Przebywam aktualnie w sanatorium w Dąbkach. Oczywiście musiałem opłacić taksę klimatyczną, która jest maksymalnej wysokości. Wysokość tą ustalają władze miejscowości. Może mają rację, iż wywindowali maksymalnie.
Jednakże opłata ta, powinna świadczyć o jakości powietrza.
Myli się ktoś, kto myśli iż cena opłaty klimatycznej jest adekwatna do jakości wdychanego tutaj powietrza.
Kominy emitujące kłęby dymu zadymiają w zależności od kierunku wiatru, zachodnią lub wschodnią część Dąbek.
Przyjeżdżając z "Polski" na wypoczynek, płacąc najwyższą opłatę klimatyczną, władze Dąbek serwują nam - smród i czad. Wychodzi na to, że zamiast po zdrowie, przyjechaliśmy nabawić się choroby płucnej.
Czy władze Dąbek nie zauważają problemu?
W XXI wieku są już techniki, które zmniejszają emisję dymów. Jest wiele sposobów na zlikwidowanie, a przynajmniej na zmniejszenie dymu.
Zauważyłem, że władze nastawiły się wyłącznie na zysk.
Następnym przykładem chciwości władz Dąbek może być zakaz zatrzymywania się gdziekolwiek w Dąbkach. Jest wiele parkingów, ale płatnych przez okrągły rok. Nie można zatrzymać się na krótki odpoczynek, bo władze grożą karami. Nawet uiszczenie opłaty za parking w grudniu graniczy ze śmiechem. Gdzie szukać w niedzielę punktu pobierającego opłaty (Kasę GOSIR)?
Dla mnie Dąbki, to miejsce pełne absurdów.
Powrócę teraz do samego Argentytu w Dąbkach.
Witam kuracjuszy i przyszłych kuracjuszy Ośrodka Argentyt w Dąbkach.
1 grudnia 2013 roku przyjechałem do w/w sanatorium. Pierwsze wrażenie było niesamowite. Przy wjeździe do sanatorium - bramka z barierką i budką osoby wpuszczającej i zapisującej wjeżdżające samochody. Oczywiście nie jest to widok odosobniony. Natomiast uderzył mnie widok kolczatki wystającej z jezdni, gdyby ktoś chciałby sforsować barierkę. Dla mnie to widok co najmniej dziwny, nie świadczący o dobrym smaku . Przypomina mi to czasy głębokiego PRL-u.
Druga sprawa, to wejście do budynku sanatorium i przyjęcie w recepcji. Przyjęcie było miłe, ale okazało się, że wręczono nam tylko numerek do dopiero prawdziwej kolejki i drugiej recepcji. Ale niestety - na godzinę 14:00. O tej godzinie rozpoczyna się doba hotelowa. W holu, w kawiarniach znajdowało się mnóstwo osób, które przybyły tu od wczesnego rana, spędzając noc w podróży. Wygląd był niesamowity.
Około 200 osób, które 1 grudnia rozpoczynały turnus, oczekiwało na godzinę 14:00. Oczywiście panie w recepcji - także. Podobno tak to się dzieje, ponieważ doba kończy się o godzinie 12:00, a panie sprzątaczki muszą przez te 2 godziny wysprzątać pokoje do około 200 osób.
Pani lekarka też okazała się więcej urzędnikiem, niż lekarzem.
Sam pobyt okazał się niezły. Nawet jeden raz było ognisko. Pani recepcjonistka obiecała, że przekaże prośbę o powtórzenie ogniska, ale niestety nie doczekaliśmy się.
Panie i Pan od rehabilitacji są bardzo mili. Panie kelnerki również. Jedzenie ok. Smaczne i wystarczająca ilość. Wszystkiego było pod dostatkiem.
W sanatorium tym przebywały również dzieci. W niektórych postach ludzie narzekali na nie. My nie mieliśmy problemu z dziećmi. Może trafiliśmy akurat na bardzo spokojny turnus
Szkoda, iż na forum nie ma możliwości umieszczenia zdjęć, które zrobiłem: dymiący komin, zbiorowisko kuracjuszy przy recepcji o godz. 14:00 przy przyjęciu, kolczatki przy wjeździe.
Pobyt w Argentycie w Dąbkach pomimo absurdów uważamy za udany.



