Forum Nasze Sanatorium. Opinie o sanatoriach. Forum o sanatoriach. Forum kuracjuszy.
Forum kuracjuszy, wyraź opinie o sanatoriach, poznaj opinie innych kuracjuszy nawiąż znajomość. Planujesz wyjazd do sanatorium, wysyłasz tam dziecko? Sprawdź informacje na temat swojego uzdrowiska. Porozmawiaj na tematy związane z leczeniem w sanatorium.
Forum Nasze Sanatorium. Opinie o sanatoriach. Forum o sanatoriach. Forum kuracjuszy.
Forum kuracjuszy, wyraź opinie o sanatoriach, poznaj opinie innych kuracjuszy nawiąż znajomość. Planujesz wyjazd do sanatorium, wysyłasz tam dziecko? Sprawdź informacje na temat swojego uzdrowiska. Porozmawiaj na tematy związane z leczeniem w sanatorium.
Na poczatku była ciemnośc
A potem nastał papieros
A potem powstał człowiek
I zaczął palic papierosy
Ot durny
I czyni to po dzień dzisiejszy ,aż do skończenia swiata.
Ot durne stworzenie
Wcześniej miałem kilkanaście prób rzucenia palenie w okresie urlopu, nie ma nic bardziej mylącego, nigdy wtedy nawet króciutko nie uciekłem od tytoniu.
Nawet wtedy nie próbujcie, bo stracicie urlop z męczarni. To musi być zwykły roboczy tydzień. Musicie mieć cały czas zajęcie.
Pomocne jest jedynie wyeliminowanie z towarzystwa (do niezbędnego minimum) innych osób palących.
Zastępczym nałogiem, ale tylko na okres wychodzenia może być jak wcześniej napisałem wszystko poczynając od słonecznika i gum do żucia.
Posłuchałem sam innej dobrej rady, jak nie mogłem się uporać, na pewien okres nie jest możliwe uniknięcie przytycia, to po prostu trzeba na tym początkowym etapie chłodno wkalkulować i zaakceptować. Dopiero po zdecydowanym wyeliminowaniu tytoniu z życia nastąpić może kolejny etap, pozbycie się tej nadwagi, nabytej w czasie kuracji antynikotynowej. Jest to być może obłędne koło, ale innej szansy nie za bardzo widać. Coś musi nastąpić kosztem czegoś.
Najtrudniejszy jest pierwszy dzień. Najlepiej była to dla mnie sobota, żeby odciążyć myśli miałem wcześniej jakieś zaprogramowane prace podwórkowo - ogrodowe, nie może to być relaksujące spotkanie koleżeńskie czy porządkowanie klaserów ze znaczkami. Jeszcze lepiej, jak to będzie wręcz harówa fizyczna, do późnego wieczora.
Pić dużo mineralnej. Kawka i herbatka (nawet ta u Tadka) zawieszona aż do czasu.
Nawet z ulubionych trunków czasowo zrezygnowałem.
Podobnie następny dzień, wydarzenia jak w sobotę.
Trudniejszy jest pierwszy dzień roboczy, czyli poniedziałek, ale to już inna historia - o czym w kolejnym poście...
Będąc płytko odstawiony od cigaretów już na samą myśl o kawie, która miała wylądować przede mną, już mnie ssało.
Jak szedłem na imprezkę, gdzie miało być morze nie konieczne czarne, ale napojów wysokoprocentowych, to choć miałem za sobą nawet kilku/kilkunastomiesięczną abstynencję nikotynową, to nawet z kilkugodzinnym wyprzedzeniem kupowałem sobie paczkę cigaretów, coby nie podpalać tych z marki "cudzesów". A co ciekawe, wracając z imprezki, wracając do trzeźwości, przechodziła mi chętka na te używki, aż do kolejnej imprezki.
Miałem w sumie ponad 12 przerw, czasy wynosiły od kilku tygodni do kilkunastu miesięcy.
Zacząłem rozważać, doszedłem do wniosku, posiadłem sztukę rzucenia, lecz była ona bez wartości, bo nie znałem sztuki zabezpieczenia się przed powrotem.
Zatem skoncentrowałem się nad wymyśleniem takiej blokady, i to skutecznej.
A nie było łatwo, bo już wystąpiły pewne ograniczenia w paleniu tytoniu w miejscach publicznych. I to właśnie pamiętam, jako coś wyjątkowo perfidnego. Zostałem zmuszony do wychodzenia z biura na korytarz na swoją działkę, które skojarzyłem de facto jako coś pozytywnego, ponieważ wówczas wyjątkowo się koncentrowałem, wpadałem na nowe pomysły, rozwiązywałem problemy, relaksowałem się, wracałem do biura z gotowymi sformułowaniami. Bardzo to było mylące. Przekraczałem powoli barierę paczki dziennie. Wkurzałem się na siebie samego.
Samoograniczenia typu - "Nie palę w samochodzie" były być może skuteczne, ale też i przerwy na ogieniek następowały co ca jedną godzinę. W życiu wypaliłem najwyżej 3 papierosy za kółkiem. Ale to był margines. Tematu.
Znacznym ułatwieniem było to, że w swoim mieszkaniu byłem jedynym "kurzokiem". Maryla nigdy nie paliła. Ale ściągało to do mojego mieszkania innych papierośników.
Nigdy nie kopciłem w sypialni,, ale jak się nas zebrało już 2 w kuchni na papierosku, to już dopiero był syf. Latem mogłem wyjść na ganek, na ogródek. Ale co z resztą roku.
Musiałem przewartościować swoje zamiary.
Jestem osobą niepalącą od zawsze ,nie powiem poznałam kiedyś smak papierosów jako nastolatka Zefiry mentolowe ,ale to było w xx wieku.Wolę za te pieniądze odwiedzić dobrą perfumerię
Witam tych jeszcze palących i tych co pozbyki się nałogu,wróciłam w lutym tego roku z sanatorium,byla to sobota wyciągnęłam z paczki ostatniego cienkiego LM i paląc próbowałam wyobrazić sobie jak to będzie gdy już nie zapalę......od tego czasu nie miałam papierosa w ustach,,,,,chciałabym wytrwać w postanowieniu
Witam nie paliłam nie palę ,ale wiem z obserwacji ,że należy zrezygnować stanowczo ,nie na raty i nosić w kieszeniach coś do podgryzania jak wróci głód nikotynowy np orzeszki ziemne ziarka itp .