W pewnym momencie za jednym z zakrętów ukazał mi się obraz gór, i choć był jeszcze niewyraźny bo ze sporej odległości, poczułem się jakbym przekornie do sytuacji, był coraz bliżej domu.
Za N.Sączem obrazki były już tak blisko, że przestałem myśleć o kierownicy, i nie wiem kiedy znalazłem się przy tablicy Krynica.
Jechałem wolno.
Chwili powrotu o poranku wolę nie opisywać.


