Przerzeczyn Zdrój - moja opinia z XII/2013
-
Andrzej111
- Bardzo Pomocny Kuracjusz

- Posty: 118
- Na forum od: 05 sty 2012 22:36
- Oddział NFZ: Kujawsko-Pomorski
- Staż sanatoryjny: 8
Przerzeczyn Zdrój - moja opinia z XII/2013
Na wstępie dodam, że nie jestem osobą konfliktową ani zbyt wymagającą, drobne uchybienia puszczam zawsze w niepamięć. Przebywałem już w kilku sanatoriach. Po powrocie z nich zamieszczam opinie na forum aby uzupełnić te które już dotychczas się pojawiły lub aby je uaktualnić. Sam takich informacji zawsze poszukuję i wiem jak często bywają pomocne. Nie zdarzyło mi się dotąd zamieszczać uwag krytycznych, wręcz przeciwnie miejsca w których dotychczas byłem zawsze na forum polecałem, a z pobytów byłem bardzo zadowolony.
W oddziale NFZ prosiłem aby skierowano mnie do sanatorium gdzie mógłbym skorzystać z wód siarczkowych (korzystałem z takich wcześniej z pozytywnym skutkiem). Przychylono się do tej prośby i w ten sposób znalazłem się w Przerzeczynie Zdroju.
Opis sanatorium można znaleźć w Internecie, składa się z kilku budynków oraz stołówki oddalonej ok. 300m od budynku głównego „Akacja”.
Pierwsze wrażenia bardzo pozytywne. Przyjęcie kuracjusza odbywa się w budynku recepcji. Panie w recepcji miłe, komunikatywne i kompetentne. Na miejscu również obsługa pielęgniarska i pomimo kolejki wszystko szło sprawnie. Miałem skierowanie do budynku „Akacja”, budynek po remoncie, czysto, a w pokoju nowe meble, wygodne łóżko, TV, lodóweczka i czajnik, dostęp do WiFi. Za standard oczywiście niewielka dopłata. Po pozostawieniu bagażu mogłem natychmiast udać się na wizytę lekarską.
Pani doktor (Ewa.J.) miła i kompetentna, wnikliwy wywiad i badanie wstępne, propozycje zabiegów. Podobnie podczas badania kontrolnego, pełne zrozumienie i troska o kuracjusza, brawo!
To wszystko napawało mnie optymizmem i wydawało się, że trafiłem w dobre miejsce.
Wieczorem otrzymałem już kartę zabiegową i pierwsze rozczarowanie. Przyjechałem tu głównie ze względu na wody, a otrzymałem tylko 8 kąpieli. Bardzo chętnie serwowany jest wszystkim basen ze względu na „wydajność”. Jednorazowo do basenu na ćwiczenia wchodzi 16 osób, miałem tych zabiegów aż 14. Ćwiczenia przez cały turnus prowadzi jedna i ta sama osoba. Choć osoba mila i uśmiechnięta nie zmienia repertuaru ćwiczeń więc ćwiczenia stają się nudne i monotonne. Można by przecież ćwiczenia urozmaicić zakupując hantle, deseczki i wprowadzić je do ćwiczeń. Szkoda, bo basen jest naprawdę ładny i funkcjonalny jak na warunki sanatorium. Polecam wykupienie karnetu na basen, można korzystać w godzinach popołudniowych tylko trzeba uważać aby panu basenowemu (brak identyfikatora więc nie wiem kto to był) nie pochlapać laptopa bo można spotkać się z groźnym spojrzeniem.
W sanatorium najważniejszą sprawą są zabiegi więc kilka słów o nich.
Miałem wrażenie, że zabiegi są tak planowane aby odbyły się jak najszybciej, aby personel jak najwcześniej miał spokojne ręce i nogi. Zdarzało się, że przed śniadaniem miałem już 2 zabiegi (7.00, 7.50), a po śniadaniu (8.30) gimnastykę na przyrządach. Całe szczęście, że pani od gimnastyki była wyrozumiała i sama zaproponowała abym przyszedł później, a nie zaraz po posiłku. W międzyczasie trzeba jeszcze było pokonać drogę do i ze stołówki, ubrać się i przebrać na zabieg. Ostatni zabieg miałem najpóźniej o 10.00. Nie wiem po co planowanie skoro często godziny wejścia na zabieg odbiegają od harmonogramu. W jednym przypadku pani rehabilitantka odręcznie mi zmieniła godziny i dni zabiegu, widocznie tak jej pasowało, a skoro mogła zmieniać to pewnie była ważniejsza od samego głównego komputera?
Pierwsze niemiłe wrażenia związane były z kąpielami w wannie. Oto jak wyglądały kąpiele w wodzie radoczynno-siarczkowej. W pomieszczeniu znajdują się dwie wanny. Osoby oczekujące na korytarzu na swoją kolejkę mogą spoglądać na osoby znajdujące się na golasa w wannie bo kiedy obsługa wchodzi do pomieszczenia to jedna z wanien znajduje się akurat naprzeciwko drzwi wejściowych. Żadnego parawanu, żadnej zasłonki!
Po opuszczeniu pomieszczenia przez kuracjuszki, wchodzi para panów. Rozbierają się do naga skazani na wzajemny ogląd. Pani z obsługi poleca wchodzić do wanny, a w niej dopiero napłynęło 5 cm wody, bo ..”dzisiaj słabe ciśnienie”. Leżałem więc w tej wannie 5 min. aż się napełniła, a potem jeszcze 10 min aby łączny czas był zachowany. W następne dni ciśnienie wody było znacznie lepsze. Pani z obsługi zagoniona, porusza się biegiem bo musi obsługiwać 7 wanien. Czy tego naprawdę nie można zmienić aby kuracjusza nie odzierać z intymności i aby przeprowadzić zabieg we właściwy sposób?
Rozwiązań może być kilka , a jedno z nich podsunęło samo życie. Otóż kiedy ostatniego dnia pobytu przyszedłem na kąpiel wanna była już napełniona. Mogłem więc od razu korzystać z zabiegu. Byłem w pomieszczeniu sam. Druga wanna właśnie się dopiero napełniała. Kiedy skończyłem zabieg i ubierałem się do pomieszczenie pani obsługująca wprowadziła następnego kuracjusza. Ja wyszedłem więc nie musieliśmy znowu przeżywać stresu związanego z wzajemnym okazywanej swojej nagości.
Wiem, że w tym dniu to był przypadek ale dlaczego w ten sposób zabieg nie mógł przebiegać codziennie? Wystarczyłoby jeszcze tylko zainstalować kotarę przed wanną która widoczna jest z korytarza i kuracjusze byliby zadowoleni i nie czuli się upokorzeni.
A teraz o zabiegach borowinowych. Jeden z kuracjuszy powiedział mi, że dla niego to najbardziej stresujący zabieg ponieważ ma pewien defekt swojego ciała i musi wystawiać to na widok innych kuracjuszy. Dla mnie tez był to zabieg stresujący, bo przebiegał następująco:
Drzwi rozbieralni wychodziły bezpośrednio na korytarz więc kiedy ktoś z obsługi wchodził to rozbierających i ubierających się golasów można było oglądać z korytarza. Nie wiem również dlaczego pani X, szukająca koleżanki Y wchodziła akurat przez męską rozbieralnię, przypadek? Do okładów borowinowych kręgosłupa trzeba było kłaść się na wznak na golasa dopóki nie obłożono mi jeszcze kolan i nie przykryto kocem . W tym samym czasie1,5 m przed łóżkiem na którym wystawiałem swoje wdzięki siedział na krześle inny kuracjusz który akurat miał zabieg na stopy, bark itp. Jeden z zażenowaniem spuszczał oczy, a inny potrafił je z ciekawości wytrzeszczać. Pani z obsługi miła i jako jedna z nielicznych starała się z uśmiechem rozładować sytuację. Wiem, że to nie jest zła wola pracowników. Oni się nie upomną o lepszą organizację pracy bo mogą ją stracić. Za przestrzeganie prawa pacjenta do intymności przez podległy personel medyczny ustawowo odpowiedzialny jest lekarz (art. 36 ust.3 ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty) ale pan doktor ma pewnie inne, ważniejsze sprawy na głowie niż troska o kuracjusza?
Teraz kilka słów o posiłkach. Jedzenie bardzo skromne, monotonne. Przez okres 3 tygodni nie podano ani razu żadnego owocu, nawet ćwiartki jabłka. Do napojów szklanki, pewnie już ze starości, podrapane i wyglądające jak brudne. Na sam ich widok choćby najlepszy napój nie może smakować. Jeszcze taka ciekawostka. W jadłospisie herbata z cytryną. Podawano ją w metalowym dzbanie, a w nim pływały dwa krążki cytryny dla stolika 5-osobowego. Pierwsze dni losowaliśmy kto ma te krążki wyłowić. Po rozmowie z panią dietetyczką na drugi dzień sytuacja się zmieniła. Cytryna była podana na talerzykach , krążki pokrojone tak aby dla każdej osoby wypadło po pół krążka cytryny. Pewnie obsługa kuchni sama uznała , że te pół krążka cytryny wygląda trochę głupio więc od następnego posiłku wszystko wróciło do starego sposobu podawania z tym, że teraz w dzbanie pływało tyle połówek ile osób siedziało przy stoliku. Teraz każdy mógł sobie z dzbana wyłowić swoją należną połówkę albo za pomocą widelca, noża lub łyżki do zupy. Na stół 5-osobowy podaje się tu tylko 3 małe łyżeczki, a do cukiernicy żadnej. Choć obsługa kelnerska sprawna i szybka zapewne nie ma wpływu na kulturę podawania.
Byłbym niesprawiedliwy gdybym nie zauważył pozytywnych stron mojego pobytu w Przerzeczynie Zdroju.
Jak już wcześniej wspomniałem, na pochwałę zasługują panie z recepcji, troska o pacjenta przez lekarkę prowadzącą dr Ewę J., obsługa kelnerska, pani od borowiny której uśmiech łagodził mój stres, pani od gimnastyki (choć „atlas” niepełnosprawny, a bieżnia zabytkiem). Szczególne podziękowania dla masażysty z pok. 112 który bardzo solidnie podchodzi do swojej pracy. Ten zabieg przynosił mi zarówno ulgę fizyczną jak i psychiczną bo pan potrafił nawiązać rozmowę z pacjentem, zapytać o samopoczucie i zdrowie. Pani salowa z Akacji wywiązywała się dobrze ze swoich zadań, chętnie wymieniała ręcznik i z uśmiechem odpowiadała na „dzień dobry”. Salowe to jedne z nielicznych pracownic które posiadają identyfikator. Czyżby reszta wstydziła się swojego nazwiska i stanowiska?
Z sanatorium w Przerzeczynie Zdroju wróciłem zestresowany i odarty z intymności. Mam nadzieję, że choć zabiegi będą skutkować poprawą mojego zdrowia.
Jeśli ktoś lubi klimaty lat 70-tych, obojętne mu jest co spożywa, z jakiego naczynia pije i nie przywiązuje wagi do tego jak jest traktowany, jeśli lubi wystawiać swoje ciało na widok innych kuracjuszy, to z pobytu w sanatorium w Przerzeczynie Zdroju będzie bardzo zadowolony
-
Gość
Re: Przerzeczyn Zdrój - moja opinia z XII/2013
-
Andrzej111
- Bardzo Pomocny Kuracjusz

- Posty: 118
- Na forum od: 05 sty 2012 22:36
- Oddział NFZ: Kujawsko-Pomorski
- Staż sanatoryjny: 8
Re: Przerzeczyn Zdrój - moja opinia z XII/2013
-
Gość
Re: Przerzeczyn Zdrój - moja opinia z XII/2013
-
Andrzej111
- Bardzo Pomocny Kuracjusz

- Posty: 118
- Na forum od: 05 sty 2012 22:36
- Oddział NFZ: Kujawsko-Pomorski
- Staż sanatoryjny: 8
Re: Przerzeczyn Zdrój - moja opinia z XII/2013
Re: Przerzeczyn Zdrój - moja opinia z XII/2013
Właśnie wróciłem z turnusu świątecznego .Potwierdzam w całości to co napisał Andrzej111 Kubki są już nowe ale bezpośrednią przyczyną ich wymiany była impreza dla dyrekcji niektórych uzdrowisk jaka miała miejsce w w piątek przed Świętami . Wtedy też malowano stołówkę i nikomu to nie przeszkadzało , że ludzie muszę spożywać posiłki w scenerii walających się folii i stojących rusztowań , powieszono na ścianie piękny telewizor a na zewnątrz intensywnie sprzątały aż trzy ekipy . Przypominało to czasy komuny. Nikt nie wspomniał też o pladze kotów okupujących stołówkę .Nie mam nic do tych miłych zwierzątek tylko byłoby dobrze ,żeby znalazła się osoba sprzątająca odchody po nich ponieważ wieczorem można było się na nich poślizgnąć
-
Andrzej111
- Bardzo Pomocny Kuracjusz

- Posty: 118
- Na forum od: 05 sty 2012 22:36
- Oddział NFZ: Kujawsko-Pomorski
- Staż sanatoryjny: 8
Re: Przerzeczyn Zdrój - moja opinia z XII/2013
-
olunia43
- Aktywny Kuracjusz

- Posty: 45
- Na forum od: 29 sty 2013 13:38
- Oddział NFZ: Śląski
- Staż sanatoryjny: 10
Re: Przerzeczyn Zdrój - moja opinia z XII/2013
Witaj!!!! czy nie pomyslaleś ze to my kuraczujesz jesteśmy winni ,gdyż dokarmiamy je .Oczywiście to sanatorium ma slady komuny ale widać ze cos robia i może za pare lat będzie z tego niezłe spokojne sanatorium . pozdrawiamtrs pisze:Witajcie potencjalni kuracjusze z Przerzeczyna
Właśnie wróciłem z turnusu świątecznego .Potwierdzam w całości to co napisał Andrzej111 Kubki są już nowe ale bezpośrednią przyczyną ich wymiany była impreza dla dyrekcji niektórych uzdrowisk jaka miała miejsce w w piątek przed Świętami . Wtedy też malowano stołówkę i nikomu to nie przeszkadzało , że ludzie muszę spożywać posiłki w scenerii walających się folii i stojących rusztowań , powieszono na ścianie piękny telewizor a na zewnątrz intensywnie sprzątały aż trzy ekipy . Przypominało to czasy komuny. Nikt nie wspomniał też o pladze kotów okupujących stołówkę .Nie mam nic do tych miłych zwierzątek tylko byłoby dobrze ,żeby znalazła się osoba sprzątająca odchody po nich ponieważ wieczorem można było się na nich poślizgnąć

