Co myślicie o "klezmerze" sanatoryjnym ? Czy spotkaliście się podczas pobytu na leczeniu z tym, że jeden z kuracjuszy przywiózł z własnej inicjatywy gitarę lub inny instrument i urozmaicał szarość czasu po zabiegach w sanatorium, w mniejszym lub większym gronie?
Czy uważacie, że taki dodatkowy zabieg wspólnego śpiewania lub tylko słuchania tego rodzaju muzyki, nawet gdy nie jest wykonywana perfekcyjnie, może przyczynić się, do lepszego samopoczucia a przez to dodatkowo wzmacniać skutki leczenia?
Otwieram tę dyskusję na zasadzie wsadzenia "kija" w mrowisko


