Według mnie błędne pytanie. Może lepiej pytać o:........ "któr zdrada wyrządzi mniej szkód, zada mniej bólu.
Zdrada to zdrada. Czy ta fizyczna czy emocjonalna. Wszystko zależy od osoby. Jedni uważają, iż myślami się nie zdradza, że przecież nic nie było, że tylko kontakt fizyczny to zdrada. Inni, że emocjonalnie potrafimy dotkiwiej zdradzić. A gdzie słowa......."ślubuję Ci miłość, wierność i
uczciwość małżeńską"?? Czy owa druga Pani jest uczciwa w odniesieniu do męża?
Nie uznaję półśrodków. Albo jest się z kimś i wtedy obowiązuje uczciwość i szacunek, albo...... gdy coś się wypala i żadne ratowanie nie pomaga... chyba lepiej pójść do przodu?
Uważam, że ten drugi przypadek da bół po trzech stronach. Owa Pani będzie się miotała, będzie rozdarta pomiędzy tak zwanym "obowiązkiem" w stosunku do męża, rodziny..... a pomiędzy zrodzoną ... właśnie, czym? Miłością, namiętnością, zafascynowaniem do owego Pana z sanatorium.
Mąż będzie odsunięty, pełen goryczy i bólu. Bez wyjaśnienia ze strony Pani nic nie bedzie rozumiał, nie będzie wiedział dlaczego tak się dzieje, co zrobił nie tak.
I na koniec ów Pan. Przeżył piękne chwile, teraz są rozmowy, SMS-y, coraz bardziej zacieśnia się więź. Co zrobić? Naciskać Panią, by podjęła drastyczną decyzję czy godzić się na namiastkę szczęścia? I ile potrafi być tym, co stoi z boku?
I może będę cyniczna, ale najmniej bólu zada ta pierwsza zdrada. Pani się "wyżyła", "rozładowała"....... o ile cały ten epizod nie odciśnie na Niej piętna, to życie potoczy się dalej... tak zwanym utartym torem. Tylko trzeba mieć silną osobowość, by udźwignąć poczucie winy z powodu zdrady. Ale są tacy ludzie, co w tym nie widzą winy.... choć ja tego nie rozumiem. Ale przecież każdy jest inny... inaczej patrzy na wiele spraw. Nigdy nie oceniam...... stosuję się do zasady...... "żyj i pozwój żyć innym". Ich życie... ich dylematy......

OK, na razie tyle. Pewno jeszcze coś mnie najdzie po....... Waszych wypowiedziach
