Forum Nasze Sanatorium. Opinie o sanatoriach. Forum o sanatoriach. Forum kuracjuszy.
Forum kuracjuszy, wyraź opinie o sanatoriach, poznaj opinie innych kuracjuszy nawiąż znajomość. Planujesz wyjazd do sanatorium, wysyłasz tam dziecko? Sprawdź informacje na temat swojego uzdrowiska. Porozmawiaj na tematy związane z leczeniem w sanatorium.
Forum Nasze Sanatorium. Opinie o sanatoriach. Forum o sanatoriach. Forum kuracjuszy.
Forum kuracjuszy, wyraź opinie o sanatoriach, poznaj opinie innych kuracjuszy nawiąż znajomość. Planujesz wyjazd do sanatorium, wysyłasz tam dziecko? Sprawdź informacje na temat swojego uzdrowiska. Porozmawiaj na tematy związane z leczeniem w sanatorium.
Forum na którym możemy wyrazić swoją opinię na temat ośrodka, w którym byliśmy. Podziel się z innymi wrażeniami o sanatorium, szpitalu uzdrowiskowym. Zapytaj kuracjuszy jak było podczas ich turnusu. Jakie mieli warunki zakwaterowania i zabiegi rehabilitacyjne.
maciejt brawo za pierwsze wrazenia jestem pod ogromnym
wrazeniem opisu z pobytu ,tak samo prowadziłem jakie 2 niesiące temu relacje z pobytu
ale byem w Arce na sułkowsiego 11 ,polecam kawiaranke obracaną ,kurcze szkoda ze na ballety nie chodzisz
no ale nie kazdy lubi sie bawić,wolisz rowerek ,dla kondycji chyba,bede oczekiwał opowiesci z
pobytu bo fajnie opio,ale kazdy opisduje jak umi i tak jak ja to pisze,tszeba mie checi pisania
o pobycie ,bo robimy to dla przyszłych kuracjuszy ,a tak na marginesie tylko sie nie zakochaj to na tyle
i odpoczywaj ,mysle ze cdn
t
W niedziele były wycieczki. Chciałem do Berlina się buchnąć ale nie było miejsc. Ludziska zwiedzają myślę, koledzy z pokoju pozapisywali się do Poczdamu. Wrócą to zasięgnę języka postanawiam i podejmę decyzję o tym Berlinie w późniejszym terminie, jak mi jeszcze do tego czasu pinindze nie wyjdą. Ale tak dumam i dzwonie do gościa z biura podróży co tam mają wolnego. Mówi że Szczecin, nigdy nie byłem to chce jechać. Wyjazd po śniadaniu, decyzja w ostatniej chwili to ledwo się udało prowiant dla mnie skołować, musiałem użyć całego uroku osobistego co to się z nim niewątpliwie urodziłem żeby babeczki na szybko przygotowały. Dostałem torbe i wsiadam do autokaru bo zatrzymał się pod sanatorium. Miejsc wolnych sporo, będzie luz myślę i siadam przy oknie. A ten bus to co sanatorium to przystanki robił i ludzi zabierał, pełne obłożenie. Pewnie klepnąłem ostatnie miejsce, dobrze że wcześnie wsiadłem. Wchodzą dwie kobitki i chcą siedzieć razem, pytają babki co to siedzi przede mną przy oknie czy by nie chciała obok mnie usiąść bo one pragną własnego towarzystwa. Zagadnięta protestuje że chce przy oknie, widać się nie obejrzała jaki fajny gość za nią siedzi. Panie strzeliły focha i się rozdzieliły, szczęśliwie mnie już o nic żadna nie pytała. Jedziemy i jedziemy, a ta co siedzi obok mnie niezbyt uprzejmie oznajmia, że ja to niby za dużo miejsca zajmuję. Nie wydaje mi się żebym więcej niż połowę przestrzeni za siedzeniami zajmował oznajmiam, ale obiecałem że dołożę starań by zaspokoić jej postulaty. Nie była specjalnie miła, jak wysiadała to nawet "do widzenia" nie powiedziała, taka była. No ale dojeżdżamy do tego Szczecina, a przewodnik widzę stosuje metodę pokazania miasta zza szyby autokaru. W końcu wysiadamy i oglądamy wejście do Stoczni Szczecińskiej, potem jakieś ogrody nie wiem po co. Nie było specjalnie interesująco to się taktycznie oddaliłem, a tu gościu z mikrofonem w towarzystwie drugiego z kamerą do mnie że chcą pogadać. Głupi zamiast się zawinąć to dałem się sprowokować i pytam o co chodzi. Pyta co sądzę o zmianach w kanonach lektur szkolnych. Jak się rozgadałem to sam nie wiem, ale popłynąłem galancie i powiedziałem co mi na sercu leży. Ten z mikrofonem widzę że się ożywił, patrze na kostke a tam bodaj Polsat. Nie jestem do końca pewny bo trochę tremę miałem, a ten mi zadaje pytania pomocnicze, no to ja płynę dalej i tak kilka minut. Facet ewidentnie zadowolony mówi że extra było i na pewno wykorzysta. Nie wiem czy to na dobra wiadomość, w każdym razie z tego przejęcia zapomniałem zapytać kiedy i w jakim programie można obejrzeć to tera z tego mojego bohaterstwa nici bo nie zobaczę.
Potem Wały Chrobrego z 10 minut, Zamek Książąt Pomorskich z 15 bo podobno wszystko pozamykane z okazji niedzieli i wjazd windą dla chętnych na wieżę widokową miejscowej bazyliki. Nawet wjechałem ale szyby tak brudne że mało co widać i szybko się ewakuowałem na dół. Na dole widzę komunistki z lodami idą. Myślę sobie faktycznie maj, a lody wyglądają dobrze i lodziarnia obok. Ciepło było, nie to co nad morzem, to ide i proszę o dwie gałki. Pani nakłada i domaga się 18 zł. Kurde cenią się w tym Szczecinie myślę, jak by była cena na widoku to bym nie przeżył małego wstrząsu przy kasie. Potem jeszcze miejscowa filharmonia, przewodnik opowiada że to cud architektoniczny co to wygrał jaką prestiżową nagrodę i ogólnie jest och i ach. Tak patrze z zewnątrz krytycznym okiem i klocek wygląda jak by postawili z blachy falistej myślę, może w środku zachwyci. Nie zachwycił, dla mnie koszmarek tylko posadzka mi się podobała. Przewodnik powiada że marmur przytargali z Majorki za grube bańki, bogate miasto dochodzę do wniosku, tyle kasy w takie badziewie. Przewodnik przypatruje mi się podejrzliwie, chyba nie wziął mnie na poważnie, no ale już starożytni wiedzieli że o gustach nie ma co gadać. Dla mnie ten budynek to porażka. Generalnie wydaje mi się że program chciał złapać zbyt wiele srok za ogon, było się skoncentrować na tych wałach, zamku i bazylice chyba a o reszcie to lepiej jak by przewodnik poopowiadał z autokaru. Wracamy do Kołobrzegu a ja ściskam kolana co by się powtórnie na szykany sąsiadki nie narazić, wieczorem wraca współspacz z tego Poczdamu i opowiada jak fajnie i snuje opowieści, generalnie warto. To się łamię z tym Berlinem, za chwilę wchodzi drugi i jego opinia nie była już taka różowa. Połazili po ogrodach a pałace to jeno z zewnątrz widzieli i generalnie kicha. Widzę podobieństwa do mojej wycieczki, to tera nie wiem co robić. Póki pogoda to chce korzystać na miejscu, a w najbliższą niedzielę jest mecz piłkarski 2 ligi, podobno Kotwica Kołobrzeg walczy o wejście do 1 ligi, to zamiaruję się udać tylko nie wiem czy bilety będzie można z marszu kupić. Dawno nie byłem na meczu to zobaczę postanawiam i decyzję o tym Berlinie odkładam do ostatniej niedzieli pobytu.
Dzisiaj rano widzę że na obiad wątróbka. Nie lubię podrobów, będę się męczyć dumam, a ponieważ zabiegi kończę po 9.00 to się buchnę do Trzęsacza postanawiam. Ostatni raz tam byłem w studenckich czasach ze swoją wybranką, co to się męczy ze mną do dzisiaj, a trasa malownicza to jade. Obiadu nie żal, czasu trochę jest to pakuje rowera i startuje. Już w Grzybowie zrobiło mi się ciepło, szczęśliwie mam z tyłu koszyk to mogę ciuchy zmienić i jade. A jest co jechać, bo wyszło 50 km w jedną stronę to sprawa wydała mi się poważna. Droga rowerowa, coś mi się dobrze jedzie, niepokoję się za dobrze. Aż tu zjazd do lasu, a potem mały koszmar bo 5 kilosów po takiej kostce co to bardziej przypomina kocie łby. Mało mi plomby nie powypadały, dobrze że z przodu mam amortyzatora, za to zgubiłem licznik nawet nie wiem kiedy. No tak mnie wytrzęsło że szok. W dodatku ani jednego ludzia a zasięgu nie ma, jak mnie wilcy napadną to nie mam jak pomocy wzywać. Jade i jade i już się zastanawiam jak wrócę, w końcu Niechorze i Trzęsacz. Porobiłem fotki co by połowica zobaczyła i piszę koledze z pokoju co by przekazał towarzyszom niedoli ze stolika że se mogą tą moją wątróbkę zjeść. Po godzinie otrzymuję info że zmietli jak odkurzacze. Zbieram się do powrotu i w Niechorzu widzę knajpa otwarta. Zamawiam dorsza z frytkami i surówką, nawet nie drogo. Dokupiłem piwo i na końcu się zastanawiam czy na pewno mi wody wystarczy bo mimo że bidon spory to długa droga do domu, lepiej żeby nie brakło. Biorę wodę niegazowaną 0,5 a tu pani chce ode mnie 7 pln-ów. No nieźle myślę, chyba głównie zarabiają na napojach. Wracam dalej i już się boję tych kocich łbów, a czas goni bo widzę w telefonie że na styk wrócę na kolację. Jadę i coś tak jakoś wolno kilometry ubywają, no ale niestety cała droga pod wiatr. Zmordowałem się strasznie, ledwo dojechałem bo pedały musiałem dusić coby zdążyć na 16.30. Dotarłem o 16.40, nie miałem już siły żeby mocniej przycisnąć. Wchodzę na stołówkę, w gaciach rowerowych, kasku, zmordowany i nieco spocony. Widzę ludzie się gapią na mnie jak na jaki eksponat, tylko nie wiem czy z podziwem czy politowaniem bo nie miałem prawa wyglądać zbyt świeżo. Koledzy coś tam nawet dla mnie zostawili i zdążyłem przetrącić dwie kanapki. Po tej kolacji tak mnie zmorzyło że nie mogłem sobie dać rady, nie wiem czy od nadmiaru wrażeń czy tak mnie ta trasa wykończyła, tak czy inaczej ciekawy jestem czy jutro na zabiegi wstanę o własnych siłach czy koledzy będę musieli mnie nosić. No ale stówka pękła to było warto myślę.
Szczęśliwie tera wykąpany dochodzę do siebie i korzystając z uprzejmości kolegi co to ma routera i dał pasy do wi-fi mogę się z Wami podzielić co tam u mnie słychać.
Wrażenia z kilku pierwszych dni w Mega w Kołobrzegu.
Zapomnij o dwójce jeśli nie stoisz od 7 rano w dzień przyjazdu w kolejce.
Pokoje mają jednolite wyposażenie, ale nie są jednakowe.
Niektóre są małe ale mają wysoki sufit, kiedyś były to dwójki patrząc po metrażu, ale są dopchane 3 i często też 4 łóżkiem. Komfort pobytu jednak będzie determinowany przez dobór współspaczy. Inna część budynku to tak zwane „baraki” zbudowane z modułów z plastikowymi ścianami i podłogami. Pokoje są większe, ale mają niższy sufit.
Przydział pokoju to loteria. Nawet małżeństwom nie zagwarantowano wspólnego pokoju. Żony w jednym, mężowie w drugim pokoju. Frustrację z tego powodu są zrozumiałe.
Sam ośrodek jest usytuowany w części uzdrowiskowej i do centrum czy nad molo jest około 20 min spacer. Bardzo dobra lokalizacja, bo wszędzie da się dojść piechotą.
Sklepy warte uwagi: Żabka, dwie ulice dalej. Leclerc i Biedronka, tuż za torami, ale jest to dłuższy ponad 20 min spacer. W okolicy i na deptaku są budki ze wszystkim, ale ceny plażowe i deptakowe.
Gastronomia jest tuż za rogiem i przy plaży. W promieniu 200m od furtki są trzy knajpy. Kamienny szaniec przy wejściu na plażę ma fajny taras z widokiem na może i dobre jedzenie. Mają rybkę. Ale w tygodniu otwarte do 18. Należy wpaść odpowiednio wcześnie. Najbliższy bar (ten z tyłu megi od deptaku, pizza, burgery, makarony. Czynne do 21. Dalej w parku obiady domowe, bigos, naleśniki. Jakby na kolacji ktoś zjadł Twoją porcję, to jest gdzie się ratować i nawet osoby z niskim cukrem dojdą na miejsce bez problemu.
Ogólnie na mieście w Kołobrzegu ceny w 2024 mogą odstraszać. Piwo 16-18 zł, drink 26-30, danie ciepłe 30-40+ zł. Rybka 60-80+ zł. Trzeba uważać.
Zabiegi i kuracje: Najlepszym wg. Doktora, co mega może zaoferować to są zabiegi na basenie w znajdującej się po drugiej stronie bagna Arce. Czyli obiektu siostrzanego Megi.
Kuracjuszy na basen wozi i przywozi autokar. Trzy kursy dziennie od 9 do 11:30. Reszta zabiegów jest na miejscu w mega. Ile to już osób przeziębionych od tego czekana na autobus zaraz po basenie nie jestem w stanie z liczyć. Kaszlą i chodzą dalej. Solanka krzepi.
Basen solankowy jest dość głęboki 160 cm, przez co osoby o niższym wzroście mają problem, aby dosięgnąć dna. Jeszcze gorzej jak nie umieją pływać. Oprócz tego są jacuzzi z solanka i basen rekreacyjny. Całość całkiem spoko. Tylko dlaczego 20 min. Zanim się człowiek przebierze to mija 10 minut, żeby wyjść o czasie trzeba się spieszyć i znów czas ucieka. Zdecydowanie zbyt mało czasu na przebranie i wysuszenie się dokładne. Stąd ludzie wybiegają mokrzy i są przeziębienia. Jeśli pominąć ten aspekt, gdyż jest już ciepło, to faktycznie wypad na basen jest atrakcją dnia.
Sama Arka to materiał na osobny wpis. Dużo można opowiadać.
Zabiegi w Mega. Cały dostępny zakres procedur i zabiegów realizowany jest na 1p ośrodka. Panuje chaos ponieważ Kupa ludzi przychodzi nie na swoją godzinę i kombinują jak to zrobić zabieg wcześniej żeby mieć wolne i pójść na miasto i np. ludzie z godziny jedenastej potrafią przyjść na ósmą, ale to chyba Standard wszędzie ponieważ mamy do czynienia z ludźmi. Ogólnie panuje względna czystość i porządek, więc tutaj nie mam zastrzeżeń.
I to chyba wszystko jeśli chodzi o atrakcje, więcej w medze nie znajdziemy. Dancingów nie ma, kawiarni na terenie zakładu też nie ma, jest tylko pingpong okazjonalnie zajmowany przez różnego rodzaju handelek drobny. Nie ma również zapewnionego dojazdu do Arki ma wieczorne atrakcje których w tamtym bliźniaczym ośrodku akurat nie brakuje. Mega gości włącznie turnusy na NFZ i to widać. Od kotłowni aż po dach. Jednak pomimo tego wszystkiego obsługa ze stoickim spokojem na twarzy słucha sobie tych wszystkich pretensji narzekań niespełnionych oczekiwań roszczeń i uzewnętrzniania przez cały dzień i dzielnie to znosi. Wielki szacun dla nich i serdeczne pozdrowienia!
Zgodnie z miejscową miejską legendą kontroli pielęgniarskiej jako takiej nie ma do czasu oczywiście jak nie znajdzie się ktoś kto bardzo ambitnie i dosadnie będzie przeszkadzał innym kuracjuszom w ich procesie Balneologicznym. Wtedy wjeżdża kontrola do końca turnusu. Także tutaj Apel dla własnego dobra i świętego spokoju wszystkich kuracjuszy nie dajcie się złapać bez majtek w krzakach przed ośrodkiem po 23.
Na koniec wiele tu się mówi o parkietoterapii więc leci zestawienie (niekompletne) wieczorków tanecznych w okolicznych ośrodkach. Kryteria oceny: jakość lokalu, lokalizacja, ceny, wielkość parkietu. Rzeczy które kompletnie nie są brane pod uwagę to rodzaj muzyki granej w lokalu i jakość gości bo to zmienia się z każdym turnusem, a z gustami w sprawie muzyki nie będziemy dyskutować.
- Olimp VI kawiarnia widokowa 11 piętro. Najlepszy widok i najlepszy standard lokalu. Piwo 16 zł. Bez opłaty za wjazd. 90% gości to Niemcy. Najlepiej przyjść ekipą. Super taras, można palić.
- Ikar, wstęp 5zl. Piwo 18 zł. Duży parkiet, wygodne sofy i miła obsługa.
- Mesko: dużo stolików. Darmowe wejście, ale rezerwacje z minimum konsumpcji 17 zł, czyli jedno piwo. Dość blisko. Palarnia przed budynkiem.
- Perła Bałtyku, kawiarnia widokówka. 11 piętro. Super widok i taras. Można palić na tarasie. Dość mały lokal i niewiele stolików. Darmowe wejście
- Feniks, piwo 16 zł. Parkiet średniej wielkości, miłe i sympatyczne miejsce. Najlepiej zrobić rezerwację. Palenie na zewnątrz.
- Lech SU. Niewiele miejsca, mały parkiet, ale wejście darmowe tylko coś trzeba kupić. Miła obsługa. Palenie na zewnątrz.
- Chalkozyn, najtańsze piwo, 14 zł. Fajnie, ale Dość ciasno. Palenie przed budynkiem.