Ciche dni
nasza stała kłótnia, jak zwykle o bzdury
rozpoczyna dzionek, niosąc ciemne chmury
chodzę znów nerwowa, jak kula gradowa
od słowa do słowa i awantura gotowa
lecz jak długo potrwa ten głęboki uraz
może kilka godzin, jak bywało nieraz
„mów do mnie, słyszysz... mów cokolwiek”
czy ty przeprosiłaś mnie kiedykolwiek?
słowo cięte jak brzytwa rani mimo woli
raz wypowiedziane, jak policzek boli
nic już ich nie zmaże, nawet przeprosiny
bo cięcie głębokie, rany tej nie zabliźniły
a gdy wieczór nadszedł wałkujemy słowa
oskarżamy się wzajem, raniąc znów od nowa
trwałoby do świtu, gdyby nie zmęczenie
budząc się w ramionach, było przebaczenie?
wiersz na necie znaleziony na dzień dobry przyniesiony
