I wydaje mi się, że po przeżyciach ... bardziej wspólny…
Wiem, że jeszcze nie raz trzeba będzie być może „zaprzeć się samego siebie”, iść pod prąd własnych uczuć, oczekiwań czy emocji wywołanych urazami i ambicją, żyć ze zranieniami wewnętrznymi…Ale wiem, że jednak warto nie rezygnować z miłości…Warto wspólnie odkrywać, że miłość coraz pełniejsza, bardziej dojrzała, czasem poprzedzona trudnymi decyzjami, jest możliwa…Bo fundamentem tego nowego uczucia jest ta miłość, która kiedyś nas połączyła, i która chociaż gdzieś tam była ukryta, zagrzebana – to jednak wciąż istnieje…podobno prawdziwa miłość zaczyna się dopiero od kochania „na złe”


