Ok to wiesz jak to wygląda .Faktem jest ,że tak całkiem gładko to Jego życie nie wyglądało .
Zacytuję fragmenty recenzji z " Głosu kultury "
Bynajmniej artysta nie stara się wybielać siebie samego, tylko chce uwiarygodnić i ujednolicić narracje o nim samym, która przewija się przez media od blisko czterdziestu lat. To swoista spowiedź artysty, Collins niejednokrotnie bije się w pierś, przeprasza, zdaje sobie po latach sprawę, że będąc młodszym, potrafił popełniać głupstwa, nie tylko w życiu prywatnym.
Collins zwolnił dopiero w połowie pierwszej dekady XXI wieku. I z miejsca zaczęły dawać mu się we znaki ukryte do tej pory problemy ze zdrowiem, które spowodowały, że muzyk dzisiaj praktycznie nie może grać na perkusji i posiada ograniczone możliwości wokalne. Zresztą, zmusiło go to do wcześniejszej artystycznej emerytury, co tylko pogłębiło jego problem z nadużywaniem alkoholu. Momentami przerażająca jest bezradność Collinsa, gdy wspomina te mroczne i wyjątkowo paskudne dla siebie dni. Nie jest to napuszona gwiazda dumna ze swoich wyskoków, tylko poważny człowiek, w zaawansowanym wieku, mający bogaty bagaż doświadczeń, który dźwiga na swoich barkach.
Nie zmienia to faktu, że autobiografia Collinsa niejako mną wstrząsnęła i chyba spowodowała, że dopiero teraz nabrałem pełnego szacunku do niego. Dotychczas jawił mi się on jako nieco snobistyczny, angielski muzyk z darem do lekkich, radiowych przebojów. A tutaj na kartach autobiografii przedstawia się nam jako człowiek z krwi i kości, cholernie twardo stąpający po ziemi.
I z Nim powiem dobranoc
Phil Collins - I Wish It Would Rain Down
https://www.youtube.com/watch?v=vZAkqukvfSE