Mój pierwszy raz... to "epopeja" ale może nie znudzę czytających...
Najlepiej będzie moją przygodę podzielić na rozdziały bo w jednym odcinku będzie trudno...
1. mam pomysł by pojechać
pod koniec 2006 troszeczkę podupadłem na zdrowiu i lekarz... zasugerował by trochę odpocząć. Zapas urlopu z trzech lat, za poprzednie firma zapłaciła... krótko mówiąc sześc lat bez urlopu nie licząc dodanych piątków lub poniedziałków do weekendu by latem zjeść rybę nad morzem latem albo poszaleć na nartach zimą...
Dostałem skierowanie, złożyłem i czekam... nawet zapomniałem że czekam bo atrakcje w pracy temu sprzyjały
Pod koniec października 2007 dostałem zawiadomienie, że od połowy lutego 2008 mam stawić się w raju...
Zacząłem przygotowania ścisłe! Podpytałem kolegów i koleżanki jak jest w sanatorium. Opinie były różne... musiałem wnioskować sam

.
W grudniu przygotowałem wniosek urlopowy i zapisałem się do naczelnego na rozmowę, podczas której oznajmiłem co zamierzam i poprosiłem o cztery tygodnie urlopu. Pogadaliśmy o aktualnych tematach a rozmowę o urlopie "stary" odłożył na jutro.
Następnego dnia od samego rana sekretarka poinformowała mnie, że mam audiencję... więc chwyciłem dokumenty bieżące no i oczywiście wniosek o urlop i popędziłem do "starego". Dzień dobry, proszę siadać, napijemy się kawy, pogadamy... zagaił "stary" a ja naiwny... położyłem papiery przed sobą a na wierzchu oczywiście wniosek o urlop...
Niech pan to odłoży na bok bo wczoraj już wszystko omówiliśmy... rzekł mój pryncypał. odsunąłem dokumenty, wniosek wrócił na miejsce i wtedy zrozumiałem patrząc na "starego, że o urlopie nie pogadamy również

...
Ale pogadaliśmy, to znaczy posłuchałem... że może później, że może w drugim półroczy i najlepiej jesienią... bo tyle tematów w toku, że harmonogramy, umowy...
Padło pytanie: jak długo pan u nas pracuje...? ponad sześć lat... odpowiedziałem i usłyszałem, że w ciągu sześciu lat wybrałem najmniej odpowiedni moment na urlop...
Dostałem propozycję awansu, robotę na dwa lata i radę, że jak okrzepnę na nowym stanowisku i wszystko ustawię to wtedy na urlop...

czyli mniej więcej za około...być może
I to był mój pierwszy wyjazd...
Jak zadeklarowałem, mój staż sanatoryjny wynosi 3, więc się z czasem udało

, to o debiucie napiszę w rozdziale 2.