Cześć Aniołku

, czyżby lód był tak bardzo śliski czy brakło czasu na zatrzymanie ?

.
Najwięcej czasu zbawia mycie i przebieranie, a później pilnowanie i mieszanie. Na dżemy czy powidła moja mama poświęcała ze dwa czy trzy dni. Grzały się na bardzo małym ogniu i jeszcze podkładka pod garnkiem była, żeby się nie przychwyciły. Ale nie zwalniało to od mieszania co jakiś czas. Też nie używała żadnych sztucznych zagęszczaczy, tylko owoce i cukier........ bezkartkowy

.
Prócz wygrzania słoików, to udostępniałem spirytus do przecierania obrzeży i zakrętek. Ale przetwory do tej pory są szczelne i zdrowe, bez śladu jakiejkolwiek pleśni, a większość ma już nawet powyżej dwudziestu lat

.
Jakiś czas temu znalazłem z róży którą też i sam zbierałem i ucierałem. Wymieszałem z powidłami z węgierek czy renklod i robiłem mini kanapeczki.......... piszne były

. Tak były oceniane, albo "nie ma z tym czarnym" ?

.
Wieczorem deszczyk popadał i zrobiło się przyjemnie chłodno, że kołderki użyłem

. A teraz po wyspaniu czas na śniadanko i przyjemnych obowiązków........ dla lepszego ułożenia

.
Pogoda słoneczno-deszczowa

, bo i słoneczko widać i chmurki deszczowe są obecne, ale przyjemne dwadzieścia jeden obecne

.
Miłego przyjemnego

.