Mask pisze:Chyba w tym temacie będzie najlepiej...mało brakowało....
Miałem małą przygodę
Wczoraj o 22, śmigałem na rowerze do domu. Jechałem ścieżką rowerową, w rowerze zapalone lampki, i nagle taksówkarz wyjeżdżając z podporządkowanej ulicy, z lewej strony, wymusił na mnie pierwszeństwo

. Podniosłem lewą nogę w górę (inaczej byłaby zmiażdżona), uciekałem na jezdnię ale niestety trafił mnie w okolice tylnego koła. Wyleciałem w powietrze, trzymając kierownicę zrobiłem (do tej pory nie wiem w dlaczego

) salto z obrotem

i wylądowałem na nogach tyłem do kierunku jazdy. Musiałem jeszcze trochę pobiec tyłem aby się zatrzymać, ale na szczęście nie przewróciłem się na plecy przed jadące samochody.
Jeżdżę w kasku ale wolę nie myśleć co by było gdybym wykręcił półtora salta i upadł centralnie na plecy, uderzył tyłem głowy o asfalt....oj, bolałoby

Mnie się nic nie stało

. W rowerze tylne koło w chińskie osiem, złamana sztyca siodełka, rama na szczęście nie pękła ani nie skrzywiona.
Był świadek i poradził żeby nie wzywać policji (nie byłem ranny), tylko się dogadać. Tak się stało, zapłacił ile chciałem i odwiózł mnie do domu z tym pokiereszowanym rowerem.
Dzisiaj od rana zakup części, wymieniłem kasetę, koło, oponę i sztycę siodełka.
Rower prawie jak "nowy" tylko ja jakoś tak dziwnie się czuję.... Tak niewiele brakowało....a ja tak Kocham Życie
