Pamiętam moją grupę znajomych o różnych charakterach i statusie, ale każdy o wysokich walorach kulturalnych.
Pamiętam pierwszy taniec, raczej płynęliśmy w tańcu...
Nasze wycieczki w góry na których mieliśmy czas na rozmowy tylko dla siebie bo po chwili być oddzielnie wśród znajomych.
dyskretna impreza wśród znajomych w pokoju sanatoryjnym, alkohol delikatnie nadawał wszystkim humoru, dużo radości i milej atmosfery, a za moimi plecami była zawsze ONA
Wiedzieliśmy, że mogliśmy coś zacząć poważnego i z pewnością by to było na dłużej, mieliśmy milczącą aprobatę grupy, widzieli te iskry i spojrzenia, jednak nie przekraczaliśmy pewnej granicy
Miałem nie dokończony związek, wróciłem do domu związek się wypalał jeszcze dwa lata
Gdy zamknąłem związek z żałobą po rozwodową minęły ponad trzy lata, teraz ONA jest już w innym związku i raczej nie ma szans na cudowną reaktywację....
A ja, cóż, wracam od kwietnia do poszukiwania samego siebie, czego jeszcze mogę chcieć w życiu i zastanowienia się dlaczego sam Bóg zostawił mnie na tym skraju dróg...
Ale tu i teraz żyję w otoczeniu znajomych mi osób, dzisiaj potańczę kizombę 2 godz, jutro bachatę, pojutrze może basen

.
A gdy na przełomie kwietnia i maja będę w Cieplicach zadecyduje intuicyjnie czy wybieram solo czy też parę, a może odnajdę zwykłych znajomych na serię wycieczek po okolicy i miłych wieczorów przy tańcu i muzyce.
Pierwsze dwa-trzy dni mam randkę ze sobą

Odwiedzę termy i restaurację Pawilon Norweski i wypiję kawę w Bohemie, później odwiedziny krewnych w Jeleniej Górze i dużo snu którego mi teraz brakuje
A potem....bez planowania, no może trochę dopomogę losowi
