Nie wiem czy moja wypowiedź ukazała się na tym forum, nie mam za wiele czasu by to sprawdzać. ale na wszelki wypadek zamieszczam (być moze po raz drugi|) moją opinię. Zamierzam zresztą jeszcze raz odwedzić Nowe Łazienki w przyszłym roku... Pewnie pełnopłatnie (poproszę o ten sam pokój - bez łazienki ale z umywalką) bo na czekanie w tej "rosyjskiej ruletce" z NFZ nie ma co liczyć.
A więc - nie jestem żadnym „lwem sanatoryjnym” , zaledwie drugi raz w życiu teraz byłem w sanatorium. Poprzednio 3 lata temu leczyłem się w Szczawnie Zdroju w „Azalii”. Termin właściwie ten sam, koniec kwietnia i początek maja czyli 25 kwietnia – 16 maja br. Tak więc mogę porównać pobyt sanatoryjny w Krynicy Zdroju do tego sprzed 3 lat w Szczawnie-Zdroju. Większość plusów wystawiam właśnie w porównaniu do „Azalii” w Szczawnie-Zdroju. No i teraz po raz pierwszy w życiu byłem w Krynicy Zdroju.
A więc Nowe Łazienki Mineralne – bo tak mi wylosował gdański NFZ. Pierwsze wrażenie – piękny pałac stylowy – wygodne dojście i położenie w samym centrum Krynicy. Cały wielki obiekt sprzed prawie 100 lat zaskakuje wspaniałym wejściem, kolumnada z tarasem, piękny fronton i główny hall wraz ze schodami zdobiony dwiema półaktami w stylu lat dwudziestych z epoki i te piękne marmurowe balustrady – ba – parapety w całym obiekcie we wszystkich pokojach i nawet toaletach marmurowe! Część obiektu już po kompletnej modernizacji wymieniona nawet stolarka – bajka. Akurat byłem w tej części jeszcze nie całkowicie zrekonstruowanej (pewnie dużym nakładem kosztów), ale stolarka starsza odnowiona i czyściutko pomalowana. Okna wszędzie nowe automatyczne uchylne. Szerokie wysokie wygodne korytarze – tak samo jak pokoje.
No cóż - to pierwsze dobre wrażenie pozostało mi już do końca pobytu.
A teraz konkrety. Pokój zajmowałem jednoosobowy z umywalką, w pokoju był telewizor płatny, ale nie używałem go, jako że miałem laptopa z internetem (modem). Internet zresztą jest wifi bezpłatny, na tym pięknym wielkim hallu z marmurami widziałem kuracjuszki w fotelach z laptopami. Jest tutaj także komputer stacjonarny do bezpłatnego używania dla gości, podłączony do netu. Sale telewizyjne bezpłatne – piloty w recepcji. W pokoju dwa duuże białe ręczniki frotowe. Piszę „duże” bo sam się nim owijałem oczekując na nagusa na bicz wodny w stylowych „Starych Łazienkach Mineralnych” gdzie miałem jedyny zabieg poza opisywanym obiektem „Nowych Łazienek Mineralnych”. Tamże chodziłem po wodę leczniczą (Zuber z Janem) choć można bliziutko, do jeszcze starszej pięknej pijalni, ale porannego spaceru (zrzucenie nadwagi) przepięknym deptakiem z widokami na architekturę Krynicy trudno sobie odmówić… I spotykanych kuracjuszy i kuracjuszki z innych sanatoriów których w Krynicy bez liku. Ta architektura zabytków Krynicy to odrębna opowieść na inną okazję.
Ale wróćmy do naszego sanatorium (dowiedziałem się ze to właściwie szpital sanatoryjny – te nasze piękne Nowe Łazienki Mineralne.
A więc w pokoju bardzo szerokie wygodne łóżko z materacem ze sprężynami.
Nowa przesuwana szafa ubraniowa z półkami do bielizny, stolik także nowiutki oraz 2 krzesła.
No i ten marmurowy piękny szeroki parapet, bardzo praktyczny i bezlitośnie wykorzystywany przez kuracjuszy do przechowywania owoców i talerzyka ze sztućcami itp. na wyposażeniu pokoju. Jeszcze nowiutka szafka nocna z szufladką, półką i drzwiczkami. Wokół i pod umywalką glazura, na podłodze wykładzina dywanowa codziennie odkurzana, opróżnianie pojemnika itp. choć wcale nie był pełny… Aha, na łóżko szeroka kapa w kolorze ecru i dodatkowo koc który używałem pod dużą wygodną poduszkę. Na oknie długie zasłony (wysokie sufity) i firana wszystko kolorystycznie dobrane w odcieniach złocisto-ecru. Zaznaczam ze mój pokój był w tej jeszcze nie do końca extra zmodernizowanej części obiektu! Dla mnie super. Czego chcieć więcej?
Na korytarzach także wykładzina dywanowa (brak hałasu). Z korytarza wejście na balkony oraz - uwaga – na ten wielki taras nad kolumnadą z ławeczkami – kilka razy mieliśmy słońce to panie hurmem korzystały z opalania (leżaki za symboliczną opłatą recepcji, tak samo jak stół do prasowania i żelazko). Prysznice całkowicie zmodernizowane – wysoki standard. I ciągle sprzątane.
Wielka wygodna jadalnia już w tej całkowicie zmodernizowanej części przejście tymi szerokimi wysokimi korytarzami… No i jedzenie. Kilka różnych diet, ja miałem tę „trzustkową” a więc potrawy gotowane itp. Ponieważ zupy były bardzo dobre, (a sam jestem amatorem zup) przeto z łakomstwa zapędziłem się – i gdy zauważyłem ze nie schodzę z wagi (co było moim ambitnym zadaniem na ten turnus…) musiałem się hamować. Koniec końców, dzięki forsownej gimnastyce (jeden z zabiegów) z uroczą instruktorką no i spacerom (góra Parkowa, Czarny Potok itp. itp. pisać by dużo) i tak zrzuciłem ok. 8 kg (co prawda startowałem z wysokiego pułapu bo 110 kg miałem przed wyjazdem z Gdyni). Drugie dania bardzo urozmaicone, śniadania z różnymi zupami mlecznymi, jasny i biały chlebek. Te duszone schabiki, gulasze z indyka, brokuły … Wszystko pięknie podane na stolikach z obrusami i kolorowymi serwetami. Kolacje w różnych wariantach w zależności od diety. I dwie uwijające się smukle panny-kryniczanki które nie pozwoliły długo czekać na podanie drugich dań…
Jak już wspomniałem, oprócz wody zdrowotnej (dzięki niej mogłem zrezygnować z przepisanego w Gdyni IPP) zaordynowałem bicz szkocki, gimnastykę, borowinę na krzyż oraz ultradźwięki na staw łokciowy (to są dolegliwości jeszcze z mojej niegdysiejszej pracy w rybołówstwie dalekomorskim i gdyńskim MIR).
Były wycieczki – zaliczyłem jedną do Budapesztu. To temat na inną dłuższą ciekawą opowieść. Ale wspomnieć trzeba o tym spacerze po Krynicy z Przewodnikiem. Piszę przez duże P, bo to człowiek niesamowity. Anegdoty, historia Krynicy, wiadomości wszystko okraszone humorem - koniecznie musicie się wybrać na ten fundowany przez Sanatorium spacer krajoznawczy – nie pożałujecie. Przy okazji fotki zbiorowe z full wykonaniem dla chętnych. No i masa wycieczek Słowacja, Węgry, Beskidy itp. Oczywiście suchy prowiant dla chętnych. Sam skupiłem się na zwaleniu nadwagi i plan wykonałem. No i jeszcze coś dla rozrywek wieczornych. Multum dookoła dancingów, five’ow popołudniowych – ba – kino cyfrowe w ośrodku kultury (byłam na „Bóg nie umarł II”. Położenie Nowych Łazienek Mineralnych”, nieuciążliwe dojście, to dodatkowy wielki atut obiektu.
Reasumując - myślę, że wkrótce obiekt ten ma szansę stać się flagowym Sanatorium czy też Szpitalem Sanatoryjnym Krynicy (wspaniały okazały zabytek położony w samym sercu Krynicy - obok przystanki autobusowe, banki, piękny barokowy kościół, park i deptak.)
Gratulacje dla kierownictwa i całej załogi wraz z jej uroczą piękniejszą częścią (panie recepcjonistki, siostrzyczki, personel sprzątający) . Ponieważ do zwiedzania pozostało mi jeszcze dużo w samej Krynicy jak i w okolicach, a warunki super, przeto noszę się z zamiarem powrotu do Łazienek w przyszłym roku na zasadzie komercyjnej (nie licząc na łut szczęścia w tym losowaniu NFZ).
Podaję mojego maila – chętnie odpowiem na ewent zapytania tych którzy wylosowali Krynicę i te piękne Łazienki.
Plusy:
- bezpłatne el. czajniki na korytarzu co kilka pokoi
- bezpłatne sale telewizyjne
- bezpłatny dostęp do komputera
- świetne jedzenie pięknie podane z naprawdę szybką obsługą ładnych dziewczyn
- czystość – permanentne sprzątanie korytarzy i łazienek – nawet w niedzielę zauważyłem dziewczę na korytarzu z tym „wózkiem-kombajnem” do sprzątania
- lodówki do dyspozycji kuracjuszy na każdym piętrze i zakręcie korytarza
- wygodna winda dla niepełnosprawnych i co bardziej leniwych kuracjuszy
Minusy?:
Na początku turnusu kuracjuszki czasem czekały rano na damski WC na moim korytarzu, ale ponieważ mężczyzn jak na lekarstwo, przeto sam zachęcałem kobietki do ewent. pilnego skorzystania z męskiej toalety która byłą naprawdę sporadycznie używana… Częściowo poskutkowało.
Właściwie brak minusów, bo chyba braki ilościowe w męskim towarzystwie kuracyjnym i pogoda w kratkę to nie wina sanatorium?
mgr inż. Tadeusz Koliński z Gdyni
[email].net