To żeśmy się dogaaaadali.

Dobrze, że nie brak nam poczucia humoru, to się z tego tylko pośmiać można.
Końcówka mojego dzisiejszego snu, bo wcześniejsze klatki to tak trochę przez mgłę pamiętam

:
Jestem w pracy i tam nie wiedzieć skąd, bo ani w zoo (choć bywa podobnie

), ani w lesie nie pracuję, znalazłam bardzo dziwne, małe, słabiutkie zwierzątko

. Ni to foczka (ale za małe na fokę), ni to wydra, *uj wie co.

Najlepszy miało ogon, bo składający się z trzech cieniutkich sznureczków na końcach z frędzelkami jak u czapki (co to się w mojej głowie lęgnie

). Poszłam to biedactwo najpierw umyć, bo w błocie całe. Jak już w reczniku i moich ramionach się ogrzało, to tak się ożywiło, że zaczęło mnie po "pysku" lizać, ledwo oderwałam ten jęzor od mojej twarzy. Zdążyłam tylko pomyśleć: co to jest za gatunek? Czym go można nakarmić? Gdzie szukać pomocy? I w tym momencie się obudziłam, bo się okazało, że to moja sunia się domaga wypuszczenia z domu i to jej jęzor mnie lizał.
Tobie też miłego.
Z domowych prac obrobiona, ale dużo pracy w papierach elektronicznych czeka.
Ale na spacerek pójdę póki bajkowa zima trwa.
