżakowania, spacerów. Zadbane trawniki z kwiatami, Park Zdrojowy, też do spacerów, gdzie poprawiane są alejki spacerowe. Częste są występy zespołów (w godzinach popołudniowych, podwieczornych) i różne imprezy. Ładna okolica. Zaczyna się już za Starym Sączem (info dla tych co przyjadą samochodami lub pociągiem z tej strony). W okolicy miejscowości godne uwagi: Słotwiny (cerkiew) , Tylicz (Cerkiew, kościół z golgotą)), Muszyna (basen letni, parki, mniejsza miejscowość i mniejszy gwar niż w Krynicy). Gdzie by nie pojechać , coś ciekawego jest do obejrzenia.W okolicy Krynicy szlaki dla „piechoty”. Jak zwykle nie zawsze dobrze oznakowane. Architektura ciekawa ,mnóstwo zabytkowych, ciekawych dla oka willi, hotele.
Plusy ujemne:
Dużo ludzi w sezonie. Całe szczęście, że nie tak jak na Krupówkach w Zakopanem, na trasie do Morskiego Oka. Niesamowity ruch samochodowy. Na drogach sporo samochodów ciężarowych. Za dużo. Jeden jedzie za drugim. Nie ma żadnej obwodnicy omijającej Krynicę.
Powyższy tekst dla Was sporządził:
kuracjuszek amatorek
Większość pozytywnych opinii potwierdza się. Ograniczę się do kilku dodatkowych moich (i nie tylko) spostrzeżeń:
Plusy dodatnie:
- wyżywienie na które nie można narzekać, bez względu na to z jakiej chorągwi jest przydział, NFZ, ZUS czy tzw. komercjuszki
- baza zabiegowa na miejscu. Nie ma potrzeby wychodzenia z budynku. Dobrze rozwinięta i zorganizowana. Duży zakres zabiegów. Można zanurzyć się w igloo (kriokomora) i poczuć się przez chwilę jak eskimos
- jest dostęp do komputerów. Są trzy stanowiska w pobliżu recepcji i niespecjalnie oblegane, tak, że spokojnie można zasiąść do komputera. Zainstalowane przyjazne w użyciu systemy Windows.
Obok komputerów stoi pianino. Nikt na nim nie grał. Szkoda, chętnie bym posłuchał.
- kawiarnia z możliwością zamówienia soków. Dla zdrowotności. Duży wybór, a i przyzwoite ceny. Apetyczne soki i równie apetyczna osoba, kobieta przygotowująca soki. Za soczki
- na zewnątrz budynku przyrządy do ćwiczeń. W tym miejscu można się opalać kiedy słońce świeci , zagrać w szachy. Są jeszcze tacy?
- pod obiekt podchodzi czasem zwierzyna, jakieś rogate stworzenia z sierścią w „ciapki”. Można choć przez krótki czas pożyć w symbiozie z przyrodą. Zrobić sobie z nimi sweet focie
- dbałość przez załogantów o czystość wnętrza budynku, i części zewnętrznej. kwiaty na zewnątrz budynku i zieleń.
- załoganci generalnie spoko. Pomocni. Bądźcie dla nich wyrozumiali. Nie mają czasem lekko z taką masą ludzi. Trudno wszystkim dogodzić.
- wycieczki organizowane przez PTTK i Biuro Turystyczne Jaworzyna. Jest tego dużo. Byle kasy starczyło
- bywają na parterze kupcy. Można od nich kupić świecidełka, wachlarze, ciuszki i inne mniej lub bardziej przydatne drobiazgi. Info dla tych co lubią kasiorę wydawać. Tylko pamiętajcie, nie szata zdobi człowieka, a jego wnętrze.
- bardzo dobrze opracowana strona internetowa sanatorium. Mnóstwo fotografii.
Plusy ujemne:
- budynek to moloch, wybudowany za czasów PRL-u, przyjmujący kuracjuszków z ZUS-u, NFZ i komercjuszków. Trudno w takim zintegrować społeczeństwo. Wszystkie molochy poznać można zanim człowiek do sanatorium się stawi. Wystarczy popatrzeć na focie budynków w necie.
Dojście do sanatorium drogą nieco pod górkę. W końcówce drogi bardziej stromo. Spoko,mam nadzieję, że dacie radę. Ja, dałem to wy też dacie.
- jedna winda w pobliżu schodów. Bywa, że często oblegana i do posiłków trzeba zejść po schodach.
- zbyt ciepło w windzie. Jakiś wentylator jest i bzyka, ale on nie chłodzi jeno grzeje
- wąskie schody w pobliżu windy. Przy mijaniu trzeba niestety przekręcić korpus, aby ułatwić mijanki ludzi. Przydałby się znak drogowy, zwężenie drogi i drugi, pierwszeństwo dla pojazdu nadjeżdżającego z przeciwka (idącego do góry,temu zazwyczaj ciężej się poruszać). A, że znaków nie ma, dokąd ich nie zamontują, to pamiętajcie chłopaki, kobiety mają zawsze pierwszeństwo
- brak KO-wca
- jadalnia, zbyt duża. Coś na mojego oko, to co najmniej około 200 chłopa (Janosików) i dziewek (Maryn) mieści to miejsce.Nietrudno sobie wyobrazić, że w trakcie posiłków jest jak w ulu. Tylko w trakcie obiadu ZUS-owcy pół godziny wcześniej się stawiają. Spoko, i na to jest sposób. Można na czas posiłków zabrać ze sobą zatyczki do uszu
- konieczność zabrania ze sobą okularów. Do bliży i dali. Wszystko trzeba wyczytać z kartek lub tablic bo w tym ośrodku niewiele się mówi. Chyba, że ktoś załogantów zapyta.
- plamy na wykładzinach podłogowych
- brak spotkania z medykiem uświadamiającym o plusach pobytu w Krynicy, o wodach leczniczych, leczeniu, wpływie spożywania napojów „rozrywkowych”
- szwankuje planowanie zabiegów. Można usiłować dokonać poprawek.
- czasem możecie popluskać się chwilę dłużej w kąpieli bo „zakręcona”
- czasem zbyt głośna muzyka w kawiarni w godzinach wieczornych. Kawiarnia jest vis a vis korytarza prowadzącego do gabinetów medycznych, pielęgniarek i rehabilitacyjnych. Na oczekiwanie na wizytę u pielęgniarki zabierzcie ze sobą stoppery. Współczuję też pielęgniarkom (fajowe babeczki, to dla nich
- wieczorki z muzyką coś nie wychodziły. Niewielu było chętnych
- zaproszenia do kawiarni na... dyskotekę
Niektóre z powyższych uwag można przypisać i innym sanatoriom. Zjawiska są podobne, coraz powszechniejsze.
Taka przydatna uwaga. Przed wejściem do budynku są strome schody. Po tych schodach niektórzy targają walizki. Niepotrzebnie. Kilka metrów dalej od głównego wejścia, w narożu budynku, są następne drzwi, do których dojście nie zmusza do większego wysiłku, a i wprowadzenie ciężkiej walizki nie stwarza problemu.Idzie się po terenie płaskim,a nie po schodach, nieco po górkę. Jest tabliczka przed stromymi schodami z napisem „Recepcja”, strzałka w prawo i rysunkiem ludka z walizką. Na tę tabliczkę nie zwracają czasem uwagi przyjezdni. Zazwyczaj widzą strome schody i zapominają o rozejrzeniu się, kiedy muszą wytargać po nich walizki. Tabliczka jest na foci na stronie sanatorium.
Krynica-Zdrój
Plusy dodatnie:
Kurort znany od dawna. Deptak, z ładnymi kwiatami, ławkami, fontannami. Miejsca do leżakowania, spacerów. Zadbane trawniki z kwiatami, Park Zdrojowy, też do spacerów, gdzie poprawiane są alejki spacerowe. Częste są występy zespołów (w godzinach popołudniowych, podwieczornych) i różne imprezy. Ładna okolica. Zaczyna się już za Starym Sączem (info dla tych co przyjadą samochodami lub pociągiem z tej strony). W okolicy miejscowości godne uwagi: Słotwiny (cerkiew) , Tylicz (Cerkiew, kościół z golgotą)), Muszyna (basen letni, parki, mniejsza miejscowość i mniejszy gwar niż w Krynicy). Gdzie by nie pojechać , coś ciekawego jest do obejrzenia.W okolicy Krynicy szlaki dla „piechoty”. Jak zwykle nie zawsze dobrze oznakowane. Architektura ciekawa ,mnóstwo zabytkowych, ciekawych dla oka willi, hotele.
Plusy ujemne:
Dużo ludzi w sezonie. Całe szczęście, że nie tak jak na Krupówkach w Zakopanem, na trasie do Morskiego Oka. Niesamowity ruch samochodowy. Na drogach sporo samochodów ciężarowych. Za dużo. Jeden jedzie za drugim. Nie ma żadnej obwodnicy omijającej Krynicę.
Powyższy tekst dla Was sporządził:
kuracjuszek amatorek